Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Helena Majdaniec: Marzyła, aby znów pokochać

Wyrzucono ją z zespołu, rywalka odebrała jej ukochanego. Odmówiła pracy dla obcego wywiadu, więc zablokowano jej karierę. Nie zaznała spokoju nawet po śmierci...

Ludzie często mnie zawodzili, ale cóż... A czy zmieniłabym coś w swoim życiu? Może tylko byłabym mniej naiwna. Mam trochę żalu do siebie, że mogłabym mieć kogoś obok siebie, niestety - wiele szans przepadło, uciekło i dziśjestem sama - wyznała Helena Majdaniec (†60) w książce "Jutro będzie dobry dzień". Odeszła nagle, dwa dni po tym, jak publicznie zdobyła się na wyznanie, że chciałaby raz jeszcze się zakochać.

Reklama

Dostała od życia talent i możliwość, aby spełniać swoje marzenia. Jej ojciec, klarnecista Filemon Majdaniec zaraził ją pasją do muzyki.Już na piąte urodziny mała Helcia dostała od rodziców pianino, a dwa lata później rozpoczęła naukę w szkole muzycznej. Pierwsze rozczarowanie przyszło szybko. Choć marzyła o tym, by grając, wzruszać ludzi, profesor Margarita Doliwa-Dobrowolska, ucząca ją w klasie fortepianu, rozwiała jej złudzenia. - Mówiła, że mam zbyt długie place, więc gdy zechcę grać bardziej skomplikowane utwory, będę miała trudności. Zasugerowała, abym zajęła się śpiewem - wspominała Helena.

Pierwszy skandal wywołała już jako licealistka. Bez zgody dyrekcji szkoły wystąpiła w reklamie szamponu do włosów. Nauczyciele byli zszokowani, widząc uczennicę na ekranie w kinach przed każdą projekcją filmową. Cudem uniknęła wyrzucenia ze szkoły.

Już wtedy jej kruczoczarne włosy wzbudzały zachwyt u płci przeciwnej. Najbardziej u pewnego oficera marynarki handlowej. Marynarz zakochał się w Helenie bez pamięci. - Wmawiał mi, że jest Francuzem, a potem okazało się, że to Polak, ot, zwykły Jurek. Pewnego razu przyniósł mi bukiet róż i chciał się żenić. Jednak ja nie chciałam - opowiadała. Wtedy nie zależało jej jeszcze, aby być żoną ani matką. W duszy grała jej już muzyka.

Kariera Heleny nabrała rozpędu w 1962 r., kiedy w ramach akcji "Szukamy młodych talentów" dostała się do zespołu Czerwono-Czarni. Nie zagrzała w nim jednak długo miejsca. Wyrzucono ją po tym, jak zagrała w niemieckim filmie i spędziła za granicą więcej czasu, niż zakładała. Jej miejsce szybko zajęła Katarzyna Sobczyk. Helena jednak nie poddała się i wkrótce otrzymała propozycję wyjazdu z konkurencyjną grupą Niebiesko-Czarni na koncerty w słynnej paryskiej Olympii.

Dla początkującej wokalistki był to wielki prezent od losu. - Przyjmowano nas entuzjastycznie. We francuskiej prasie ukazały się wspaniałe recenzje naszych występów - z dumą opowiadała. Niestety nie tylko o tym można było poczytać w tamtejszych gazetach. - Zdarzył się mały incydent, sfotografowano mnie w ręczniku, co było wtedy nie do pomyślenia, a wśród polskich władz źle widziane - nawet po latach te wspomnienia bolały Helenę. Była wtedy o krok od światowej kariery. Ale straciła tę szansę. Kiedy feralne zdjęcia ukazały się w "Cinema-Monde", wybuchł skandal.

- Zaczęła się istna nagonka na mnie. Artykuły krzyczały "Helena w stroju niedbałym". Nie pomogły moje oświadczenia, przez cztery lata nie mogłam wyjeżdżać na Zachód - wspominała. Ciężkie chwile pomogła jej przetrwać miłość. Miała niespełna 20 lat, gdy pokochała Wojciecha Kordę, wokalistę i gitarzystę Niebiesko-Czarnych. - Była szczególną dziewczyną w moim życiu. Niezwykle piękna, serdeczna, gadatliwa i impulsywna - tak Wojciech wspominał po latach ukochaną.

Zła zawodowa passa skończyła się, gdy w 1967 r. na festiwalu w Soczi spotkała kosmonautę Jurija Gagarina. Bohater narodowy Rosji wtargnął na scenę zaraz po jej występie, tak był nim zauroczony. Publicznie ją uściskał, zapozował z Heleną do pamiątkowego zdjęcia, a potem słał artystce telegramy pełne dwuznacznych wyznań. - Gdy pochwalił mnie sam Gagarin, a gazety radzieckie i polskie były pełne naszych zdjęć, wszystkie winy mi odpuszczono - relacjonowała Majdaniec po latach.

Rok później wyjechała z kraju na kontrakt do kabaretu "Rasputin". Jej ponowny wyjazd do Francji był reakcją na rozstanie z Niebiesko-Czarnymi, a przede wszystkim z Kordą. - Jakoś tak dziwnie się złożyło, że nie powiadomiono mnie o następnej trasie koncertowej, a moje miejsce nagle, dosłownie z dnia na dzień, zajęła... Ada Rusowicz - wyznała z żalem. Szybko okazało się, że następczyni odebrała jej nie tylko pracę, ale także skradła serce ukochanego.

Porzucona Helena bardzo cierpiała, ale wściekłość na niewiernego kochanka i rywalkę dodawała jej tylko sił do walki. - Wtedy zaparłam się i powiedziałam sobie: "Ja wam jeszcze pokażę". I wyjechałam z kraju - zdradziła. Był 1968 r., gdy pełna wspomnień o utraconej miłości, nie znając języka francuskiego, zaczęła w mieście nad Sekwaną wszystko od zera. Mimo wielu prób nie zrobiła jednak światowej kariery. Być może, gdyby nie odmówiła współpracy z francuskim wywiadem, inaczej potoczyłaby się jej artystyczna droga. Ale nie chciała donosić o nastrojach panujących w Polsce, więc zablokowano wydanie jej płyty. To był dla niej wielki cios.

Nie ułożyła sobie też życia prywatnego. Choć spotkała kolejną miłość - arystokratę Joela - nie mogła dać mu dziecka, czego bardzo żałowała. Słono zapłaciła wtedy za błędy młodości. - To moja życiowa tragedia. Dwukrotnie mogłam zostać matką. Raz zostałam zmuszona do usunięcia ciąży, drugi raz byłam w ciąży pozamacicznej i ledwo mnie odratowano - wyznała. Po rozstaniu z ukochanym została sama i nikogo już nie pokochała.

Swoje smutki skrywała pod maską przyklejonego do ust uśmiechu. Nigdy się nie skarżyła ani nie opowiadała, że z jej zdrowiem jest coraz gorzej. - Gdy się załamywała, wtedy pojawiał się alkohol w większych ilościach - zdradziła jej przyjaciółka Czesława Mariańczyk.

Na dwa dni przed śmiercią Helena wzięła udział w nagraniu programu "Rozmowy w toku". Tam wyznała, że jest otwarta na nową znajomość. Odeszła nagle, w nocy 18 stycznia 2002 r. w Szczecinie, na zator płuc. Na jej grobie wyryto zdanie: "Jutro będzie lepiej". Ale nawet po śmierci nie zaznała spokoju. Niektórzy z sąsiadów z kamienicy, w której mieszkała, protestowali, gdy planowano uczcić pamięć wokalistki specjalną tablicą. Powodem ich niechęci miało być to, że nadużywała alkoholu. W końcu jednak tablica zawisła.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Na żywo

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Helena Majdaniec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »