Jan Englert spędził lata na scenie. Z grania nie zamierza rezygnować
Jan Englert od wielu lat pozostaje jednym z najbardziej znanych i lubianych aktorów starszego pokolenia. Wprawdzie zakończył w tym roku po 23 latach swoją rolę jako dyrektor artystyczny Teatru Narodowego, ale nie zrezygnował z występów na scenie. Angażuje się w prace jako aktor i reżyser.
Wyreżyserował m.in. spektakl "Fredro. Rok Jubileuszowy", "Hamleta", "Mizantropa" i "Kordiana".
Chociaż dziś cieszy się szacunkiem i uznaniem znajomych z branży nie zawsze tak było. Jak sam przyznaje, wystarczyła jedna sytuacja, by zrozumiał, że nie na wszystko może sobie pozwolić, będąc wziętym aktorem.
Jan Englert odebrał trudną lekcję. W jednej chwili nauczył się pokory
Jan Englert ujawnił w swojej książce "Bez oklasków", z jak trudną sytuacją spotkał się w swojej karierze. W rozmowie z Kamilą Drecką, która została zapisana na kartach książki ujawnił, że dostał lekcję pokory podczas jednej z kolacji u sławnych znajomych.
"W środowisku znany byłem z tego, że świetnie parodiowałem Łapickiego, również przez telefon, i niektórzy się na to nabierali. I oto kiedyś zostałem zaproszony do państwa Łapickich na kolację, w której uczestniczyli również Dygat, Konwicki, Trzaskowscy. Przy deserach pani Zofia (żona Andrzeja Łapickiego - przyp. red.) poprosiła mnie: 'Panie Janku, podobno pan świetnie udaje Andrzeja. Mamy taką prośbę, żeby nam pan to zaprezentował'. (…) W swojej próżności dałem się namówić. I zacząłem jechać tę parodię" - zdradził.
Popisy aktora nie spotkały się z przychylnym odbiorem. Obecni na kolacji nawet się nie zaśmiali, a po występie nastała przytłaczająca cisza.
"Szybko zrozumiałem, że to zostało zaplanowane. (…) Momentalnie zwiądłem. Skończyłem, powiedziałem: Nie no, dziś mi jakoś nie idzie…". Bez żadnego komentarza wrócono do innych rozmów. W ten sposób skutecznie wyleczyli mnie z parodiowania Łapickiego. To była jedna z większych klęsk zawodowych mojego życia. (…) Odczekałem kilka minut, żeby nie dać im satysfakcji, że się obraziłem, pożegnałem się i poszedłem. Zresztą przyjęli to jako właściwe zachowanie. Zostałem wyrzucony z salonu. I ta opowieść nie jest o Łapickim, jest o mnie" -

Zobacz także:








