Reklama

Reklama

Reklama

Kożuchowska: Chciałam go do siebie zrazić

41-letnia aktorka późno wyszła za mąż, bo długo czekała na tego jedynego. A gdy już się pojawił... robiła wszystko, by tylko się w niej odkochał!

Co jakiś czas Małgorzata Kożuchowska musi dementować plotki o kryzysie w jej małżeństwie z młodszym o 6 lat Bartkiem Wróblewskim. Wbrew doniesieniom mediów, wszystko w jej związku układa się wspaniale, a to dzięki temu, że Bartek nieustannie od pierwszego spotkania adoruje swoją wybrankę.

Zaczęło się od bukiecików, które aktorka dostawała po każdym przedstawieniu. "W końcu ten widz poprosił mnie o spotkanie" - wspomina aktorka na łamach "Kobiety i życia". "'Boże, jaki młodziak'- pomyślałam, gdy zobaczyłam go na schodach. Przede mną stał chłopak o dobrym, czystym spojrzeniu. Poszłam z nim na herbatę" - opowiada.

Reklama

Jednak gdy znajomość zaczęła się rozwijać, Małgorzata Kożuchowska bardzo się starała... zniechęcić do siebie przyszłego kandydata na męża. "Jak go poznałam, przedstawiłam mu życie ze mną w najczarniejszych barwach. Że nie będę żoną, która czeka w domu na męża, gotuje, robi śniadania i podaje kawę.

Nie będę żoną, która raz w tygodniu sprząta mieszkanie, odkurza, pierze i prasuje. Nie będę żoną, która w porywie fantazji ułańskiej zabierze męża gdzieś na weekend albo w sobotni wieczór pójdzie z nim do kina. Bo ja będę wtedy szła do pracy. Dodałam też, że będą o nim pisać rzeczy złe, nieprawdziwe, krzywdzące" - wyznaje.

Jak widać, Bartek Wróblewski wcale się tym nie przejął...


MWMedia/pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Kożuchowska | Bartłomiej Wróblewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »