Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Krystyna Janda: Coraz bardziej samotna?

Tęskni do czasów, gdy do obiadu zasiadało nawet 20 osób.

Jest dumna ze swego życia. Z tego, co osiągnęła, i z tego, co dał jej los. Za swój sukces uważa zabawny incydent, gdy jej prześwietlenie kręgosłupa szyjnego zaginęło w szpitalu, bo ktoś wziął sobie na pamiątkę. "Ja jestem w encyklopedii" - odpowiedziała kiedyś mężczyźnie, który zapytał ją: "A kim pani właściwie jest?". O sobie Krystyna Janda (63 l.) opowiada w najnowszej książce "Pani zyskuje przy bliższym poznaniu".

Reklama

Wywiad-rzeka przeprowadzony przez Katarzynę Montgomery jest pełen zabawnych anegdot z prywatnego życia. Ale mimo to daje się wyczuć tęsknotę i smutek aktorki. Za ojcem i mężem, którzy już nie żyją. Za dziećmi, które już dorosły. Za minionymi latami. Wydaje się, że Krystyna Janda jest coraz bardziej samotna...

Najszczęśliwsza była nie wówczas, gdy zdobywała nagrody za najlepsze role, ale wtedy, gdy po latach znów zamieszkała ze swoimi rodzicami. A właściwie oni z nią i jej drugim mężem Edwardem Kłosińskim w ich dużym domu w podwarszawskim Milanówku. To było tuż po narodzinach synów pary: 26-letniego dziś Adama, a dwa lata później Andrzeja. Aktorka powiedziała wówczas mamie, że musi ich wychować.

- Bardzo się ucieszyłam, że rodzice zamieszkali ze mną. Znów mogłam wrócić do domu i zapytać: "Co na obiad?" - opowiada Krystyna. Stworzyli wspaniałą, kochającą się rodzinę. Zdaniem aktorki, to zasługa jej mamy Zdzisławy. To dzięki niej chłopcom i dorastającej córce Krystyny z pierwszego małżeństwa z Andrzejem Sewerynem, nie brakowało miłości i domowego ogniska, gdy aktorka całymi dniami pracowała.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dowiedz się więcej na temat: Krystyna Janda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje