Cielecka wzięła udział w nietypowym projekcie. Oto co działo się z nią w trakcie
Jakiś czas temu ogłoszono, że w ramach rozgrywającego się w ostatni weekend czerwca Festiwalu Malta w Poznaniu Magdalena Cielecka podejmie się wymagającego wyzwania. Aktorka zdecydowała się wziąć udział w trwającym 24 godziny przedstawieniu z pogranicza teatru i sztuki performance'u.
W polskiej odsłonie "The Second Woman", jednego z najgłośniejszych projektów teatralnych ostatnich lat autorstwa Nat Randall i Anny Breckon, gwiazda spotkała się z setką wyłonionych w castingu mężczyzn (a zgłosiło się ich aż 705).
Wśród nich przeważali amatorzy, ale znalazło się i kilka znanych osób, m.in. Jacek Poniedziałek. Niestety ukochany Cieleckiej, Bartosz Gelner, nie mógł tego dnia jej towarzyszyć ze względu na własne zobowiązania i konieczność bycia na planie.
Z każdym z partnerów artystka odegrała około 10-minutową scenę rozstania, która mogła skończyć się na dwa sposoby: słowami "zawsze cię kochałem" albo "nigdy cię nie kochałem". Ponoć ostatecznie więcej razy ze sceny padło to pierwsze zdanie.
Tuż po zakończeniu wydarzenia 54-latka podzieliła się na gorąco swoimi odczuciami. Nie do wiary, co się z nią działo.
Cielecka przez dobę nie zeszła ze sceny. "Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam"
Pomimo spędzenia właśnie całej doby na scenie Cielecka zaraz po spektaklu wyszła do dziennikarzy, aby podzielić się z nimi wrażeniami.
"Na szybko mogę powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Emocje były megaduże. Ani przez chwilę nie poczułam zmęczenia, nie zmrużyłam oka. Właściwie nic nie jadłam poza tym, co było na scenie, bo naprawdę nie chciało mi się jeść. Czułam (...) [ekscytację - przyp. aut.] i wsparcie widowni" - mówiła w nagraniu, które znalazło się na oficjalnym instagramowym profilu festiwalu.
Nowością dla aktorki był nie tylko sam zamysł niezwykle wymagającego "The Second Woman", ale i to, co działo się w jego trakcie na widowni.
"Czułam się trochę jak (...) [gwiazda rocka], bardziej jak na koncercie, bo też ta świadomość sali, która wstrzymuje oddech, totalna cisza, a potem feria oklasków, plus na przykład, czego ja przecież z teatru nie znam, wszechobecne telefony i kręcenie (...)" - wyznała.
Cielecka przyznała, że w trakcie miała różne obserwacje i przemyślenia, na których podsumowanie z pewnością przyjdzie jeszcze czas.
Tuż przed ważnym wydarzeniem Cielecka nie kryła emocji. Tego dnia nie mogła liczyć na Gelnera
Nietypowy projekt od początku budził duże zainteresowanie mediów. Na 30 minut przed rozpoczęciem już umalowana Cielecka pomimo stresu odpowiadała na pytania dziennikarzy z godnym podziwu spokojem.
"Trochę się czuję jak sportowiec. Mam głupawkę, to pewnie z nerwów, ale też z ekscytacji. (...) Czuję ciężar wyzwania, czuję cały czas tę wielką niewiadomą, bo nie wiem, co mnie czeka. Nie wiem, jak to wytrzymam. Mam jakieś narzędzia, żeby to unieść, ale wydarzyć się może wiele. Wydarzyć się może wszystko. Też na tym polega ten projekt, dlatego tak mnie zainteresował, zafascynował" - wyjawiła.
Aktorka podkreśliła, że przedstawienie to jest dla niej wymagające pod wieloma względami i choć w istocie trudno się do niego w 100 proc. przygotować, kobieta starała się przed nim (mimo chociażby pracy na planie serialu) oszczędzać siły i o siebie dbać.
"Myślę, że jestem przygotowana. Przygotowywałam się bardzo intensywnie na różnych poziomach od kilku tygodni. Wczoraj mieliśmy też bardzo wyczerpującą próbę tutaj na miejscu (...)" - relacjonowała.
Zobacz też:
A jednak Cielecka ucięła plotki. Mówi wprost o "idealnym rozstaniu"
Plotkowano o rozstaniu Cieleckiej i Gelnera, a tu taki zwrot. Wydało się
Cielecka lata temu była zakochana w znanym reżyserze. Zostawiła go dla starszego aktora








