​Ireneusz Dudek przeżył rodzinną tragedię. Choroba spadła na nich nagle

Oprac.: Aldona Łaszczka

Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Dorastałem w rodzinie typowo śląskiej. W niedzielę był Bóg i msza. Mając 7 lat zacząłem się uczyć gry na skrzypcach. 7 lat później dostałem pierwszą harmonijkę ustną i w moim życiu pojawił się blues. I prawdziwe granie ze starszymi ode mnie muzykami.
Czarne garnitury, lakierki, białe koszule z wąskim krawatem. I dym. Dym na scenie, dym na widowni. Żywiołowe show, lejąca się na widownię woda, demolowane fortepiany. Wyznawaliśmy zasadę: im gorzej tym lepiej.
Na szczęście nigdy nie brałem żadnych narkotyków, nawet trawy nie paliłem. Alkohol, niestety, był. Kluby, akademiki, zabawy. Czułem się wolny. Skoro nie miałem rodziny, obowiązków, mogłem sobie pozwolić na życie barda.

Odwołany ślub

Rodzinna tragedia

Choroba, a potem towarzyszenie córce w odchodzeniu były dla nas lekcją pokory, cierpliwości, zrozumienia. Cierpienie zmieniło nasze podejście do świata. Umocniło jako rodzinę. Dziś cieszymy się błogosławioną codziennością.
Za młodu żyłem kolorowo, teraz idę w kierunku uduchowienia.
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ireneusz Dudek
Ireneusz DudekAKPA
Ola Szwed o Rodowicz i powrocie „Rodziny zastępczej”!pomponik.tv
pomponik.pl
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?