Przejdź na stronę główną Interia.pl

Irena Santor i Zbigniew Korpolewski byli razem na dobre i na złe

Przez 25 lat Irena Santor (83 l.) i Zbigniew Korpolewski (†84 l.) szli razem przez życie. Choć wydawało się, że mężowi gwiazdy uda się wrócić do zdrowia, los chciał inaczej...

Staram się być dzielna, ale jest mi bardzo trudno. Proszę wszystkich o wybaczenie, bo w najbliższym czasie znacznie ograniczę swoją aktywność - mówi Irena Santor.

Reklama

Ma nadzieję, że zdoła zaśpiewać na koncercie przeniesionym na 20 grudnia, ale nie jest to wcale takie pewne, bo musi poukładać cały swój świat na nowo.

25 listopada straciła kogoś, kto był jej najbliższy przez ostatnie ćwierć wieku. Zmarł Zbigniew Korpolewski. Przez ostatnie miesiące gwiazda żyła w ciągłym napięciu. Był nawet moment, kiedy trafiła do szpitala, bo zasłabła ze stresu i przemęczenia. Walczyła o zdrowie ukochanego.

- Czuwałam na korytarzu warszawskiego szpitala MSWiA przy ulicy Wołoskiej, kiedy przez wiele godzin operowano Zbyszka - opowiadała o jego bardzo poważnej operacji kardiologicznej. Potem potrzebna była rehabilitacja. Dlatego razem postanowili, że na jej czas zamieszkają w Domu Artysty Weterana w Skolimowie.

Emerytowane gwiazdy mają tam zapewnioną opiekę lekarzy i pielęgniarek niemal przez 24 godziny na dobę. Plany artystyczne zeszły na dalszy plan, chociaż pani Irena mówiła, że raz na pewien czas stara się pojechać do Warszawy, zajrzeć do filharmonii lub opery, traktując to jak element aktywności zawodowej.

Wydawało się, że pan Zbigniew będzie pomału wracał do zdrowia. Los chciał inaczej...

Małżeństwo coś w ludziach zabija

Spotykali się ze sobą przed laty w muzycznym teatrze Syrena, którego dyrektorem był w latach 90. Zbigniew Korpolewski i gdzie śpiewała pani Irena. Razem też wyjeżdżali na tournée po Anglii, Australii, USA i Kanadzie wraz z Jerzym Połomskim i Ireną Kwiatkowską.

Początki znajomości wcale jednak nie były obiecujące. - Nie bardzo się lubiliśmy. Taki był wymagający, ostry, apodyktyczny - wspominała piosenkarka pięć lat temu.

- Nawet nie wiem, kiedy zbliżyliśmy się do siebie. To nie znaczy, że teraz spijamy sobie z dzióbków. Zbyszek to silny charakter, ja też do łatwych nie należę. Jak się uprę, to długo mnie trzeba przekonywać. On to potrafi, jednak i tak często się spieramy.

- Kłócimy się, ale twórczo - dodawał Zbigniew Korpolewski. - Irena jest osobą, z którą zawsze mam o czym rozmawiać. Interesuje się światem, dużo czyta. Zawodowo jest trudna we współpracy, wymagająca, to perfekcjonistka. Pewnie dlatego, że traktuje swoją pracę niezwykle poważnie. Ja w niej najbardziej cenię uczciwość i prawdomówność. Zawsze była wobec mnie lojalna. Ma jeszcze taką cechę, że nie potrafi przejść obojętnie obok cudzego nieszczęścia. Walczy o innych jak o siebie.

Tworzyli związek, w którym każdy z partnerów szanował indywidualność drugiej osoby. - Nie jesteśmy małżeństwem - zaznaczała Irena Santor, chociaż lubiła, gdy pana Zbigniewa nazywano jej mężem.

- Małżeństwo często coś w ludziach zabija. Ci, którzy się kochają, powinni być wolni, i to się sprawdza w naszym związku. Zbyszek otoczył mnie wielką opieką. Czułą, spokojną, rzetelną.

Czytaj dalej na następnej stronie...

Dowiedz się więcej na temat: Irena Santor

Reklama

Reklama

Reklama