Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Jerzy Zelnik nie odstępuje żony na krok

Jerzy Zelnik (69 l.) w młodości był kobieciarzem i utracjuszem. Dziś radość daje mu opieka nad tymi, którzy go potrzebują - poważnie chorą żoną i niepełnosprawnym bratem.

Sąsiedzi z warszawskiego Zacisza nie mogą wyjść z podziwu, widząc jak Jerzy Zelnik czule opiekuje się żoną Urszulą, która przed trzema laty dostała wylewu krwi do mózgu.

Stan jej zdrowia był fatalny, wymagała stałej troski. Od tamtej pory aktor jest cały czas przy niej i opiekuje się nią z ogromnym oddaniem. Mimo tragedii, która go spotkała, nie załamuje się.

- Na początku było trudno, ale jestem zbyt silny, z dobrego kruszcu zrobiony, by się łamać - zapewnia. Siły szuka w modlitwie, wiara w Boga pomaga mu przetrwać najtrudniejsze chwile.

Reklama

Na szczęście jego walka o zdrowie żony przyniosła efekty. Pani Urszula wykonuje już część domowych czynności, jednak wciąż jeszcze długa droga przed nią.

- Ma takie dni, kiedy jest zła i sfrustrowana z powodu tego, co się stało, ale walczy - opowiada Jerzy Zelnik.

Aktor pogodził się z nową sytuacją. Jego przyjaciele twierdzą, że choroba żony bardzo go odmieniła. Kiedyś czerpał z życia pełnymi garściami i miał opinię kobieciarza. Dziś wspiera najbliższych, jak tylko potrafi.

- Urszula niejeden raz płakała z jego powodu, a ich małżeństwo dwa razy wisiało na włosku - zdradza znajoma pary. Sam Zelnik przyznawał, że są małżeństwem "w kratkę", w którym dobre chwile przeplatane są złymi.

- Trwamy w tym związku, bo się kochamy, choć czasami bardzo się nie lubimy - mówił. Teraz jednak wszystko się zmieniło.

- Choroba Urszuli pozwoliła mi jeszcze bardziej otworzyć oczy na cudze cierpienie, nauczyć się słuchać innych, żeby móc utożsamiać się z ich bólem, ale także z ich zachwytem nad małymi rzeczami. Zwiększać zdolność do całkowitego oddawania siebie, zapominania o własnych przyjemnościach, potrzebach - wyznaje Jerzy Zelnik.

Aktor zrezygnował nawet z etatowej pracy w teatrze, by mieć więcej czasu dla żony. Ale okazuje się, że jest wsparciem nie tylko dla niej. Aktor pomaga także finansowo swojemu niepełnosprawnemu bratu, który nie utrzymałby się z niewielkiej renty.

Chętnie i z radością poświęca też czas rodzinie swojego jedynego syna Mateusza, choć sam przyznawał, że kiedyś nie bardzo sprawdził się w roli ojca. Dziś jest już dziadkiem siedmioletniego Franka, a kilka miesięcy temu urodziła mu się wnuczka.

- Trzeba to wszystko nieść i cieszyć się, że można pomóc. Dlatego dziś rozpoznaję się jako człowiek służący - komentuje swoją nową sytuację. I dodaje, że pomaganie innym stało się jednym z sensów jego życia.


Na żywo
Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Zelnik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »