Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Maria Wiernikowska: Usuwałam ciąże notorycznie. Skrobanka była jak wyciskanie pryszczy

Zapomniana już nieco dziennikarka i korespondentka wojenna Maria Wiernikowska (58 l.), znana z popularnego w latach 90. programu "Widziałam", udzieliła wywiadu, w którym przyznała się do "notorycznych aborcji".

58-latka na łamach "Dużego Formatu" opowiedziała o swojej młodości, karierze i związkach. Jak mówi, była bardzo kochliwa. Pierwszego męża poznała na obozie harcerskim i wyszła za niego za mąż w wieku 20 lat. "Chcieliśmy się spokojnie bzykać" - tłumaczy.

"Zdarzało nam się bez ślubu, ale było strasznie nerwowo, że nas przyłapią. A potem każde musiało do siebie do domu wracać".

Tak Maria Wiernikowska zaszła w pierwszą ciążę - dziecka jednak nie zamierzała urodzić. "Usunęłam. Notorycznie to robiłam. Wtedy usuwało się bez problemu. Szło się do lekarza, albo salonu kosmetycznego Izis. Skrobanka była jak wyciskanie pryszczy na twarzy" - opowiada.

Reklama

Pytana, dlaczego z partnerem nie zabezpieczała się, tłumaczy, że takich środków wówczas nie stosowało się: "Wtedy zabezpieczenia dopiero się zaczynały. Lekarz dawał jakieś eksperymentalne pigułki, które zapominało się wziąć. Globulki Zet i kondomy występowały tylko w żartach. Nikt tego nie używał" - twierdzi.

Jej pierwsze małżeństwo rozpadło się już po drugim roku studiów. Przyszła kolejna miłość - do chłopaka z obozu studenckiego, później był Grek Jorgos. Dziś ze związku z kolegą z rosyjskiego radia ma jedynego syna, Szura (27 l.). Miłość się skończyła...

Brawa za odwagę?


pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Maria Wiernikowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »