Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Martyna Wojciechowska zrealizuje program z córką?

Martyna Wojciechowska (42 l.) dużo podróżuje, m.in. w związku z programem "Kobieta na krańcu świata". Nie wyklucza, że w przyszłości poprowadzi program podróżniczy ze swoją 9-letnią córką, Marysią. Choć zapewnia, że jej córka nie cierpi z powodu jej wyjazdów i wszystkiego, co wiąże się z jej pracą, nie brakuje osób, które krytykują Wojciechowską za takie podejście do wychowania. Dziennikarka ma już dość zarzutów i w zdecydowany sposób odpowiada krytykantom!

Niedawno została pani dyrektor programową Travel Channel. To duże wyzwanie?

Reklama

Ogromne. To spełnienie marzeń dla osoby takiej jak ja, która kocha podróże, interesuje się kulturą i życiem w odległych zakątkach świata. Swojej pasji podróżniczej poświęciłam około piętnastu lat. Cieszę się, że dzięki telewizji mogłam realizować swoje pragnienia. Teraz dodatkowo będę miała wpływ nie tylko na to, co ukaże się w moim programie, ale także dam szansę innym, by mogli się realizować. Czuję ogromną radość z faktu, że mój zespół ma codziennie 24 godziny czasu antenowego do wypełnienia tematami podróżniczymi.

Będzie teraz pani siedziała w wygodnym fotelu i wydawała polecenia?

Fotel jest, a nawet cały piękny gabinet, ale nie jestem osobą, która da się przywiązać do przysłowiowego stołka. Kiedy działam, kiedy przemierzam setki kilometrów, poznaję ludzi i ich pasje, to wiem, że żyję. Zresztą, nie mogę zawieść moich widzów i za chwilę ruszam w podróż, by realizować mój sztandarowy program "Kobieta na krańcu świata", który znalazł się w ramówce, zarówno głównego TVN-u, jak i Travel Channel. Ciągle będę robić to, co kocham najbardziej, czyli podróżować. Dzisiaj jest mnóstwo możliwości zarządzania zespołem na odległość.

Ostatnimi czasy los pani nie oszczędzał. Na kogo mogła pani liczyć w ciężkich chwilach?

Miniony rok był bardzo trudny i wymagający, nie tylko dla mnie i mojego życia prywatnego, ale także dla całego zespołu "Kobiety na krańcu świata". Dziś wiem, że mam redakcję, która sprawdziła się w złych dla mnie momentach. Przy wszystkich moich problemach osobistych i zdrowotnych, dzięki wspaniałym ludziom, z którymi pracuję, powstał 8. sezon mojego programu, inny, niż zakładaliśmy, ale uważam, że bardzo dobry. Cieszą mnie też wyniki jego oglądalności. Najlepsze jak dotąd.

Skąd bierze pani siłę do tego, żeby mimo trudów i przeciwności losu nie rezygnować z pracy i realizacji swoich pasji?

Myślę, że w życiu nie można za dużo kombinować. Trzeba jasno określić swoje priorytety i każdego dnia robić krok do przodu. To jest mój sposób na przetrwanie nawet w najtrudniejszych warunkach. Mam też takie uczucie, że "niemożliwe" nie istnieje i konsekwentnie głoszę to hasło. Ja się już o tym przekonałam. Wszystko jest kwestią czasu, energii i zaufanych ludzi, którzy mnie otaczają.

A myślała pani o tym, żeby zrobić wspólny program podróżniczy z córką?

Od dłuższego czasu chodzi mi coś takiego po głowie. Jeśli Marysia tylko będzie miała ochotę, to czemu nie. Jakby nie było, mam w domu cudowną dziewięciolatkę. Może nie wypada chwalić, ale muszę powiedzieć, że moja córka jest ładna, ale przede wszystkim jest mądra, bardzo otwarta na świat i ludzi oraz tolerancyjna. To są też wartości, które w niej rozbudzam, także dzięki temu, że mam taką pracę. Jeśli ona widzi, że ja robię to, co kocham i jestem szczęśliwa, sama również nie ma powodów do zmartwień. Szczęśliwa mama, to także szczęśliwe dziecko.

Niestety, nie wszyscy tak sądzą.

Nie mam już siły przekonywać innych o swoich racjach. Niech po prostu każdy robi, co uważa za słuszne. Ja nie wtrącam się do wychowywania cudzych dzieci. Moja córka nie narzeka na życie i otoczenie, jakie jej stworzyłam, a patrząc na nią, wiem, że jest szczęśliwa. Nawet jeśli gdzieś ze mną jedzie, to zawsze w takim terminie, żeby nic nie kolidowało ze szkołą.

Po wypadku na motorze, wiele osób krytykowało decyzję o szybkim powrocie do pracy. Sugerowano, że ryzykuje pani życie, gdy córka, która nie ma już ojca, może stracić również matkę. Jak zareagowała pani na te słowa?

Każdy ma prawo do swojej opinii, tak jak ja mam prawo, by podejmować decyzje w zgodzie z samą sobą. Każdy też ma swój pomysł na życie i na wychowywanie dziecka. Nie krytykuję tego, co robią inni i tego samego oczekuję. To, czy podjęliśmy złe, czy dobre decyzje, kiedyś ocenią nasze dzieci, za dziesięć czy dwadzieścia lat. Nie uważam, żeby wszystko, co można robić dla dziecka, to jest bycie przy nim 24 godziny na dobę. To jest oczywiście ważne, żeby dziecko czuło obecność rodziców, ale ja chciałabym być dla mojej córki inspiracją. Marysia nawet zaczęła towarzyszyć mi na planie "Kobiety na krańcu świata". Mamy pomysły na kolejne wspólne wyjazdy.

Wsiądzie jeszcze pani na motocykl?

Odpowiem przewrotnie. To, że na świecie są wypadki samochodowe, nie sprawia, że przestajemy jeździć autem. Fakt, że można wpaść pod tramwaj, nie spowoduje, że przestaniemy wychodzić na ulicę. Tak naprawdę najwięcej wypadków zdarza się w domu. Mielibyśmy przestać nagle żyć, dlatego, że życie się wiąże tylko z niebezpieczeństwem?


Wywiad został przeprowadzony przed zatrzymaniem Martyny Wojciechowskiej i ekipy "Kobiety na krańcu świata" w Pakistanie.

Dowiedz się więcej na temat: Martyna Wojciechowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy