Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Marek Frąckowiak nie żyje. Żona Ewa Złotowska walczyła o niego do końca!

Ewa Złotowska (70 l.) była przy ukochanym mężu do ostatnich dni...

Informacja o śmierci Marka Frąckowiaka (+67 l.) wstrząsnęła środowiskiem aktorskim. Wiadomość ta była o tyle zaskakująca, że przecież jego żona niedawno mówiła, że z aktorem jest coraz lepiej.

"Mąż czuje się coraz lepiej. Właściwie chodzi już o własnych siłach. Mam nadzieję, że wkrótce, może za kilka dni, Marek będzie w domu" - mówiła jakiś czas temu w "Życiu na Gorąco" pani Ewa. 

Przypomnijmy, że aktor poważnie zachorował cztery lata temu. Tuż przed świętami wielkanocnymi przewrócił się w ogrodzie, nie mógł wstać, musiał usiąść na wózku inwalidzkim. Diagnoza była druzgocąca - rak kręgosłupa. Na szczęście szybko trafił na stół operacyjny i złośliwego guza usunięto. 

"Trochę gipsu wlano mi do kręgów, druty kobaltowe mnie usztywniają. Kiedy wiem, że będę musiał podbiec, schylać się, zakładam na tułów stabilizator. Stopień bólu od drętwoty do uciążliwego mam wpisany w życiorys do końca" - opowiadał aktor. 

W te wakacje Frąckowiak znów trafił do szpitala. Złotowska była z nim każdego dnia. 

"Mąż był niedokrwiony. Potrzebna była transfuzja. W dobrej formie nie jest, ale poczuł się lepiej" - mówiła "Dobremu Tygodniowi" przejęta aktorka.

Reklama

Okazało się, że aktor nie może przyjmować potrzebnych leków. Lekarze zadecydowali więc o przetoczeniu krwi. Bliscy zauważyli, że Marek w ostatnim czasie coraz gorzej wygląda i podejrzewali nawrót raka. Żona zapewniała, że nie chodzi o nowotwór. 

Jednak nikt nie umiał powiedzieć, kiedy Frąckowiak opuści szpital. 

Niestety, w poniedziałek rano (6 listopada) pojawiła się informacja, że aktor przegrał walkę z chorobą. Żona była przy nim do końca. Frąckowiak wielokrotnie podkreślał, jak wielkie miał szczęście, że los postawił na jego drodze właśnie Ewę...

"Spotkaliśmy się we właściwym momencie. Ewa to bardzo mądra osoba. Wtedy głośno powiedziałem: z tą panią chciałbym ułożyć sobie życie. Za co kocham Ewę? Za ogromną uczciwość, lojalność, mądrość... To chodząca kobiecość, ten błysk w oku i biust, jak Sophia Loren, tylko w mniejszych rozmiarach. Wspólne życie to suma kompromisów, które razem się podejmuje. To nie może być mecz: dzisiaj 1:0 dla mnie, jutro 2:0 dla ciebie" - tak opowiadał pan Marek o miłości swojego życia. 

pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marek Frąckowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »