Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jarosław Iwaszkiewicz nigdy nie zostawił rodziny dla młodego kochanka. Żył w trójkącie

Jesień życia była dla Jarosława Iwaszkiewicza (+86) okresem największych porywów serca. Nie obyło się bez miłosnych wyznań i kłótni zwaśnionych kochanków. A wszystko to za zgodą tolerancyjnej żony.

Miał wszystko: literackie sukcesy, międzynarodową sławę, pieniądze, które sprawiały, że jego rodzina mogła sobie pozwolić na dostatnie życie. Brakowało mu tylko miłości. Wprawdzie żona Jarosława Iwaszkiewicza (†86) Anna Lilpopowa była w nim zakochana do szaleństwa, ale jemu coraz trudniej było odwzajemnić jej uczucie.

Reklama

Pociągali go mężczyźni. Szczególnie jeden - ponad dwukrotnie młodszy robotnik Jerzy Błeszyński. Wszystko zaczęło się w 1953 r., gdy młody mężczyzna pojawił się w Stawisku, posiadłości Iwaszkiewiczów w Podkowie Leśnej. Jego wizyta miała konkretny cel. Zależało mu, by nakłonić pisarza do prowadzenia odczytu w Brwinowie.

Literat nie umiał skupić się na rozmowie. Urzeczony przystojnym 21-latkiem nie potrafił mu odmówić. Przystał na jego propozycję. Od tego momentu zaczęła się ich znajomość, która z czasem, mimo iż oboje byli żonaci i mieli dzieci, coraz bardziej się zacieśniała.

Najpierw zaczęli do siebie pisać, ale gdy w połowie 1955 r. okazało się, że Jerzy, zmagający się z postępującą gruźlicą, wyjechał do sanatorium, pisarz postanowił go odwiedzić.

We wrześniu Iwaszkiewicz dostał służbowe lokum przy alei Szucha w Warszawie. Jego ukochany porzucił rodzinę i przeniósł się do znajdującego się kilka przecznic dalej mieszkania, które wynajął mu partner. Choć obaj zachowywali pozory, wkrótce ich romans stał się publiczną tajemnicą.

Bywali razem na przyjęciach, wspólnie podróżowali. Żona pisarza przymykała oczy na mężowskie miłostki, a gdy stan zdrowia Błeszyńskiego się pogarszał, a Jarosława nie było w kraju, nawet go doglądała.

Paradoksalnie do kryzysu w ich związku przyczyniła się kobieta. Nie była to Anna, ale nowa kochanka Jerzego, z którą ten chciał się ożenić. Między zwaśnionymi mężczyznami coraz częściej dochodziło do spięć. Iwaszkiewicz czuł się upokorzony. Pisał do niego: "Mnie teraz oddychać trudno... nie dlatego, że serce mi się psuje, ale że tak strasznie ciebie kocham".

Jarosław cierpiał, ale wciąż kochał Jerzego. O tym, jak bardzo, może świadczyć fakt, że jeszcze rok po jego odejściu, wysyłał do ukochanego listy.

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje