Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Joanna Racewicz: Synek wyrwał ją z rozpaczy!

Joanna Racewicz (41 l.) w Smoleńsku straciła męża. Musiała na nowo poukładać swój świat, pozbierać się i zadbać o synka. To mały Igor przywrócił jej sens życia.

Dwuletniemu dziecku trudno wytłumaczyć śmierć ojca.

Reklama

Z 7-letnim chłopcem można już rozmawiać o wielu sprawach.

Zawsze jednak trzeba być szczerym.

Dziś Igor chce coraz więcej wiedzieć o swoim tacie, kapitanie Pawle Janeczku, zwanym Janosikiem, szefie ochrony BOR prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Dopytuje o niego, chętnie ogląda albumy ze zdjęciami.

Te lata po katastrofie smoleńskiej dla Joanny i jej synka były bardzo trudne.

Dziennikarka nie wiedziała, jak radzić sobie z tragedią, co mówić Igorowi.

Musiała korzystać z pomocy psychologa. Żałoba ma tysiące twarzy i bardzo wiele kolejnych szczebli. 

Ona je wszystkie przeszła: od niezgody i buntu, przez depresję, aż do powolnej akceptacji.

„Czas nie leczy ran. On tylko pozwala sobie z nimi lepiej radzić” -  mówi dziś dziennikarka.

Traumę spowodowaną tragiczną śmiercią ojca przechodzi też mały Igor.

Gdy 5-letni synek pani Joanny dopytywał: „A gdzie jest tata”, odpowiadała: „W niebie”.

Igor: „A czy możemy tam polecieć samolotem?”. Ona: „Tam nie doleci żaden samolot”.„A rakieta?”. „Też nie”. „A moja hulajnoga?”. „Przykro mi, synku”.

Cały czas mu powtarzała, że tata jest przy nich, że ich widzi.

Dziennikarka przyznaje, że to dla syna musiała się pozbierać.

"Był czas, kiedy nie miałam siły, żeby wstać rano, odsłonić okno. Ale za chwilę przychodził do łóżka Igor i mówił: 'Mama, jeść'.

To zmuszało do złapania oddechu i zajęcia się codziennością.

Dziecko wyznacza rytm dnia, czy się tego chce, czy nie" - przyznaje.

Chłopiec chciał mamy uśmiechniętej, szczęśliwej.

Jak wspomina, w pewnym momencie otworzył drzwi szafy i poprosił: „Mamusiu, nałóż inne czarne”.

Nie potrafił inaczej powiedzieć, że chce, żeby mama włożyła wreszcie coś jasnego, kolorowego.

Kiedyś przyznała, że trudno jej oglądać filmy i zdjęcia z wakacji z mężem.

"Mamy kilka oswojonych zdjęć, album, który od czasu do czasu przeglądamy. Reszta czeka.

W życiu naszego syna Tata jest obrazem, opowieścią, legendą" - mówi prezenterka.

Joanna przyznaje, że synek często pyta o tatę.

"I często o nim rozmawiamy. Igor jest chłopcem, który doskonale wie, co to znaczy 'umrzeć', który już rozumie nieodwracalność śmierci.

Życie zafundowało mu przyspieszone dorastanie" – mówi.

Chłopiec się zmienia, rośnie, chodzi już do szkoły, jest mądry i wrażliwy.

Ale, jak zdradza dziennikarka, ma analityczny umysł i potrafi twardo negocjować w każdej sprawie.

Czasami panią Joannę ogarnia dojmujący smutek, np. gdy na spacerze mija jakiegoś tatę niosącego syna na plecach.

Zdaje sobie sprawę, że jej dziecko zostało takiej szansy pozbawione.

Mimo tego wewnętrznego smutku robi wszystko, by Igor miał szczęśliwe dzieciństwo i by pamiętał swojego tatę...

Dobry Tydzień


pomponik.pl

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Racewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »