Tegoroczny French Open w Paryżu należy do Mai Chwalińskiej. 24-letnia Polka zachwyciła cały świat, gdy jako jedyna kwalifikantka w historii zameldowała się w wielkim finale wielkoszlemowej imprezy rozgrywanej na kortach Rolanda Garrosa.
Tenisistka w Paryżu zarobi ogromne pieniądze. Już sam awans do decydującego meczu gwarantuje jej premię w wysokości co najmniej 1,4 mln euro, czyli około 6 mln złotych. Co więcej zaliczy także ogromny awans w rankingu WTA, z drugiej setki, na co najmniej 21. miejsce. To wszystko sprawia, że już niebawem do Polki odezwie się wielu sponsorów chcących wspierać rozwój jej kariery. Teraz jest jednak zupełnie inaczej.
Maja Chwalińska rozbawiła dziennikarzy w Paryżu. Nie do wiary, co wyznała
W świecie tenisa, który od lat jest światem ogromnych pieniędzy, wielu zagranicznych dziennikarzy nie może uwierzyć w to, z czym muszą zmagać się zawodniczki z drugiej setki rankingu. Dowodem na to było jedno z pytań, które padło na konferencji prasowej tuż po półfinale.
"Widzieliśmy cię w różnych strojach w różne dni. Jaka historia się za tym kryje?" - zapytał jeden z dziennikarzy.
Odpowiedź Mai Chwalińskiej okazała się dość banalna i przyziemna.
"Nie ma tu żadnej historii. Nie mam sponsora technicznego, więc... Wydaje mi się, że to ta historia" - wyznała rozbawiając przy tym przedstawicieli mediów.
Warto przypomnieć, że jeszcze do niedawna Maja musiała martwić się o nocleg w Paryżu.
"Mam nadzieję, ze wystarczy mi pieniędzy. Wiem, że tutaj dużo zarobię, ale środki nie są przelewane w trybie ekspresowym" - odpowiedziała zapytana, czy opłaciła miejsce w hotelu na drugi tydzień turnieju.
Trzeba przyznać, że 24-latka imponuje nie tylko formą na korcie, ale także dystansem do siebie i niebywałym poczuciem humoru. Dziennikarze ją uwielbiają.
Zobacz też:
Chwalińska zostawiła Świątek w tyle. Oto jak naprawdę wygląda ich relacja poza kortem
Trzy dni po ujawnieniu się z Bagim Tarnowska znowu ogłosiła. Nie mogła ukryć radości








