Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Kamil Durczok: Brutalne egzekwowanie dyscypliny to nie mobbing!

Kamil Durczok (48 l.) uważa, że nigdy nie mobbingował swoich pracowników, a jedynie "brutalnie" ich dyscyplinował.

Były redaktor naczelny "Faktów" TVN udzielił wywiadu "Newsweekowi", w którym wspomina trudne chwile sprzed prawie dwóch lat. Do dzisiaj o prezesie TVN, który zdecydował o jego zwolnieniu, mówi "Szwajcar", nie wymieniając z imienia i nazwiska. Ma żal, że został potraktowany bezdusznie, jak pozycja w Exelu. Sobie jednak do zarzucenia ma niewiele.

Pytany wprost, czy mobbingował pracowników w redakcji "Faktów", nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Jego zdaniem krzyki i "brutalne egzekwowanie dyscypliny" nie są mobbingiem!

Reklama

"A potrafi pani rozgraniczyć, co jest mobbingiem, a co zwykłym  - zgoda, czasem brutalnym - egzekwowaniem dyscypliny? Dla mnie mobbing to metodyczne, celowe niszczenie kogoś. Nigdy nie miałem planu, by kogokolwiek zniszczyć. Z pewnością nie byłem szefem idealnym" - posypuje głowę popiołem, przyznając, że krzyczał i wrzeszczał na podwładnych. Takie zachowanie - jego zdaniem - zawsze miało jednak swoje uzasadnienie.

Raz - pracownicy popełniali błędy (źle zmontowany materiał, ktoś zapomniał zerknąć do PAP-u), dwa - redakcja odnosiła sukcesy, więc taki sposób kierowania zespołem przynosił efekty.

"Jeśli się darłem, to dlatego, że materiał był w idiotyczny sposób zmontowany, że kretyńsko został dopuszczony do emisji. Jeśli się darłem, to dlatego, że ktoś zapomniał zerknąć do PAP czy innego źródła informacji i przekazać mi coś, co było istotne" - tłumaczy się Durczok. 

"(...) Niesiony falą sukcesów uważałem, że jeśli jakieś zachowanie przyniosło efekt , to można je usankcjonować. I powielać".

Dalej Durczok żali się, że został potraktowany nie fair przez szefostwo TVN i w wyniku afery mobbingowej bezpodstawnie zwolniony po dziesięciu latach. Ma żal, że nie zadzwoniono do niego po całej aferze i nie podziękowano za lata pracy. Co więcej, jedna z pracownic już po jego zwolnieniu współpracowała z tygodnikiem "Wprost" przy serii tekstów dotyczących jego osoby.

Czy przypadek Durczoka będzie przestrogą dla innych szefów czy raczej zachęci do podobnego kierowania zespołem, tego nie wiadomo. Sam Durczok do dziś nie wie, gdzie popełnił błąd. Przyznaje jedynie, że "być może nie każdy dobrze znosi krzyk, a nawet podniesienie głosu".

***

Zobacz więcej materiałów o celebrytach:

pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje