Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krzysztof Gospodarek załamany. To nie koniec awantury o dom Violetty Villas

Wydawało się, że prawie pięć lat po śmierci Violetty Villas (†73 l.) epopeja związana z jej domem w Lewinie Kłodzkim dobiegnie końca. W końcu przecież sąd orzekł, że dom należy do syna kobiety, Krzysztofa Gospodarka (60 l.). Niby sprawa prosta, a jednak… Mężczyzna ma już powoli dość. Pod posiadłość artystki powróciła jej była opiekunka.

Niedawno na terenie działki wokół domu Villas pojawił się... namiot! Szybko okazało się, że zamieszkała w nim była opiekunka piosenkarki, Elżbieta B. (55 l.). Kobieta twierdziła, że nie ma się gdzie podziać, dlatego musiała zamieszkać w namiocie na terenie byłej posiadłości Violetty Villas. Oczekuje, że zostanie wpuszczona do mieszkania.

Reklama

Cała sprawa jest bulwersująca, bo zaraz po śmierci Villas pojawiły się zdjęcia, które świadczyły o tym, że w ostatnich latach życia gwiazda żyła w nieludzkich warunkach, otoczona zwierzętami i stertą niepotrzebnych rzeczy. Sąsiedzi Villas wspominają, że w krytycznym momencie w swojej rodzinnej posiadłości w Lewinie Kłodzkim artystka miała ponad 300 zwierząt, w tym psy, koty i kozy! Łatwo więc sobie wyobrazić, jakie musiały tam panować warunki.

Śmierć artystki nie zakończyła jednak sprawy. Wkrótce okazało się, że niedługo przed śmiercią Violetta Villas nie mogła liczyć na pomoc opiekunki. Sprawę skierowano do sądu. Po długiej batalii, która oparła się o Sąd Najwyższy, ostatecznie w ubiegłym roku skazano opiekunkę na dziesięć miesięcy więzienia.

W sądzie równocześnie toczy się drugi proces o znęcanie się przez opiekunkę nad chorą i nie w pełni świadomą artystką. Te wszystkie fakty nie przeszkadzają jednak w tym, że - według sądu - opiekunka jeszcze przez jakiś czas ma prawo mieszkać w Lewinie Kłodzkim. Ot, zawiłości polskiego prawa.

Całej tej sytuacji z zażenowaniem przygląda się syn Violetty Villas, który nie kryje, że gdy pierwszy raz po śmierci matki wszedł do domu, doznał szoku. Wiedział bowiem, że jest on w dość marnym stanie, ale nie sądził, że jest aż tak źle.

Ostatnio panu Krzysztofowi udało się zabrać kilka pamiątek po matce do Warszawy, gdzie mieszka. Wśród nich były m.in. suknia, skrzypce, pamiętniki, stare legitymacje i walizka, pamiętająca chyba jeszcze jej amerykańskie tournée z lat 60. Wszystko niestety w fatalnym stanie - przesiąknięte wilgocią, spleśniałe, poniszczone.

Na razie syn artystki szuka osoby, która odnowiłaby pamiątki po matce. Jednocześnie Krzysztof Gospodarek deklaruje, że nie zamierza sprzedawać rodzinnej posiadłości. W planach ma remont domu oraz urządzenie w nim izby pamięci poświęconej mamie. 

Teraz najważniejsze dla niego jest znalezienie sponsorów, którzy pomogliby mu w przyszłości wyremontować dom oraz odnowić rzeczy i pamiątki, które udało się zachować po artystce. A przecież nie będzie to łatwe, bo przez lata wiele z nich uległo degradacji w domu, który, co wiemy teraz, nie nadawał się do mieszkania.Wciąż pozostaje jednak problem opiekunki Villas.

Krzysztof Gospodarek jest już zmęczony ciągłymi przepychankami wokół posiadłości w Lewinie Kłodzkim. Zaczeka jeszcze kilka miesięcy, aż wyrok się uprawomocni. A przecież sąd ostatecznie potwierdził, że to on jest właścicielem domu w Lewinie Kłodzkim.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Gospodarek | Violetta Villas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje