Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Maryla Rodowicz odzyskuje radość życia! "Podzieliliśmy się majątkiem z mężem. On płaci rachunki"

Nieprzespane noce, wylane morze łez. Maryla Rodowicz (71 l.) ma za sobą ciężki czas, prywatnie i zawodowo. Ale trzyma się dzielnie.

Ostatnio wokalistka pojawiła się na meczu Polski z Rumunią i kibicowała naszym Orłom na trybunach. Z uśmiechem na twarzy, szalem kibica w dłoni i właściwą sobie żywiołowością zagrzewała drużynę Adama Nawałki do boju.

Reklama

Fani mogli odetchnąć z ulgą. Po ostatnich dramatycznych wydarzeniach, ich ulubienica wraca do życia i znowu jest sobą. - To prawda, czuję się już dużo lepiej. Wracam do koncertowania, byłam też na jubileuszowym koncercie De Mono. Muszę iść do przodu, żeby nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Nie chcę się poddawać - mówi tygodnikowi "Świat&Ludzie" Maryla Rodowicz.

Nie kryje, że zaczyna nowy etap życia i bardzo wierzy, że wcale nie będzie najsmutniejszy. W ciągu ostatniego roku na artystkę spadła istna lawina nieszczęść. Najpierw rozstanie z mężem, które prawdopodobnie jeszcze w tym roku znajdzie swój finał w sądzie.

Serce piosenkarki zostało zranione, a do tego doszły sprawy związane z podziałem niemałego majątku. - Podzieliliśmy się majątkiem już rok temu, gdy mąż opuścił dom w Konstancinie, a ja w nim zostałam. Ale na razie mąż jeszcze przykładnie płaci wszystkie rachunki - mówi piosenkarka.

Jeśli prawdą jest, że nieszczęścia chodzą seriami, w przypadku Maryli tak właśnie było.

Pod koniec maja gwiazda pożegnała mamę, Janinę Rodowicz-Krasucką (†92). W warszawskim szpitalu wychodziła już z zapalenia płuc, gdy gwałtownie jej stan się pogorszył.

- Miała być wypisana i wrócić ze mną do domu, ale nagle zaczęła gasnąć, jakby uszła z niej wola życia. Słabła z godziny na godzinę, przestała jeść. Moje prośby, by okazała ten swój temperament i walczyła, już do niej nie docierały, choć ja wierzyłam, że może być inaczej. Mama miała już swoje lata, ale nigdy nie jest się gotowym na odejście tak bliskiej osoby. To był ogromny cios - opowiada artystka.

Mówiono, że odejście mamy ułatwiło Maryli Rodowicz decyzję o rezygnacji z występu na festiwalu piosenki w Opolu, gdzie miała dać koncert z okazji 50-lecia pracy artystycznej. Ona nie chce jednak tego komentować. Na swojej stronie internetowej napisała tylko: "Nie było mi lekko odwoływać swój udział w koncercie galowym. W końcu 50 lat na scenie obchodzi się raz na 50 lat...".

Tymczasem nie ma planów, by śpiewać na jakimkolwiek festiwalu, choć rzuciła się w wir pracy. Koncertuje, planuje promocję płyty, która ukaże się jesienią. O to, by po koncertach nie czuła się samotna, dbają jej dzieci. Na mecz z Rumunią przyszła z synem Jędrkiem (30), który chciał okazać mamie wsparcie. - To moja terapia. Ale i bez pracy trudno by było się pozbierać, planować przyszłość, a wierzę, że mam ją przed sobą. Chcę zacząć nowy etap życia. Trudny, ale wierzę, że nie okaże się smutny i nieważny - kończy Maryla Rodowicz.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje