Przejdź na stronę główną Interia.pl

Muzycy chcą zagrać dla chorej Wandy Warskiej. Córka: Nikt nas nie zapytał, czy sobie życzymy

Gabi Kurylewicz, córka Wandy Warskiej i Andrzeja Kurylewicza, chce zablokować koncert, który artyści planują zagrać dla jej chorej matki. "Nikt nas nie spytał, czy sobie życzymy" - napisała na Facebooku.

Koncert dla Wandy Warskiej ma się odbyć 19 listopada w klubie Palladium. Swój udział zadeklarowały same jazzowe sławy, m.in. Grażyna Auguścik, Krzesimir Dębski, Urszula Dudziak, Krzysztof Herdzin, Anna Jurksztowicz, Andrzej Jagodziński, Dorota Miśkiewicz, Henryk Miśkiewicz, Włodzimierz Nahorny, Zbigniew Namysłowski, Janusz Strobel, Lora Szafran, Ewa Uryga i wielu wielu innych.

Reklama

Dochód z koncertu ma być przekazany na leczenie Wandy Warskiej, która w 2016 roku doznała poważnego udaru i wymaga kosztownej rehabilitacji.

Nieoczekiwanie pojawiły się jednak problemy...

Gabi Kurylewicz, córka Warskiej, w swoim internetowym wpisie pożaliła się, że nikt nie skonsultował z nią pomysłu zorganizowania koncertu. Dodatkowo zażądała, by wszyscy muzycy najpierw zapłacili licencję za wykonanie utworu jej rodziców. Jeśli tego nie zrobią, zablokuje koncert.

"Nikt się do Wandy Warskiej, ani do mnie, nie zwrócił z prośbą o licencję, choć powszechnie wiadomo, że naszą własnością intelektualną gospodarujemy samodzielnie. Czy zatem koncert dotyczący Pierwszej Damy Polskiego Jazzu, Wandy Warskiej, organizowany bez naszej licencji, jest w porządku? Odpowiadamy, że nie. I jeśli organizatorzy błędu nie naprawią, my zablokujemy ten koncert" - zapowiedziała Gabi Kurylewicz.

W kolejnym wpisie dodała, że "nie chce żebrów, ani charytatywnego biznesu", wystarczy jej szacunek podmiotów gospodarczych reprezentujących artystów.

"Organizatorzy po pierwsze nie zapytali nas, czy takiej akcji sobie życzymy, po drugie nie zwrócili się do nas z prośbą o licencję. Tymczasem może my nie chcemy żebrów ani charytatywnego biznesu, nam by wystarczyło, żeby podmioty gospodarcze reprezentujące wykonawców i aranżerów liczyły się z naszym zdaniem i płaciły nam należne licencje. To wszystko" - napisała Gabi.

Pani tych utworów nie pisała

Pod postem rozpętała się prawdziwa burza. Głos zabrał m.in. reporter Remigiusz Grzela, stwierdzając, że "nie rozumie reakcji córki i próby blokowania koncertu, z którego dochód ma być przeznaczony na leczenie jej matki", tym bardziej że artyści będą wykonywać swoje (!) utwory, a nie Warskiej czy Kurylewicza. Aktorki Beata Ścibakówna i Joanna Trzepiecińska przypomną jedynie wiersze napisane przez Wandę Warską.

"Działania pani Gabrieli wydają się być nawet przeciwne filozofii jej bezinteresownych rodziców. Gdyby tak postępowali nie byłoby Piwnicy Wandy Warskiej. Przykre zawłaszczanie cudzej twórczości, bo Pani Gabriela tych utworów nie pisała. (...) To nie jest spuścizna, bo Pani Warska żyje i proszę o tym pamiętać" - dodał Grzela.

Wpis ten tak rozwścieczył Gabi Kurylewicz, że wytoczyła najcięższe działa i zapowiedziała, że "będzie blokować każdą próbę naruszenia prawnej własności".

"Radzę Państwu, żebyście się skupili na swojej twórczości i własności. Moi Rodzice swoją twórczość powierzyli mnie i jej pilnuję. Jestem wydawcą i właścicielką tej muzyki. Każdy, kto che ją wykonywać publicznie, aranżować i nagrywać, musi się do mnie zwrócić z prośbą o licencję".

Swój komentarz opublikował również Wojciech Trzciński, kompozytor, aranżer, dyrygent i producent.

Zwrócił się w nim do Gabi Kurylewicz, by zamiast blokować koncert, po prostu podziękowała organizatorom za wspaniałą inicjatywę, a kwestie prawne rozstrzygnęła w prywatnej rozmowie.

"Wylewa Pani niepotrzebnie - i to nie pierwszy raz publicznie - swoje żale. Następnego razu chyba nie będzie" - napisał Trzciński.

W odpowiedzi Gabi napisała, że zdanie pana Trzcińskiego jej nie interesuje.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje