Damian Aleksander ponad 20 lat temu zrobił furorę w "Idolu"
Damian Aleksander zaczynał najpierw jako uczeń, a potem aktor Teatru Muzycznego w Gdyni. Szybko jednak upomniały się o niego jeszcze większe sceny. W 2000 roku trafił do zespołu warszawskiego Teatru Muzycznego Roma, gdzie występował w głównych rolach w najbardziej znanych spektaklach, jak "Grease", "Koty" czy "Upiór w Operze".
To właśnie koleżanka z Romy zasugerowała mu, by zgłosił się do programu "Idol". Aleksander, który marzył wówczas o nagraniu pierwszej płyty, pomyślał, że byłby to dobry sposób na zyskanie popularności.
Jury było nim zachwycone i udało mu się dotrzeć do finału. Nie wygrał - jednak telewizja polubiła przystojnego szatyna. W 2009 nawet sam został jurorem - w jednym odcinku specjalnym "Jak oni śpiewają?" Polsatu, poświęconym musicalom.
Zaczęło się już wcześniej, od niewielkiej roli w serialu "Zostać miss", a później przyszła pora na takie produkcje jak "Kasia i Tomek", "Klan", "Lokatorzy" czy "Faceci do wzięcia". Jednak z małego ekranu zniknął 10 lat temu, po kilku odcinkach w 2016 roku w "Barwach szczęścia".
Damian Aleksander grał w najgłośniejszych musicalach. To robi teraz
Damian Aleksander dziś raczej unika blasku fleszy, ale bynajmniej nie zniknął ze sceny. W 2025 roku występował w musicalu "Wicked" w Romie, w roli czarodzieja, oraz spektaklu "Paryski spleen". Pojawia się też na deskach teatrów w Szczecinie, Wrocławiu i Łodzi oraz pracuje w dubbingu. Poza tym kończył studia w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku.
W nowej rozmowie z Plejadą aktor, który 21 kwietnia świętuje 50. urodziny, a w 2026 roku - jubileusz 30-lecia pracy artystycznej, mówi, że obecnie najważniejsze jest dla niego szczęście na scenie.
Nie ma długiej listy ról, które musi zagrać, ani ambitnych planów. Wystarczy mu to, co przynosi mu los. Czuje się też spełnionym, szczęśliwym artystą i nie przeszkadza mu, że nie jest już tak popularny, jak kiedyś. Wręcz przeciwnie - sława po programie "Idol" miała też swoją ponurą stronę.
"Oczywiście, każdy format ma swoje zasady. W tamtych czasach otwarte przyznanie, że idę do programu po to, żeby nagrać płytę, nie było dobrze widziane" - wspomina Damian, dodając, że wtedy po raz pierwszy spotkał się z ogromną krytyką w mediach.
Damian Aleksander gorzko o dzisiejszym show-biznesie
W wywiadzie Damian Aleksander przyznaje, że początkowo "ciągnęło go do telewizji, seriali i reklam, ale z czasem to pragnienie osłabło". W międzyczasie został wykładowcą akademickim, wydał tomik wierszy, nagrał płytę i stworzył własny festiwal muzyczny.
"Myślę, że większość prawdziwych aktorów największą satysfakcję czerpie właśnie z żywego kontaktu z publicznością na scenie. Te namacalne, głębokie doświadczenia dały mi o wiele więcej niż chwilowa popularność medialna" - tłumaczy teraz.
Artysta zauważa, że dzisiejszy show-biznes różni się do tego sprzed 30 lat. Dziś "coraz częściej większą uwagę przyciąga to, co dzieje się poza sceną - prywatne życie, kontrowersje, medialny szum". Jak mówi, media społecznościowe stworzyły zupełnie nową grupę gwiazd, które trafiają potem do telewizji i produkcji artystycznych.
"Nie mówię, że to coś złego, ale [...] tradycyjni artyści mogą być w pewnym sensie spychani na bok, jeśli chodzi o dotarcie do widza. Myślę, że wielu aktorów czuje się wtedy trochę zrobionych w balona. Przez lata przechodzi się żmudną, długą drogę edukacji i pracy nad sobą, a tu nagle ktoś bez tego warsztatu dostaje role tylko dlatego, że ma zasięgi" - mówi z goryczą.
Na koniec dodaje, że trzeba to po prostu zaakceptować, bo taki jest już dzisiejszy świat, a "ludzie znani z tego, że są znani" byli zawsze.
Zobacz też:
Tyle Zapendowska dostawała za odcinek "Idola". Kwota dziś nie do pomyślenia
Lata temu odeszła z "Idola" i zniknęła. Dziś wyjawia prawdę na swój temat
Ala Janosz wygrała pierwszą edycję "Idola" i zniknęła z mediów








