Kazimierz Kowalski, który w latach 70. i 80. ubiegłego wieku był bożyszczem Polek i gwiazdą telewizyjnych "Koncertów życzeń", po raz pierwszy stanął na scenie, mając zaledwie trzynaście lat. Wtedy jednak - podczas sylwestrowego koncertu w łódzkich zakładach Marchlewskiego (dzisiejsza Manufaktura) - nie śpiewał, ale grał na gitarze.
Trzy lata później przyjął propozycję dołączenia do Trubadurów i zaczął śpiewać u boku Krzysztofa Krawczyka i Mariana Lichtmana. Wspominał te czasy na łamach "Agory".
Zaczęły się ustawiczne próby, powstawały wielkie przeboje, byłem tak zaangażowany, że przestałem chodzić do szkoły. Wyrzucono mnie z liceum... Poszedłem do wieczorówki. Ukończyłem ją tylko dzięki Krystynie Korcz, siostrze Włodzimierza, którego piosenki śpiewałem
Kazimierz Kowalski przywiózł krocie z Finlandii
Kazimierz był w klasie maturalnej, gdy dowiedział się, że w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Łodzi powstaje wydział aktorski i, aby dostać indeks, wcale nie trzeba mieć wykształcenia muzycznego. Postanowił spróbować swych sił, ale nie został przyjęty. Dopiero za drugim razem - wiedząc już, że na egzaminie trzeba zaprezentować się w repertuarze operowym - zdał bez najmniejszego problemu.
Jego ciepłym basem (posłuchaj!) zachwycali się wszyscy profesorowie. Jeszcze będąc na studiach, Kowalski odszedł z Trubadurów i założył własny zespół Dziwne Rzeczy, z którym w 1969 roku wygrał Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie, zostawiając daleko w tyle m.in. Band Andrzeja Zauchy.
Grupa Kazimierza Kowalskiego w czasie wakacji zarabiała, grając do kotleta w fińskich restauracjach. O tym, jakiego rzędu kwota to była, mówił w rozmowie z "Expressem Ilustrowanym".
Raz przywiozłem z Finlandii tyle pieniędzy, że mogłem kupić wymarzonego fiata 125p od mojego ówczesnego dziekana
Kazimierz Kowalski został śpiewakiem operowym
Choć Kazimierz Kowalski marzył o karierze piosenkarza, został śpiewakiem operowym. Po zwycięstwie w międzynarodowym konkursie wokalnym w Tuluzie dostał etat solisty w łódzkim Teatrze Wielkim, a Irena Dziedzic zaprosiła go do "Tele-Echa". Młody śpiewak zrobił na Żelaznej Damie Telewizji piorunujące wrażenie. Mówił o tym w "Dzienniku Łódzkim".
Miałem wtedy 25 lat i byłem nieśmiałym człowiekiem. Mówić potrafiłem, ale przed występem w "Tele-Echu" miałem ogromną tremę. Pani Irena była perfekcyjnie przygotowana do programu. O festiwalu w Tuluzie wiedziała więcej niż ja
Wtedy - w 1976 roku - wystarczyło jedno słowo Ireny Dziedzic, by drzwi do wielkiej kariery otworzyły się przed Kazimierzem Kowalskim na oścież. Henryk Debich zaproponował mu udział w programach "Dobry wieczór, tu Łódź", a Mariusz Walter zaprosił do "Studia 2".
Potem było "Studio Lato" i "Koncerty życzeń", własne show "Kazimierz Kowalski zaprasza" oraz programy estradowe, z którymi zjeździł cały świat. Mówił o tym w "Angorze".
W mediach pojawiałem się częściej jako artysta estradowy niż operowy. Umiejętność dobierania repertuaru pozwoliła mi na to, że wciąż mogę wykonywać swój zawód z powodzeniem

Ulubieniec generała Jaruzelskiego
Kariera Kazimierza Kowalskiego nieco przybladła, gdy pod koniec lat 70. ubiegłego wieku wyszło na jaw, że jest ulubieńcem... generała Wojciecha Jaruzelskiego i jego żony Barbary, dla których śpiewał ponoć podczas zamkniętych dla "zwykłych" ludzi koncertach.
W stanie wojennym podejrzewano go nawet o wspieranie - a wręcz bycie członkiem - Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Został za to nawet wyklaskany przez publiczność w trakcie premiery "Barona cygańskiego" w łódzkiej operze. Do tej sprawy odnosił się w rozmowie z Tomaszem Gawińskim z "Angory".
Przeczytałem kiedyś, że zawsze kręciłem się w gronie rządzących, śpiewając nawet na prywatnych przyjęciach u Jaruzelskiego, co nigdy nie miało miejsca. Chociaż... gdyby prezydent Jaruzelski mnie poprosił, to byłby dla mnie zaszczyt
Po 1989 roku Kazimierz Kowalski na pewien czas wycofał się z estrady i na poważnie zajął operą. Przez kilka lat był dyrektorem naczelnym i artystycznym Teatru Wielkiego w Łodzi (stanowisko to piastował dwukrotnie: w latach 1994-1997 i 2005-2008), a w 1998 roku powołał do życia Festiwal Operowo-Operetkowy w Ciechocinku, którego szefem jest do dziś.
Co obecnie dzieje się z Kazimierzem Kowalskim?
Obecnie 70-letni Kazimierz Kowalski prowadzi w Łodzi własną firmę pod nazwą Polska Agencja Koncertowa - Polska Opera Kameralna, a w każdy poniedziałek jest gospodarzem emitowanej na antenie Pierwszego Programu Polskiego Radia audycji "Muzyka nocą". Poza tym wciąż koncertuje (ostatnio w towarzystwie śpiewaczki Małgorzaty Kulińskiej, z którą późnym latem ubiegłego roku pojawił się w kilku... kościołach w ramach serii imprez muzycznych "Szumią jodły na gór szczytach")!
Prywatnie Kazimierz Kowalski jest wielkim pasjonatem samochodów (przyznaje, że był właścicielem 54 aut!), ma żonę i dorosłego już syna Stanisława, mieszka w stuletnim domu na przedmieściach Łodzi.
Pytany, czy nie brakuje mu regularnych występów na estradzie, żartuje, że nie miałby na nie czasu, bo od wczesnej wiosny do późnej jesieni niemal cały czas spędza na... koszeniu trawy w ogrodzie, doglądaniu sadu z mnóstwem jabłoni, renowacji starych mebli, które przed laty odziedziczył razem z domem po ciotce i wuju. Swoje życie podsumował w "Angorze".
Jestem człowiekiem niezależnym, finansowo również. To, co robię, daje mi satysfakcję, więc niczego innego szukać nie muszę


Nie żyje kultowy polski raper Radoskór. Liroy: "Wciąż nie potrafię zrozumieć"








