Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Natalia Niemen: Ostatni rok życia ojca był błogosławiony!

Natalia Niemen (40 l.) miała żal do ojca, że w dzieciństwie poświęcał jej mało czasu. Czesław Niemen dopiero na rok przed śmiercią zbliżył się do córki.

Pierwszy w życiu telefon od ojca, który dzwoni do niej, żeby po prostu porozmawiać, odebrała dopiero jako dorosła kobieta. 

Reklama

"Ta sytuacja była dla mnie lekko szokująca, gdyż nigdy wcześniej ze strony taty podobna inicjatywa nie wyszła" – wspomina Natalia w najnowszym wywiadzie-rzece „Niebo będzie później”.

Czesław Niemen (†64 l.) zdobył się na ten gest wobec córki w 2002 roku, kiedy poczuł się bardzo źle i zrozumiał, że być może zostało mu już niewiele czasu.

Wtedy po raz pierwszy Natalia odczuła, że jest ojcu naprawdę potrzebna.

"Pewnego dnia wpadliśmy z mężem do mojego rodzinnego domu na parę dni. Którejś nocy siedziałam w kuchni i przyszedł ojciec. Był nieco przerażony. Widać było, że z czymś walczy. Okazało się, że tym czymś jest bardzo złe samopoczucie fizyczne. Zaczął mi o tym mówić, wyraźnie czekając na wsparcie. To były dla mnie epokowe chwile" – opowiada. 

Dorastanie w domu muzyka, który życie poświęcił tworzeniu, nie było łatwe.

"Rodzina krępuje artyście skrzydła" – mówił Czesław po rozstaniu z pierwszą żoną.

Jednak samotność okazała się równie bolesnym doświadczeniem. Dlatego ostatecznie postanowił spróbować raz jeszcze założyć rodzinę, kiedy zrozumiał, że tylko ona daje poczucie bezpieczeństwa.

Z modelką Małgorzatą Niemen (61 l.) spędzili ponad 30 lat w zgodnym związku.

"Moja mama też nie była szczególnie wylewna, chociaż na pewno o wiele bardziej komunikatywna niż tata. Była mamą bardzo czułą. Dzisiaj widzę, że oni świetnie się dobrali pod kątem temperamentu. Bardzo lubili ze sobą po prostu pomilczeć. Czuli się wtedy dopełnieni i szczęśliwi" – opowiada córka.

Tata głównie pracował, komponował i tworzył.

"Wolałabym, aby więcej czasu mi poświęcił. Niestety, niewiele rozmów ze mną przeprowadził. A przecież rozmowa to jest to, czego młodzi ludzie najbardziej ze strony rodziców oczekują" – wspomina Natalia. 

Miała też żal, że kiedy jako nastolatka budowała poczucie własnej wartości, tata nie był wystarczająco delikatny i robił sobie z niej żarty. 

"Jeśli te komentarze dotyczyły wyglądu czy efektów w nauce to była istna masakra. Od razu się zamartwiałam" – opowiada. 

Zbiegło się to z buntem nastolatki. Natalia, chcąc uzyskać akceptację rówieśników, wpadła w złe towarzystwo. Nie pomagało to w budowaniu bliskiej relacji z rodzicami. 

Kiedy przyszło jej zmierzyć się z nowotworem ojca, mieszkała z mężem w Poznaniu. Ale do Warszawy przyjeżdżała bardzo często. 

"Uważam, że choroby, cierpienia mogą być jak najbardziej błogosławieństwem, bo wtedy zaczynamy dotykać istoty życia" – mówi Natalia.

"Szkoda, że zacieśnienie relacji przyszło dopiero pod pod koniec życia ojca. Jednak wykorzystywaliśmy każdą chwilę, by nasycić się sobą. Rodziło się coś, co w każdej relacji jest najistotniejsze, czyli wspólnota w jakichkolwiek okolicznościach, dobrych i złych. Jestem Bogu za to wdzięczna" - podkreśla. 

Niemen zmarł 17 stycznia 2004 roku, nie doczekawszy narodzin wnuka. Bronisław, syn Natalii, przyszedł na świat w czerwcu.

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Niemen Czesław

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje