Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Krystyna Janda nie radzi sobie ze śmiercią mamy: Nie poczekała na mnie

Krystyna Janda (66 l.) nadal nie może się pogodzić z odejściem ukochanej mamy. Z trudem gra i wykonuje codzienne czynności. Bardzo za nią tęskni.

"Nie mogę spać jeszcze bardziej niż dawniej. Wchodzę teraz nocami po dwa, trzy razy do pokoju mamy. Pachnie Nią. Zaglądam do torebek, w każdej błyszczyk do ust, perfumki, grzebyczek, paragon ze sklepu, chusteczka, dwa, trzy cukierki" - wyznaje Krystyna Janda.

8 września minęło pięć miesięcy od śmierci pani Zdzisławy. Przez ostatnie dwadzieścia dziewięć lat mieszkały razem w domu w Milanówku. Kiedy aktorka oczekiwała narodzin pierwszego syna, poprosiła rodziców, by się do niej przeprowadzili. Zrobili to bez chwili wahania, przeszli na emeryturę i wspierali ukochaną córkę.

Reklama

Pani Zdzisława wychowywała jej chłopców, Adama (29 l.) i Andrzeja (27 l.). Była z nimi bardzo związana, ogromnie ich kochała. Oni za okazaną miłość, cierpliwość, zrozumienie odwdzięczyli się babci troską i oddaniem.  Szczególnie kiedy zachorowała, ich pomoc była bezcenna.

"Siedzieli przy niej przez ostatnie miesiące, czuwali nocami, dzieliliśmy się tym czasem. Poprosiła któregoś dnia, tuż przed śmiercią, mojego syna: 'Pogłaskaj mnie. On ją głaskał po głowie, a my wyszliśmy płakać" - wspomina gwiazda.

Babcia, umierając, martwiła się o wnuki, jak sobie poradzą, choć to przecież już dorośli mężczyźni. Aktorka ma do siebie żal, że zabrakło jej w domu, gdy mama odeszła.

"Umarła, kiedy byłam na scenie, umarła w otoczeniu rodziny i zwierząt. Mój starszy syn, Adam, trzymał Ją cały czas za rękę. Przyjechałam do domu, godzinę po Jej śmierci. Nie poczekała na mnie" - mówi ze smutkiem Janda.

Zrobiła wszystko, by mama miała komfortowe warunki. Seniorka odchodziła w domu, wśród bliskich, otoczona ulubionymi przedmiotami i z widokiem na ukochany ogród. Aktorka zdradziła, że prosiła, żeby jej już nie leczyć, nie wozić do szpitala, nie ratować za wszelką cenę.

"Już się nażyłam" - mówiła spokojnie córce. Miała 90 lat. Krystyna znalazła w szufladzie mamy kilka pierścionków, niektóre jeszcze z cenami. Na stałe nosiła jeden, ulubiony. Teraz ona ma go na palcu. "Nie zdejmuję go"  - wyznaje Janda.

***

Zobacz więcej materiałów:

Dobry Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krystyna Janda

Reklama

Reklama

Reklama