Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Ewa Kuryło i Piotr Pręgowski: Jak oni to robią, że ciągle się kochają?

Było u nich tak krucho, że chcieli wyemigrować do Ameryki. Przetrwali najgorszy czas i wyszli na prostą.

Są ze sobą niemal 40 lat, ale w małżeństwie Ewy Kuryło (63 l.) i Piotra Pręgowskiego (64 l.) nie ma rutyny. - Mimo życiowych zakrętów jesteśmy ze sobą, kochamy się i mamy wspólne zainteresowania - mówi Ewa. - Jak w dobrym scenariuszu: coś się dzieje, jest akcja.

Reklama

Poznali się na studiach w Warszawie. Na drugim roku zagrali w jednoaktówce "Pokój dziecięcy" i to właśnie wielogodzinne próby ich zbliżyły. Piotr pokochał przyszłą żonę od pierwszego wejrzenia. Zamieszkali u jego rodziców. Nie myśleli wtedy o ślubie. - Małżeństwo nie było nam do szczęścia potrzebne. Dopiero trzy miesiące po urodzeniu córki złożyliśmy przysięgę - przyznaje Ewa.

Początki ich wspólnego życia nie były łatwe. Nie mieli grosza przy duszy, ale byli zakochani. Tylko to się liczyło. Zaraz po studiach Piotr zaczął grać, a Ewa zajęła się wychowaniem córki Zosi (36 l.). - Ktoś musiał zostać w domu. Dwóch aktorów pod jednym dachem to stanowczo za dużo. Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby szukać niani. Wcale nie tęskniłam za pracą, ponieważ spełniałam się jako mama. Dzisiaj mogę powiedzieć, że była to najważniejsza rola w moim życiu. Cieszyłam się, że mogę chodzić na wywiadówki i na sto procent poświęcić się córce - wspomina Ewa.

Piotr realizował się w tym czasie zawodowo. Zagrał w słynnej komedii "Miś", a potem w serialu "Zmiennicy". Jego roli azjatyckiego studenta Krashana nie sposób zapomnieć. Niestety, po tym sukcesie nastała głucha cisza. - Kiedy wydawało się, że moja kariera się rozkręci, przyszło ostre hamowanie - wspomina Piotr.

- Chodziłem na castingi, ale mnie nie chcieli. Małżonkowie ledwo wiązali koniec z końcem. Z finansami było tak krucho, że zastanawiali się nad emigracją do Ameryki. Nie otrzymali jednak wiz... - Kombinowałem, żeby się ubezpieczyć na życie, a potem popełnić samobójstwo. Wtedy przynajmniej żona i córka dostałyby po mnie odszkodowanie - żartuje Piotr.

Schował aktorską dumę do kieszeni i został wodzirejem na imprezach dla dzieci. A w telewizyjnej Ciuchci grał wiewiórki i wiedźmy. - Gdyby nie Ewa, moja kariera potoczyłaby się zapewne inaczej. Od wielu lat nie dostawałem żadnych propozycji. Byłem przybity i zdesperowany. Zarabiałem na imprezach firmowych jako sobowtór Elvisa Presleya - opowiada aktor.

Los się odwrócił w najmniej oczekiwanym momencie. Był rok 2000. - Którejś zimy żona zrobiła mi zdjęcia, jak kąpałem się w przeręblu. Zawiozłem je do agencji artystycznej. Zostały zauważone i niedługo potem zagrałem w serialu "Camera café". To był przełomowy moment - opowiada.

Przetrwali najgorszy czas i wyszli na prostą. Dzisiaj ich życie wygląda zupełnie inaczej. Okazało się, że jest dla nich jednak miejsce w filmie. Oboje są gwiazdami serialu "Ranczo". On gra Pietrka, ona - dyrektorkę szkoły Wiesławę Oleś. I zgodnie przyznają, że w ich związku nie ma miejsca na nudę.

- To duża zasługa Piotra, który ciągle żartuje, lubi się przekomarzać i sypie dowcipami. Choć przyznam szczerze, że jego skłonność do żartów i robienia różnych psikusów bywa niekiedy męcząca. Wtedy mówię mu: stop! - mówi z uśmiechem aktorka. Dla niego każda chwila spędzona z żoną to święto. - Kochamy się i nie robimy tego na pokaz. Mamy do siebie i swojego zawodu spory dystans. Albo się kocha i akceptuje swojego partnera bezgranicznie, albo nie - wyznaje aktor.

Trzydzieści lat temu kupili podupadłe gospodarstwo na Kujawach. - To jest nasz kawałek raju, gdzie na wyciągnięcie ręki mamy jezioro, las oraz błogą ciszę. Najbliższe zabudowania znajdują się kilka kilometrów od nas. W lecie śpimy na dworze na materacach, a razem z nami cały nasz zwierzyniec. Kiedyś była owca Mela. Uwielbiała wodę z ogórków kiszonych, które ukradkiem wypijała z garnka w kuchni. Chodziliśmy z nią na spacery, wzbudzając wielką sensację - opowiada Piotr. - Cieszymy się z tego kawałka ziemi jak dzieci. Być może osiądziemy tam na emeryturze - wtrąca Ewa.

Starość ich nie przeraża, bo mają siebie. Z takim kapitałem nic im nie straszne. - Jesteśmy w fajnym momencie życia. Wspólnie pracujemy, odpoczywamy i bawimy się - twierdzą zgodnie. Do wielu spraw podchodzą z dystansem. Nawet jeśli dochodzi do sprzeczek, nie trwają one długo. Małżonkowie wolą od razu powiedzieć, co im leży na wątrobie, zamiast zamiatać problem pod dywan.

- Lubimy ze sobą nie tylko pracować, ale też przebywać. Niektórzy z naszych kolegów ze studiów są już dawno po rozwodach, rodzinnych tragediach, dramatycznych rozstaniach. Przeżyli tanie i żałosne romanse, inni nieszczęśliwą miłość, ale we wszystkich przypadkach doprowadziło ich to do katastrofy rodzinnej - opowiada Ewa.

- I nagle okazało się, że wspaniały mąż i ojciec, który swoją łysiną oślepia wszystkich dokoła, dochodzi do wniosku, iż ma gęste włosy do ramion. Nie wyobrażam sobie, bym porzucił Ewę, nasze wspólne życie i barwną przeszłość jedynie dlatego, że spotkałem na swojej drodze atrakcyjną 18-latkę - zarzeka się Piotr Pręgowski.

- Ludzie traktują bliskich niczym talerz zupy. Jak ktoś jest za mało słony, dosalają. Kiedy niezbyt słodki, przesładzają - opowiada Piotr. - Zaś moja recepta na szczęście jest prosta: trzeba je złapać, mocno przytulić do serca i trzymać.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Rewia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje