Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Jacek Borkowski zadowolony z opinii biegłego!

Jacek Borkowski (58 l.) od śmierci żony sam wychowuje 16-letniego syna Jacka i 12-letnią córkę Magdę. Stara się teraz za dwoje, by nastolatki miały normalny, spokojny dom. Niestety, spokój ten psują mu rozprawy sądowe.

Teściowa Barbara i szwagierka Adriana Gotowieckie żądają ustanowienia regularnych kontaktów z nastolatkami. Na rozprawie, która odbyła się kilka dni temu w wołomińskim sądzie, biegły sądowy przedstawił swoją opinię.

Reklama

- Z dokumentów nie wynika, by dzieciom potrzebne były do szczęścia rozmowy z babcią i ciotką - dowiedziała się "Rewia".

- Panie Gotowieckie czują się pokrzywdzone takimi stwierdzeniami i zamierzają za kilka tygodni udowodnić, że to ojciec zniechęcał dzieci. Obie podobno mają na to dowody.

Trudno nie rozumieć lęku krewnych o to, czy więzy rodzinne przetrwają. Z racji pięciuset kilometrów dzielących Warszawę od Małomic, gdzie obie mieszkają, widywały do tej pory dzieci sporadycznie. Z drugiej jednak strony mogą być dla wszystkich kłopotliwe. Chociażby ze względu na odległość. Nie mówiąc o stresie.

Aktor uświadomił to sobie jakiś czas temu, kiedy po śmierci żony krewne wyniosły z jego domu pamiątki po niej. A potem, kiedy syn musiał przyjechać do Rejonowego Sądu w Wołominie, by zeznawać w obecności psychologa.

Rozmowa sędziego z chłopcem odbyła się w styczniu w odosobnionym pokoju. Aktor był wtedy zbulwersowany. Nie zapomni, ile to kosztowało Jacka juniora. W rozmowie z "Rewią" powiedział wtedy: - Rozmawialiśmy o tym długo i Jacek rozumie, że to jest konieczne. Mam nadzieję, że nie będą potrzebne kolejne takie spotkania.

Od tamtej pory aktor obiecał sobie, że nie zafunduje dzieciom takiej sytuacji. Postanowił zerwać wszelkie kontakty z babką i ciotką.

- Żyję codziennymi obowiązkami. Mam dzieci, pracę, dom. Muszę ugotować obiad, zrobić zakupy. Kto za mnie to zrobi? Nie będę myślał o żadnych głupotach - mówił aktor.

Ostatnio Jacek Borkowski wyznał publicznie, że nie zamierza przeszkadzać dzieciom w kontaktach z krewnymi. Chce, by córka i syn sami podjęli decyzję, czy mają ochotę, by babcia i ciocia nadal były obecne w ich życiu. W przypadku dzieci wszelkie nakazy mogą mieć zupełnie odwrotny skutek.

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje