Popularny serial przyniósł jej sławę. Potem związała się ze znanym raperem
Martyna Byczkowska jest absolwentką warszawskiej akademii teatralnej. Zanim zagrała Anielę w bijącej rekordy oglądalności serii "1670", miała już na koncie kilka ważnych ról w serialach czy filmie "Na chwilę, na zawsze". Do tego ostatniego nagrała nawet piosenkę.
Ale to dopiero wraz z głośną produkcją Netfliksa usłyszała o niej cała Polska. Jesienią 2024 prasa rozpisywała się również o jej związku z Quebonafide, który to gwiazdy długo ukrywały, a wreszcie w połowie czerwca kolejnego roku potwierdziły.
Mimo bycia bohaterką portalowych nagłówków, 30-latka nie przykłada do sławy zbyt dużej wagi; według niej to tylko przejściowy etap. Ona sama skupia się na czymś zupełnie innym.
Gwiazda "1670" z dystansem o sławie. "Zaraz to nie będzie miało znaczenia"
Z perspektywy Byczkowskiej jej własna sytuacja wcale nie jest wyjątkowa. Współcześnie bardzo łatwo jest trafić na pierwsze strony gazet, a właściwie dziś - na portale plotkarskie.
"Jesteśmy teraz tak publicznym pokoleniem ludzkości, że nie tylko w tej branży, w której ja jestem, mogę być na świeczniku. Bardzo dużo 'żyć prywatnych' jest na wierzchu, a nie są związane z branżą artystyczną czy [sferą - przyp. aut.] publiczną" - powiedziała "Super Expressowi".
Martyna nie nastawiała się na zdobycie popularności. Jej celem było zupełnie co innego.
"Pewnie na tamtym etapie, kiedy zaczynałam, myślałam o zupełnie innych rzeczach, i chyba nadal myślę w ten sposób, że to jest jakaś odnoga [mojego zawodu]. Ja tak naprawdę skupiam się bardziej na czymś innym, np. myślę chociażby o tym, jak pracować nad sobą, jakie następne projekty, jak przy następnych projektach mogę się rozwijać. To jest takie dalsze planowanie pracy (...)" - wyznała.
Byczkowska ma dość zdroworozsądkowe podejście do zainteresowania ludzi i mediów jej osobą.
"(...) Ja zawsze patrzę na to z dystansem. Myślę, że zaraz przestaną się interesować i to nie będzie miało żadnego znaczenia, co ja jem na śniadanie albo z kim jestem, z kim nie jestem. Ci sami, co się z tego też śmieją albo krytykują, często są najbardziej ciekawi takich rzeczy, które są najmniej istotne tak naprawdę" - dodała.
Byczkowska o karierze za granicą. Już zadaje sobie to pytanie
Aktorka w podobnie racjonalny sposób podchodzi do ewentualnego robienia kariery za granicą.
Zdaje sobie sprawę, że nawet gdyby perfekcyjnie nauczyła się angielskiego, to i tak jej akcent będzie słyszalny, co znacząco ogranicza repertuar ról, które można by jej powierzyć.
Losy jej idolek, tj. Juliette Binoche, Penelope Cruz czy Sandry Hüller, są dla niej dowodem na to, że jednak "można się przebić na światową skalę". Ale aby do tego doszło, musi się zgrać wiele elementów.
"Na pewno myślę, że trzeba być na to gotowym. I to jest też (...) pytanie, które sobie zadaję: 'Czy ja bym była na to gotowa, gdyby się pojawiła taka okazja?'. I chciałabym powiedzieć, że tak, a jednak czuję, że właśnie jeszcze muszę nad tym popracować" - wyznała.
Zobacz też:
Martyna Byczkowska zasłynęła rolą w "1670". Teraz zdradza, jak zmieniło się jej życie
Znienacka zdradziła gorzką prawdę o związku z Quebonafide. Ludzie nie wiedzieli
Quebonafide wprost mówi o przyszłości z Byczkowską. Jest pewny ślubu i potomstwa








