W ubiegły poniedziałek wieczorem w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej na długo wyczekiwanej premierze filmu "Smoleńsk" zebrała się śmietanka polityków i gwiazd. Wśród gości był prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Zgromadzeni w kuluarach do ostatniej chwili wypatrywali najważniejszej osoby. Jednak Marta Kaczyńska, otwiera się w nowym oknie, która 10 kwietnia 2010 roku straciła oboje rodziców, na premierę nie przyszła. "To dla niej zbyt bolesne doświadczenie. Marta przeżyła wielką tragedię. W jednej chwili zginęli jej tata i ukochana mama. Choć czas leczy rany, powrót do tamtych tragicznych wydarzeń jest dla niej bardzo trudny. Nie chce przeżywać tych emocji w blasku fleszy i na oczach wszystkich" - mówi w rozmowie z "Dobrym Tygodniem" znajoma prezydentówny.
Kiedy dziennikarze tygodnika zapytali Martę Kaczyńską o powód jej nieobecności, nie odpowiedziała. Jednak podczas premiery wyraźnie widać było, że bliskim tych, którzy zginęli, trudno było opanować wzruszenie.
Jarosław Kaczyński, który w katastrofie stracił brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie potrafił ukryć emocji. Po pokazie, w którym odtworzono ostatnie chwile tragicznego lotu, był bardzo blady i wyraźnie poruszony.
Marta długo zastanawiała się także, czy powinna pokazać swoim córkom ostatnie chwile życia ich dziadków. W końcu zdecydowała, że ze względu na drastyczne sceny, film obejrzy z nią tylko starsza Ewa, a z trudnymi wspomnieniami zmierzą się w domowym zaciszu.











