Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Pieńkowska dawno nie była tak poruszona!

1 września był dla Małgorzaty Pieńkowskiej (52 l.) jednym z takich dni, których się nie zapomina.

Aktorka porzuciła wszystkie zajęcia, aby 1 września, na zaproszenie sióstr Dominikanek, przyjechać do Broniszewic na wielkie otwarcie Domu Chłopaka. Wraz z innymi, którzy wspierali tę inicjatywę, przecięła wstęgę, inaugurując rozpoczęcie działalności tej wyjątkowej placówki.

Reklama

Dominikanki z Broniszewic dokonały niemożliwego. Od podstaw wybudowały nowy Dom Pomocy Społecznej dla swoich chorych podopiecznych - 56 chłopców o różnym stopniu niepełnosprawności, którzy nie mają rodzin. Budynek, w którym mieszkali do tej pory, nie spełniał już wymogów bezpieczeństwa...

Małgorzata Pieńkowska nie stroni od wielu działań charytatywnych, ale siostry z Broniszewic zajmują w jej sercu miejsce szczególne. Znają się od dawna i to one wspierały ją w najtrudniejszym momencie życia. Kiedy sama chorowała. Ona dobrze wie, co to jest strach i ból. Jak nikt rozumie położenie cierpiących i docenia codzienny trud zakonnic, które starają się ulżyć im w tym cierpieniu.

Jeśli tylko może w jakiś sposób wykorzystać swoją popularność, żeby pomóc w tych działaniach, zawsze czyni to z sercem! Nie lubi przywoływać bolesnych wspomnień i opowiadać o zmaganiach z chorobą. Wiadomość o tym, że ma nowotwór, spadła jak grom z nieba. Trudno było pogodzić się z tym, że to właśnie jej, młodej, dbającej o zdrowie i słynącej ze zdrowego stylu osobie, przytrafił się taki dramat.

Ci, którzy znają aktorkę blisko, wspominają postawę Małgorzaty w tym czasie. - Była zawsze opanowana i ufała, że pokona chorobę. Nie wpadała w panikę i swoim spokojem budziła nadzieję w innych chorych. Personel medyczny zapamiętał ją jako osobę skromną i zdyscyplinowaną, co miało wpływ na leczenie - mówi znajoma aktorki.

Jej walka zbiegła się w czasie z rozstaniem z mężem. Aktorka zrozumiała, że życie jest nie tylko kruche, ale też zbyt cenne, by wieść je wbrew marzeniom i oczekiwaniom, gdy nie ma już tego najważniejszego, co się wypaliło. A w uczuciowym chłodzie nie chciała dalej tkwić.

Długo szukała swojego miejsca. Zmieniała mieszkania. Od wynajętego kąta po domek z ogródkiem na warszawskiej Saskiej Kępie, o którym zawsze marzyła i który stał się azylem dla niej i córki Inki. Gdy ukończyła jego remont, poczuła, że dobiła do właściwej przystani...

Wiele zmieniło się także w niej. Przed chorobą była samotniczką. Teraz, choć nadal woli domowe zacisze od rautów, już nie stroni tak od ludzi, stała się bardziej otwarta. A przede wszystkim nie boi się realizować realizować najśmielszych marzeń. Wyprodukowała spektakl "Więzy rodzinne", a jej monodram "Zofia", nagrodzony w wielu krajach, wciąż cieszy się ogromną popularnością.

Pokazała też, że ma dystans do siebie, biorąc udział w "Tańcu z gwiazdami". Podróżuje, gra w tenisa, kocha i jest kochana. - Człowiek, któremu jakby po raz drugi podarowano życie, chce czerpać z niego pełnymi garściami, oddychać pełną piersią.

I to się Małgosi należy. W końcu wiele wycierpiała. A zmagała się z problemami po cichu, nie obnosiła się ze swoim dramatem - twierdzą zgodnie znajomi aktorki. Może dlatego dziś rozumie i czuje więcej. I bez szczególnego rozgłosu stara się być tam, gdzie na nią czekają.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Pieńkowska

Reklama

Reklama

Reklama