Ostatnie dni minionego roku były dla niej wyjątkowo nerwowe. 23 grudnia do Magdaleny Schejbal dotarła wiadomość, że do lokalu w Zakopanem, w którym mieściło się bistro Dworzec, wkroczył komornik w obstawie policji.
W ten sposób oddział Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego postanowił usunąć z budynku firmę należącą do gwiazdy i jej partnera.
"Musieliśmy odzyskać lokal, bo nie otrzymywaliśmy za niego czynszu" – wyjaśnił w rozmowie z mediami pracownik PTTK.
Wypowiedź doczekała się natychmiastowej riposty współwłaściciela spółki.
"Sprawa jest skomplikowana" – powiedział "Na Żywo" partner Magdy podkreślając, że zamierzają walczyć o miejsce, w które włożyli wiele pracy.
Pomysł na otworzenie restauracji dojrzewał w aktorce od chwili, gdy podjęła decyzję o przeprowadzce ze stolicy do Zakopanego, skąd pochodzi jej ukochany.
"Od zawsze uwielbiam góry, dobrze się w nich czuję i chcę tutaj być" – deklarowała aktorka już kilka lat temu, podkreślając, że pragnie ze Sławkiem dzielić codzienność.
"Tęsknimy za sobą i cieszymy się, kiedy znów jesteśmy razem, bo nasz dom jest tam, gdzie my jesteśmy" – wyznawała, konsekwentnie ograniczając aktywność zawodową w Warszawie.
W finansowych tarapatach
Pomysł przeprowadzki córki Jerzy Schejbal (73 l.), tata artystki, przyjął z niedowierzaniem. Jednak pogodził się z faktem, że Magda nad sławę przedłożyła życie pod Tatrami.
Gdy razem z partnerem zainwestowała w Dworzec, miał nadzieję, że biznes okaże się dochodowy i zapewni parze życie na poziomie.
"Jest pysznie i pięknie" – mówiła artystka tuż po otwarciu bistra.
Ale gdy zyski z restauracji zmalały, zaczął się martwić. Wieść o zajęciu komorniczym miejsca wstrząsnęła nim.
"Kiedy usłyszał, że córka i Sławek będą walczyć o bistro, przyjął to z niepokojem" – zdradza tygodnikowi przyjaciółka aktorki.
Wiele razy pomagał córce. Czy i tym razem wskaże jej, jak pokonać kryzys?



***








