Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Monika Kuszyńska: Dwa razy wymodliłam cud!

Monika Kuszyńska (36 l.) była sławna i bogata, ale nieszczęśliwa. Wszystko zmienił tragiczny wypadek...

Próżna. Tak nazywa dziewczynę, jaką była przed wypadkiem.

Reklama

"Wiodłam beztroskie życie, skupiona na swoim wyglądzie i głosie, pokonywaniu błahych kompleksów. Głównym celem było zabłysnąć w Opolu, kupić ładną sukienkę, mieć dobrą cerę. I nagle przestało to być dla mnie ważne. Wiem, że już nigdy nie wyjdę w szpilkach ani w obcisłych spodniach. Nie będę posągową dziewczyną z okładek. Ale też jest mi już do tej niej bardzo daleko" – mówi Monika Kuszyńska.

Mama, która jest osobą bardzo wierzącą, od dziecka prowadziła ją do kościoła. Monika chętnie pożytkowała swój talent w chórze.

"To śpiewanie dla Boga, w pięknej świątynnej akustyce, miało w sobie coś nieziemskiego. Ksiądz mówił, że kto śpiewa, modli się podwójnie, modliłam się więc bardzo dużo" – podkreśla.

Początkowo przyjmowała wiarę jako coś naturalnego, nie szukała argumentów na potwierdzenie, że Bóg istnieje. Z czasem pojawiły się wątpliwości. Przestała się modlić. 

"Żyłam w przekonaniu, że jestem panią swojego losu" – mówi. 

Jako 17-lat-ka śpiewała w swoim pierwszym zespole i była skupiona na karierze. 

"Chociaż chodziłam wtedy z Krzyśkiem, wszyscy chłopcy z zespołu mnie adorowali. Byłam jedyną dziewczyną, traktowali mnie jak królewnę, spełniali moje zachcianki" – opowiada.

Wkrótce jej sen o sławie zaczął się spełniać. W 2000 roku dołączyła do Varius Manx. Koncerty, wywiady, okładki kolorowych magazynów, w tym sesje rozbierane do męskiej prasy, imprezy – to wszystko pochłonęło ją bez reszty. 

Ale po pierwszej fascynacji bajkowym światem Monika coraz częściej zaczynała odczuwać pustkę.

"Przed wypadkiem byłam piękną młodą dziewczyną, której teoretycznie niczego nie brakowało. Jednak przepełniał mnie smutek. Nie dostrzegałam urody świata. Wiodłam beztroskie życie, byłam próżna. Paradoksalnie, gdy Opatrzność posadziła mnie na wózku inwalidzkim, pojawiły się przede mną nowe perspektywy. Wypadek mnie obudził" – mówi.

W szpitalnym łóżku nauczyła się modlić na nowo. Przekonała się, że Bóg jej słucha. Prosiła nie tylko o swoje zdrowie, ale także innych pacjentów. 

Pierwszy cud wymodliła dla chłopca uzależnionego od morfiny. Przestał ją brać następnego dnia, choć lekarze byli wcześniej bezradni. Drugi – dla dziewczynki, która z ciężarkami przymocowanymi do głowy, przykuta do łóżka miała nastawiany zwichnięty kręgosłup. Nie mogła się ruszyć na milimetr.

"Lekarze nie potrafili powiedzieć, kiedy to się skończy. Pojechałam do szpitalnej kaplicy i prosiłam Boga o pomoc. Następnego dnia przyszła do mojej sali o własnych siłach" – opowiada piosenkarka. 

Często zanosiła modlitwy we własnej intencji. Prosiła, by znów mogła chodzić, bo nie wyobrażała sobie życia na wózku. Jednak bezskutecznie.

"Widać Bóg ma wobec mnie inny plan" – kwituje dziś. 

Ucząc się nowego życia, siły szukała w kościele. Ukojenie dawały niedzielne msze święte. Podczas kazań często płakała. Nieocenionym wsparciem były też mama i siostra, która przerwała studia, by się nią opiekować. 

W 2011 roku wyszła za mąż za Kubę Raczyńskiego. Saksofonistę znała od dawna, występowali razem w Varius Manx, byli kolegami. On odszedł z zespołu na rok przed wypadkiem. Skontaktował się z nią dwa lata po tragedii.

"Kiedy stanął w drzwiach 14 stycznia, w moje urodziny, z naręczem żółtych tulipanów, poczułam wiosnę w środku zimy" – wspomina. 

Jednak miłość nie wybuchła od razu. Pisali do siebie najpierw raz w tygodniu, wreszcie codziennie.

"Długo myślałam, że jestem nieatrakcyjna. Byłam pewna, że nie będzie chciał związać się z dziewczyną na wózku" – opowiada. 

Mąż pomógł jej w powrocie do śpiewania. Piosenkarka nie traci nadziei, że kiedyś zostanie mamą.  O to modliła się w rozbitym aucie. Jednak jeśli Bóg zadecyduje inaczej, przyjmie to. 

"Gdyby los dał mi wybór powrotu do przeszłości, za cenę tego, co dziś mam, pewnie podziękowałabym i została tu, gdzie jestem. Mam przecież swoje drugie życie" – mówi Monika.

***

Dowiedz się więcej na temat: Monika Kuszyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje