Katarzyna Wróblewska nie wstydzi się błędów przeszłości. Mówi głośno, że kilka lat temu po przeprowadzce do Warszawy zdecydowała się wejść do mrocznego świata sexworkingu. Chciała żyć na wysokim poziomie i tylko to zajęcie gwarantowało jej odpowiednie zarobki.
Zdradziła, że tańczyła na rurze w klubie go-go i nie tylko... Pierwsze dni w pracy były dla niej traumatyczne, jednak gdy zarobiła w ciągu nocy 3 tys. złotych, to wszystko się zmieniło.
Życie w Warszawie kosztuje. Zachciało mi się żyć jak wielka pani. Znajomy zapoznał mnie z pewną kobietą. Pierwszego dnia miałam łzy w oczach. Pracowałam w klubach go-go, a w innych miejscach robiłam coś innego. Znam ten biznes od podszewki. Zdarzało mi się, że w ciągu miesiąca zarabiałam 20 tysięcy złotych - powiedziała nam bohaterka programu "Hardcorowa miłość".
Kasia po roku w branży miała bardzo dużo kontaktów, którymi mogła dzielić się z innymi dziewczynami i zarabiać na sutenerstwie. Nie zdecydowała się na to i w rozmowie z Pomponikiem zdradziła powody tej decyzji.
Dlaczego nie chciała być pośrednikiem i zarabiać jeszcze więcej?
Nigdy nie zajmowałam się organizowaniem spotkań. Wiem, z czym to się je. Poznałam takich ludzi i wiem, czym to śmierdzi. Takie towarzystwo też się przewinęło w moim życiu. To jest zbyt brudny świat i niebezpieczny. Trzeba mieć dużo układów, żeby nie wpaść w bagno - wyjaśniła Wróblewska.
Całą rozmowę możecie zobaczyć poniżej:
"Hardcorową miłość" z Wróblewską i innymi bohaterkami, które zakochują się w nieodpowiednich facetach, możecie oglądać w środy o 22:30 w Polsat PLAY.








