Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Małgorzata Pieczyńska: Przeszła długą drogę zanim spotkała miłość swojego życia

"O szczęściu można mówić, kiedy spotkamy osobę, z którą możemy budować związek oparty na zaufaniu i przyjaźni" - mówi "Dobremu Tygodniowi" Małgorzata Pieczyńska (57 l.), z domu Maciejewska. Podkreśla, że jej się udało, ale przeszła długą drogę, bo do miłości trzeba dorosnąć. Z pierwszym mężem rozstała się w dość niemiłych okolicznościach...

Dojrzałe uczucie obserwowała w domu rodzinnym. Wraz z siostrą urodziły się w Warszawie, mieszkały na Woli. Rodzice poznali się w czasach studenckich. Ekonomistka i inżynier najpierw się przyjaźnili, z czasem połączyło ich coś więcej. Potem wszystko robili razem. Gdy ona prała, on prasował, pomagał jej w gotowaniu obiadu. - Mam taki obrazek jak tata w niedzielne popołudnie uciera w makutrze krem na ciasto - wspomina aktorka.

Reklama

Kiedy mama uszyła Małgosi i Krystynie sukienki, on potem wszywał zamki. Co ciekawe, to on nauczył córki robienia na drutach. Pokazał im prosty wzór, ale już mogły wydziergać szalik. Gdy się nudziły, a w domu byli goście, to właśnie tata wstawał od stolika, by się nimi zająć. Był męski i twardy w obejściu, ale zmieniał się przy dzieciach i zwierzętach. - Wiedział,kiedy psa boli ucho, odebrał miot małych szczeniaków,podobnie było w przypadku cielaka. Gospodarz na wakacjach nie krył zdumienia - wspomina Małgorzata.

Rodzice chcieli, by córki miały wszystko, okupili to ciężką pracą. Często nie było ich w domu, dziewczynki musiały się szybko usamodzielnić. Zresztą nie miały czasu na głupoty, bo zajęć pozalekcyjnych była moc. Małgosia chodziła na akrobatykę sportową, basen,jazdę konną i francuski. Tyle, że często chorowała. Kiedyś leżąc w szpitalu, wymyśliła sobie, że będzie aktorką - nikt nie wziął jej marzeń na poważnie. Podporą była dla niej starsza siostra.

Ambitna, wrażliwa na sztukę. Studia skończyła w Niemczech, zrobiła doktorat w Szwajcarii, gdzie mieszka do dziś. Panie spotykają się głównie w Warszawie, u rodziców, a głównym tematem są najczęściej synowie. - Cieszą mnie te chwile, kiedy siadamy za stołem i możemy spokojnie porozmawiać bez warkotu telewizora czy radia - opowiada aktorka.

Gdy miała 18 lat, po prostu wyprowadziła się z domu. Przechodziła wówczas okres buntu, a poza tym była bardzo zakochana. Andrzeja Pieczyńskiego spotkała na kursie prawa jazdy. Chłopak okazał się czarujący, spontaniczny, szalony, a przede wszystkim studiował aktorstwo o czym ona skrycie marzyła. Dzięki niemu zdobyła się na odwagę i poszła na egzamin wbrew woli rodziców. Została przyjęta. Państwo Maciejewscy wiedzieli, że córka ma silny charakter i negocjowanie nic nie da.

Wynajęli jej mieszkanie, gdzie zamieszkała z ukochanym. Potem wyszła za mąż i zaczęła zarabiać pieniądze. Już na pierwszym roku zagrała główną rolę w "Wiernej Rzece", ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego. Znalazła jednak czas na naukę. Przez sześć lat małżeństwa kłóciła się z mężem i godziła. - Na początku miałam nadzieję, że związek będzie udany - wspominała. Dzisiaj szczerze przyznaje, że była po prostu niedojrzała. Tyle, że to nie ona zdecydowała o rozstaniu. Pewnego dnia Andrzej przyprowadził do ich domu kandydatkę na kolejną partnerkę. To przelało czarę goryczy.

Rok po rozwodzie wyjechała do Szwecji, by promować film "Jezioro Bodeńskie ", gdzie zagrała jedną z głównych ról, Francuzkę Suzanne. Bohaterka miała w filmie najpierw 20 lat, a pod koniec stała się dojrzałą panią. Gdy Małgorzatę zaproszono po pokazie na kolację, przy jej stoliku pojawił się polski biznesmen, Gabriel Wróblewski. Siedzieli razem przy stole. - Jeśli się pani zestarzeje tak jak Suzanne, to będzie mi się pani podobała przez całe życie - powiedział. Poczuła, że to ten jedyny.

- Spotkałam przyzwoitego człowieka, z ułańską fantazją. Czego chcieć więcej - śmieje się aktorka. Przyznaje, że jej silna osobowość akurat mężowi odpowiada, miał podobną matkę. - Siła kobiety nie musi zwracać się przeciwko mężczyźnie, przeciwnie, razem, można zrobić dużo więcej - podkreśla.

Z mężem łączą ją wspólne pasje, poczucie humoru, poglądy i oczywiście syn Victor. Jest już dorosły. Przez pół roku pracuje w Europie, później wyjeżdża, żeby zająć się wolontariatem. Przez dwa lata budował w Salwadorze za własne pieniądze sierociniec. Wcześniej była szkoła w Panamie. Rodzice są z niego dumni, bo kontynuuje dzieło swoich dziadków. Tata ojca mieszkał w bursie w Domu Sierot Janusza Korczaka. Potem wraz z żoną założyli w Szwecji towarzystwo korczakowskie. Byli społecznikami. Stali się dla wnuka inspiracją.

- Victor jest niezależny, odpowiedzialny, dojrzały. Żyje własnym życiem. Najważniejsze, że jest szczęśliwy - mówi z dumą aktorka.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Pieczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje