Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jonathan Berkery, syn Toma Jonesa, jest bezdomny. Mieszka w schronisku

Jonathan Berkery (29 l.) to syn słynnego brytyjskiego piosenkarza Toma Jonesa (77 l.), znanego m.in. z hitu "Sexbomb". Chłopak nie ma stałego miejsca zamieszkania. Utrzymuje się z grania na ulicach New Jersey i marzy o karierze muzyka. Chciałby także... poznać swojego znanego ojca.

Jonathan jest owocem krótkiego romansu Toma Jonesa z modelką Katheriną Berkery. Do kontaktu seksualnego doszło w październiku 1987 roku w jednym z nowojorskich nocnych klubów. Tom Jones miał wtedy 47 lat i był żonaty z Melindą Lady Rose Woodward. Po incydencie zaprosił dziewczynę na swój koncert i zjadł z nią kolację, a następnie wrócił do żony.

Gdy trzy miesiące później Katherine dowiedziała się, że jest w ciąży i zadzwoniła do biura Toma Jonesa, usłyszała od jego agenta: "Tak wygląda show-biznes, Skarbie. Zrób, co musisz zrobić".

Reklama

Jonathan urodził się 27 czerwca 1988 roku, jednak Tom, który przyznał się do seksu z 250 kobietami, zaprzeczył, jakoby było to jego dziecko.

Do poddania się testom DNA został zmuszony dopiero przez sąd. Mimo że badania potwierdziły jego ojcostwo, nie uznał dziecka. Zasądzono natomiast alimenty w wysokości 1700 funtów miesięcznie. To śmiesznie niska kwota, zważywszy że majątek gwiazdora oszacowany został na 155 milionów funtów.

Tom Jones płacił aż do momentu uzyskania przez chłopaka pełnoletności. Później odciął się od syna, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego. O sprawie publicznie powiedział w 2008 roku.

Dziś jego syn ma 29 lat i marzy, by w końcu poznać osobiście ojca. Na co dzień mieszka w schronisku dla bezdomnych w New Jersey. W przeszłości został aresztowany za posiadanie narkotyków, spędził cztery noce w więzieniu i trafił na odwyk.

Potem starał się zmienić swoje życie, znalazł pracę jako kucharz w fast foodzie. Niestety, szybko ją stracił, prosząc o jeden dzień wolnego. Wylądował na ulicy. Do października spał w parku. Gdy zrobiło się zimno, trafił do schroniska w Hoboken.

Cztery miesiące temu postanowił skontaktować się ze swoim przyrodnim bratem Markiem, jedynym dzieckiem Toma Jonesa i jednocześnie jego menedżerem.

"Po prostu pomyślałem, że teraz, gdy żona Toma nie żyje, będzie chciał mnie zobaczyć. Starzeje się i może być chory. Przez lata byłem wściekły i nie chciałem go widzieć. Byłem w konflikcie. Teraz wiem, że życie jest za krótkie. Muszę go poznać. Mam tylko nadzieję, że on czuje to samo" - mówi.

Nie mogąc znaleźć bezpośredniego numeru kontaktowego do Marka, wysłał maila.

"Nie chcę żałować, że nigdy nie próbowałem się z tobą skontaktować. Bardzo chciałbym usłyszeć twoją wersję zdarzeń lub po prostu porozmawiać" - napisał do ojca.

"Mieszkam w New Jersey, ciężko pracuję i nadal utrzymuję bliskie relacje z matką. Nagrywam także, używając pseudonimu Jon Jones (czasami Jonathan Jones). Myślę, że lubimy podobną muzykę. Nie chcę, byś pomagał mi w karierze czy coś w tym stylu. Chcę tylko cię poznać, zanim będzie za późno. Życie jest zbyt krótkie, więc daj mi szansę".

Tom Jones nie odpowiedział dotąd na maila. W ubiegłym tygodniu wrócił natomiast do jurorowania w brytyjskim "The Voice", gdzie jest mentorem i opiekunem dla początkujących wokalistów.

Jego bezdomny syn zastanawia się, jaka byłaby reakcja ojca, gdyby nagle to on pojawił się na przesłuchaniach lub zakłócił jeden z koncertów ojca. "To jednak nie jest w moim stylu" - zapewnia.

Choć w tym roku skończy 30 lat, nigdy nie był zakochany. Ma nadzieję, że kiedyś to się zmieni i założy rodzinę. Największym jego pragnieniem jest obecnie spojrzeć ojcu w oczy i zostać przez niego zaakceptowanym.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje