Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Kuszyńska zabrała głos po porodzie. Dziękuje za wsparcie

"To prawdziwy cud, że została mamą", "Sparaliżowana Kuszyńska urodziła synka" - krzyczały nagłówki tabloidów po tym, jak mąż wokalistki na Facebooku napisał, że na świat przyszedł ich syn. Dlaczego w Polsce tak dziwi fakt, że niepełnosprawna Monika Kuszyńska (37 l.) została mamą?

"Dziękujemy Wam bardzo za ciepłe słowa, życzenia i gratulacje. Ogromne podziękowanie składamy całemu personelowi Szpitala im. Madurowicza w Łodzi! Jesteście Państwo wspaniałą ekipą! Szczególne podziękowania dla Pani dr n. med. Marleny Berner-Trąbskiej, naszego dobrego Anioła. Dziękujemy! Monika, Kuba i Jeremi" - czytamy na Facebooku wokalistki.

Reklama

O tym, że Monika chce zostać mamą, mówiła w wielu wywiadach. Trzy lata temu media obiegły jej zdjęcia z małym Michałkiem, który wdrapał się na kolana po koncercie w Podkowie Leśnej.

Już wtedy widać było, jak bardzo wzrusza ją bliskość dzieci i jak pragnie mieć swoje. To marzenie właśnie się spełniło! - Tak! Od dziś na Ziemi nasz syn Jeremi! - napisał 15 lutego w internecie Kuba Raczyński, mąż Moniki, i zamieścił urocze zdjęcie małej rączki synka.

Wiadomość zelektryzowała fanów Moniki. Z całego świata płyną gratulacje, bo przecież to wielki triumf życia. W 2006 roku piosenkarka omal nie straciła życia. Rozpędzony samochód wiozący członków zespołu Varius Manx wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Monika Kuszyńska siedziała z przodu i odniosła najwięcej obrażeń...

- Miałam wtedy 26 lat. Wcześniej nigdy nie myślałam o dziecku. Uważałam, że to dla mnie za wcześnie, że jestem za młoda na takie sprawy, że mam czas. Ale o dziwo kiedy leżałam jeszcze we wraku samochodu, dusząc się własną krwią, łapiąc z trudem każdy oddech, nawiedził mnie wielki spokój - powiedziała po latach.

- Wiedziałam, że muszę walczyć o życie, a jednocześnie czułam, że nie umrę. Dotknęłam swoich nóg. Nie czułam ich. Nie miałam pojęcia, jak dalej będę żyła. Ale w mojej głowie uparcie powracało pytanie: Czy będę kiedyś matką? Panie Boże, nie odbieraj mi tego, spraw, żebym mogła być matką, błagałam aż do przyjazdu karetki - wyznała.

Dziś już wiadomo, że jej prośba została wysłuchana. Ale by tak się stało, musiało upłynąć 10 trudnych lat... Przetrwała długi pobyt w szpitalu, liczne operacje, potworny ból tłumiony silnymi środkami medycznymi, po których bywało, że nie wiedziała, jak się nazywa...

Wróciła do Łodzi, do mieszkania rodziców na czwartym piętrze bez windy. Lekarze bali się powiedzieć jej wprost, że nie będzie chodziła. Zrobiła to za nich siostra piosenkarki Marta. Poświęciła swoje studia i cały wolny czas na to, by pielęgnować Monikę, która momentami traciła nadzieję i chęć do życia. Razem wynajęły mieszkanie w Bielsku-Białej, bo tam pracował niezwykły rehabilitant Wojciech.

To dzięki niemu artystka zaczęła na nowo akceptować swoje ciało i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... Tam też wróciła do śpiewania, zachęcona przez koleżankę - piosenkarkę Beatę Bednarz. Na nowo odkryła swój talent i kobiecość, uwierzyła nawet w to, że może pojawić się na scenie na wózku inwalidzkim.

- Zaczęłam wierzyć, że kobieta na wózku może być atrakcyjna. Spodobałam się sobie przede wszystkim jako człowiek. Przeszłam bardzo długą, żmudną drogę, żeby siebie zaakceptować, żeby dokopać się do tego, co się we mnie kryje. I polubić siebie mimo bezwładnych nóg - mówiła.

W takim momencie przyszła też do niej... miłość! Kuba Raczyński - saksofonista, dawny kolega z zespołu, odwiedził ją w Bielsku-Białej raz, potem przyjechał znowu i w końcu zaczął bywać coraz częściej. Oboje poczuli, że łączy ich miłość, pobrali się i postanowili razem dawać koncerty. Wielkim sukcesem był ich występ w konkursie Eurowizji, gdzie Monika nie tylko pięknie zaśpiewała, ale pokazała też swoją historię na zdjęciach i odczarowała wózek inwalidzki.

Ubrania zaprojektowała jej siostra, która dzięki Monice i swojej pasji stała się popularną projektantką mody! - Czuję, że dziś mogę wszystko. Mogę żyć, mogę znów cieszyć się swoją kobiecością. Mogę kochać, mogę być kochana... Może... mogę być matką - mówiła 2 lata temu zakochana Monika, a Kuba pytany o dziecko potwierdził, że bardzo by tego chciał. Lekarze też nie widzieli przeciwwskazań...

Wszystkie pieniądze zarobione na koncertach Monika i Kuba przeznaczali na nowoczesne terapie. Monice wszczepiono komórki macierzyste w Rosji, była na rehabilitacji w Indiach i konsultacjach u światowej sławy neurochirurga, profesora Wojciecha Maksymowicza w Olsztynie.

Teść Krzysztof Raczyński, który przez wiele lat zajmował się produkcją sztucznych naczyń krwionośnych i ma na koncie liczne patenty, też szukał rozwiązania. Efekty były różne, ale nadzieja wciąż nie zgasła. Wszyscy, którzy wspierali i nadal wspierają Monikę w powrocie do zdrowia, cieszą się dziś jej szczęściem i wierzą, że maleńki Jeremi to kolejny krok w drodze do pełni zdrowia.

Monika w ciąży czuła się wspaniale i nawet niespecjalnie ukrywała brzuszek na koncertach, ale jakimś cudem uniknęła sensacji i fotoreporterów. Razem z synkiem wróciła do domu pod Łodzią, w którym niedawno zamieszkała z Kubą, i tam we trójkę cieszą się swym szczęściem razem z psami i kotami wziętymi ze schroniska...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje