Bez wątpienia ciąża Ani Lewandowskiej to od kilku miesięcy temat numer jeden dla prasy bulwarowej. Zresztą zaraz po obwieszczeniu radosnej nowiny na tym punkcie oszalały nawet stacje informacyjne.Najbardziej z tej całej ekscytacji poniosło chyba Agnieszkę Jastrzębską, która oznajmiła w TVN, że w końcu doczekamy się polskiego "royal baby"!
Artykułów na temat ciąży Ani powstaje prawdziwa masa. Już wiemy, jak podobno będzie miała na imię, gdzie odbędzie się poród i w jakim stanie jest przyszła mama.
Nietrudno się domyślić, że spora część tych rewelacji to wytwór wybujałej wyobraźni redaktorów tabloidów.
W końcu chyba sama Ania nie mogła wytrzymać ilości bzdur wypisywanych na jej temat, bo postanowiła wydać specjalne oświadczenie, w którym dementuje kilka ciążowych informacji.
Na koniec zagroziła wydawcom, że jeśli to szaleństwo się nie skończy, "będzie zmuszona wejść na drogę prawną"!
A może wystarczyłoby tyle o niej nie mówić? Przykład Moniki Kuszyńskiej pokazuje, ze nie jest to wcale takie trudne...











