Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl
Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »

Marta Wierzbicka: Nie jestem przebojowa. Po rozbieranej sesji zamknęłam się w domu

Niespokojny duch, wciąż szuka swego miejsca na ziemi. Gdy inni zalecają ostrożność, ona zawsze odważnie sięga po swoje marzenia. Marta Wierzbicka (26 l.) właśnie jest na etapie wielkich zmian. Nie będzie grała Oli Zimnickiej w serialu "Na Wspólnej", nie ma też planu B na przyszłość.

Dlaczego po 11 latach odchodzisz z "Na Wspólnej"?

Reklama

Marta Wierzbicka: Środowisko serialu było dla mnie jak dom, tu się wychowałam. Ale teraz mam taki moment, że poczułam się dorosła. I chciałabym żyć trochę inaczej.

Ale to jest skok na głęboką wodę, bo jednak los może przynieść różne scenariusze, np. brak pracy.

- Znam ten stan, odczuwałam go od najmłodszych lat i raz odnajdywałam się, a raz nie. Nie mam natomiast żadnych oczekiwań co do mojej przyszłości.

To powiedz, co planujesz teraz? Wiemy, że wzięłaś już udział w drugiej edycji "Azja Express".

- Zostałam zaproszona już do pierwszej edycji, ale nie mogłam pogodzić tego z innymi zobowiązaniami. A teraz się udało. Jestem zapaloną podróżniczką, ale nigdy w ten sposób nie podróżowałam.

Warto było?

- Pewnie, nawet mimo tego, że chwilami bywało ciężko, a Michał Piróg śmiał się, że będę drugą po nim największą płaczką TVN-u!

Byłaś tam sobą od samego początku?

- Byłam taka, jaka jestem na co dzień. No może przesadzam, bo w 40-stopniowym upale, z ciężkimi bagażami trudno zachować rozwagę (śmiech).

Czego w Azji dowiedziałaś się o sobie?

- Na pewno uświadomiłam sobie jedno - że nie można się poddawać...

A pokora?

- Tego nie musiałam się uczyć. A wszystko co wydarzyło mi się w życiu - to, że 11 lat temu trafiłam na casting do "Na Wspólnej" i go wygrałam - to był przypadek. Mam po prostu ogromne szczęście w życiu. Mam wrażenie, że wszystko mi łatwo przychodzi i muszę się pilnować, aby nie zwariować (śmiech).

Był czas kiedy uderzyła ci do głowy woda sodowa?

- Przez chwilę tak było, ale potem dostałam kubeł zimniej wody na głowę i oprzytomniałam, wróciłam na dobre tory. Teraz jestem sobą - czyli Martą - normalną dziewczyną.

Przebojową?

- Nie. Ta cecha przylgnęła do mnie wtedy, gdy się jakoś pogubiłam, gdy poczułam się bardzo pewnie.

I kiedy zdecydowałaś się na rozbieraną sesję?

- To były początki tego mojego chwilowego szaleństwa. Nie planowałam tego, chciałam spróbować. Ale nie żałuję. I nie kalkuluję czy to mi się opłaciło, czy nie. Trochę zaskoczył mnie potem ten cały szum, nagonka. Zamknęłam się w domu i starałam się odciąć od tego zamieszania.

Jesteś bardzo szczera.

- Tą szczerość wyniosłam z domu. Ale wiem, że w show-biznesie za szczerość można dostać po tyłku. Czasami czytam to, co powiedziałam, jakieś przedruki, przeinaczenia, komentarze i myślę sobie: "Boże, i po co ja tak szczerze o tym mówiłam?".

Więc powiedz szczerze, jaką dziś jesteś Martą?

- Spokojniejszą, z przewartościowanym życiem. Ogromne znaczenie mają dla mnie bliscy. Wiem, że siła jest w rodzinie. Wiem też, że najważniejsze jest to, co ja o sobie myślę, a nie inni. Dlatego teraz stawiam na samorozwój i chcę żyć w zgodzie z sobą. Wiem, że może brzmi to bardzo trywialnie, ale dla mnie to klucz do bycia szczęśliwym. A ja chcę po prostu cieszyć się życiem.

A co z tą miłością? Jest już ten jedyny mężczyzna w twoim życiu?

- Nie, jestem sama. I zdaję się na los. Nie szukam, nie czekam, bo co ma być, to będzie...

Masz jakiś swój ideał mężczyzny?

- Nie i nigdy nie miałam. Nie mam też jakichś szczególnych oczekiwań. To też nie jest jeszcze dla mnie ten czas, by zakładać rodzinę, mieć dzieci.

Masz duszę artysty?

- Na pewno. Od dziecka malowałam. Dziś dużo fotografuję. Studiowałam na kierunku Sztuka Nowych Mediów na warszawskiej ASP. Moi znajomi mówią, że mam głowę w chmurach. Inni twierdzą, że raczej to jest chaos. A ja mówię, że jestem jednostką, która lubi czuć się wolna. Nie, absolutnie nie jestem wariatką, która tylko siedzi w lesie czy biega. Mam w sobie sporą część racjonalnego myślenia, staram się panować nad swoją egzystencją...

Wychowywałaś się w babskim gronie, bo masz jeszcze siostrę, a tata pracował.

- Ale jak wracał, to zabierał nas do lasu, na grzyby, na ryby. Jestem dziewczyną, która sporo wie o męskim świecie, np. o graniu w piłkę nożną. On też zaszczepił we mnie pasję do malowania. Mama była zawsze w domu. Żeby nas wychować, zrezygnowała z zawodowej kariery. To ona woziła mnie na zajęcia pozalekcyjne, potem na plan zdjęciowy. Do pracy wróciła dopiero kiedy skończyłam 18 lat. I ja bardzo to przeżywałam. Bardzo się razem rodzinnie trzymamy. I cieszę się, że mając 26 lat, lubię spędzać wakacje z moimi rodzicami. To są moi przyjaciele.

Mama nie bała się o ciebie, kiedy wchodziłaś do świata show-biznesu...?

- Nikt nie wiedział, jak to będzie. Mama starała się mi pomóc w łączeniu pracy z nauką. Wiele razy pytała, czy chcę nadal prowadzić takie intensywne życie kosztem normalnego dzieciństwa. Szanowała moje zdanie i do tej pory szanuje.

A teraz zaczynasz nowy etap życia?

- Tak, i jestem tego etapu bardzo ciekawa!

Rozmawiała: Aleksandra Jarosz

***

Zobacz więcej materiałów:

Świat & Ludzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje