Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Marek Frąckowiak nie żyje. Przegrał walkę z chorobą

Zmarł Marek Frąckowiak. Aktor, znany m.in. z seriali "Pierwsza miłość" oraz "Czas honoru", przegrał walkę z chorobą. Miał 67 lat.

O śmierci aktora poinformował na swoim profilu na Facebooku Łukasz Płoszajski, który występował z Frąckowiakiem w serialu "Pierwsza miłość":

Reklama

"Znowu straciłem kolegę. Poznaliśmy się na planie serialu. Często spotykaliśmy się gdzieś w locie. Pamiętam Twój uśmiech i głos. Byłeś dobrym, wesołym, wrażliwym człowiekiem. Uśmiecham się dziś w Twoją stronę. Dziękuję. Żegnaj Marku".

Frąckowiak był absolwentem Wydziału Aktorskiego łódzkiej PWSFTviT. Zadebiutował w filmie Jerzego Passendorfera "Zabijcie czarną owcę". Ważniejsze role zagrał w filmach: "Niespotykanie spokojny człowiek", "Między ustami a brzegiem pucharu", "Anatomia miłości", "C.K. Dezerterzy", "Psy" czy "Młode wilki". W 2018 roku do kin wejdzie film "Kamerdyner" Filipa Bajona, gdzie Frąckowiak wcielił się w żandarma pruskiego.

Widzowie z pewnością zapamiętali też aktora z kreacji w serialach: "07 zgłoś się", "Ranczo" czy "Plebania".

Ponadto był założycielem i prezesem Fundacji Przyjaciół Sztuk Aurea Porta, zajmującej się m.in promocją twórczości muzycznej, dramaturgicznej i graficznej Bogusława Schaeffera, a także felietonistą i karykaturzystą w czasopismach "Gentleman", "WIK", "VIP".

Frąckowiak był mężem aktorki Ewy Złotowskiej. Poważnie zachorował cztery lata temu - tuż przed świętami wielkanocnymi przewrócił się w ogrodzie, nie mógł wstać, musiał usiąść na wózku inwalidzkim. Diagnoza była druzgocąca - rak kręgosłupa. Na szczęście szybko trafił na stół operacyjny i złośliwego guza usunięto. 

"Trochę gipsu wlano mi do kręgów, druty kobaltowe mnie usztywniają. Kiedy wiem, że będę musiał podbiec, schylać się, zakładam na tułów stabilizator" - starał się obrócić wszystko w żart. "Stopień bólu od drętwoty do uciążliwego mam wpisany w życiorys do końca" - opowiadał. 

Wkrótce poczuł się dobrze i wrócił do pracy. Jednak w 2014 roku pojawiły się przerzuty. Potrzebna była chemioterapia, która zakończyła się sukcesem. 

"Na konia już nie usiądę, ale jestem wdzięczny, że żyję" - opowiadał w 2016 roku.

Po długiej walce przegrał walkę z chorobą.

Dowiedz się więcej na temat: Marek Frąckowiak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje