Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Była kochanka atakuje Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka!

Krzysztof Włodarczyk zapewnia, że zależy mu na dobru nieślubnej córki. W sądzie jednak nie stawił się.

We wtorek, 2 czerwca, odbyła się pierwsza rozprawa przeciwko sznanemu bokserowi. Pozwała go była kochanka, Magdalena Radomska (24 l.), domagając się alimentów na ich nieślubne dziecko, dziesięciomiesięczną Zuzannę.

Reklama

Pięściarz nie stawił się jednak w sądzie. - Przed rozprawą wysłał mi SMS z informacją, że dowiedział się o pozwie od dziennikarzy - mówi "Twojemu Imperium" powódka.

- Dziwne, że nie miał czasu zajrzeć do skrzynki. Ja dostałam zawiadomienie już w kwietniu. Zresztą wielokrotnie mówiłam mu o tym, że idę do sądu, i pytałam, czy odebrał wezwanie. Doskonale wiedział o tej rozprawie, lecz po prostu ją zlekceważył. Następna odbędzie się we wrześniu.

Telefony z pogróżkami

Magdalena Radomska jest zdeterminowana, by walczyć o dobro córki. Swojej krzywdy nie stawia na pierwszym miejscu, ale daje do zrozumienia, że czuje się głęboko zraniona.

- Wierzyłam, że z Krzyśkiem spędzę resztę życia. Wychowałam się w szczęśliwej, kochającej się rodzinie. Chciałam, żeby moja też taka była. Naprawdę bardzo go kochałam. Gdy zaszłam w ciążę, zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej. A teraz on stał się zupełnie obcą osobą - twierdzi, dodając, że nawet wtedy, gdy bokser ją adorował, miała burzliwą relację z jego żoną Małgorzatą.

- Telefonowała do mnie wielokrotnie, wyzywała od najgorszych, wygrażała, że nic nie dostanę, żebym zapomniała o jakichkolwiek pieniądzach. Jakby liczyły się tylko sprawy materialne - opowiada była kochanka boksera.

Rok temu, w okolicach Bożego Ciała, doszło do rękoczynów. Radomska była wówczas w dziewiątym miesiącu ciąży.

- Parę dni wcześniej wróciliśmy z Krzyśkiem z gór. On miał się przygotowywać do walki, więc powiedział, że w tym czasie nie będzie mieszkał ze mną. Siedziałam z koleżanką w ogródku restauracji na Wilanowie. Nagle zobaczyłam... Krzyśka z żoną i synem na rowerach! To był szok.

Dopiero co był ze mną, a tu nagle szczęśliwa rodzinka, jakby nigdy nic! Zobaczyli mnie. Gośka podeszła, zaczęła mnie wyzywać i szarpać. Kelnerka ją wyprosiła. Ale najbardziej zabolało mnie, że Krzysiek mnie z nią zostawił, po prostu odjechał z synem.

Jednej i drugiej obiecywał to samo

Po awanturze Magdalena pojechała do szpitala, bo bała się o dziecko. Następnego dnia zgłosiła napaść na policji. Wszczęto postępowanie, żona boksera była przesłuchiwana.

- Krzysiek wtedy powiedział, żebym wycofała skargę, bo robię patologię. Tak się wyraził. Wycofałam, ale dopiero po kilku miesiącach, gdy Gośka mnie przeprosiła - mówi.

Po narodzinach dziecka zaczął się dla mnie ciężki czas. Mała nie spała, płakała, ja byłam przemęczona. A do tego wszystkiego te awantury... Ona wciąż wydzwaniała do mnie z wyzwiskami. Wiele razy byłam też świadkiem kłótni Krzyśka z żoną. Telefonowała do niego, krzyczeli na siebie. On raz mieszkał u mnie, raz u niej. Miałam tego dość. Wiedziałam, że kariera jest dla niego bardzo ważna. I zdawałam sobie sprawę, że żona jest w tym wszystkim istotna, bo jej brat jest jednym z jego promotorów.

Radomska zadzwoniłam do żony boksera, by umówić się na rozmowę. Spotkały się. - Właśnie wtedy mnie przeprosiła. Okazało się, że Krzysiek jej mówi to samo, co mnie: że tylko z nią chce być. Wtedy powiedziałam Gośce, że kończę ten związek, bo nie będę żyć w kłamstwie.

Nienawidzę go za to, co zrobił mnie i córce

Decyzję o rozstaniu Magdalena podjęła również dlatego, że partner stał się agresywny. - Słabo panował nad sobą - twierdzi.

- Raz mną szarpnął, gdy miałam Zuzię na ręku. Uderzyłam głową o jej główkę. Ona płakała, a ja się przeraziłam. I dlatego wolałam się odciąć.

Czy Radomska pozbawi Włodarczyka praw rodzicielskich, jak radzą jej przyjaciółki? Bardzo wątpliwe.

- Nie wiem, co zrobię. Nie chcę, żeby dziecko tak cierpiało przez niego jak ja, ale chcę, żeby miało ojca. Z drugiej strony nienawidzę go za to, co nam obu zrobił. Nikt sobie nie zdaje sprawy z tego, co przeżyłam. Już nie mówię o tych przepłakanych nocach, o tym, jak mnie potraktował. Dla mnie najgorsze jest to, co zrobił Zuzi. Tylko matka może zrozumieć to, co ja czuję, widząc, jak on nie szanuje swojego dziecka. Tego nigdy mu nie wybaczę. 

***

Już po tej rozmowie Magdalena Radomska dodała, że trzy tygodnie temu bokser wyznał jej, że bardzo kocha ją, Zuzię i namawia do podwójnego życia. Później wysłał SMS z zapewnieniem, że to nie bzdura...

W rozmowie z tygodnikiem pięściarz wszystkiemu jednak zaprzeczył.

- Sądzę, że gdyby była świadoma, jakie konsekwencje grożą za oszczerstwa, to nie ośmieliłaby się mówić źle na mój temat - powiedział. Co ciekawe, byłą kochankę nazywa dziś "panią Magdą".

- Owszem, kiedyś moją żonę poniosły nerwy i zostało to zgłoszone na policję, ale ta sprawa już dawno jest za nami. A to, co wydarzyło się później, nie świadczy na korzyść pani Magdy. Gdybym opublikował te wszystkie obrzydliwe SMS-y, które do nas wysyła, nikt nie miałby wątpliwości, jaki jest z niej człowiek.

Czy ją pobiłem? To też kompletna bzdura. Kiedyś w nerwach spoliczkowała mnie i wtedy powiedziałem jej, że jeśli jeszcze raz podniesie na mnie rękę, to jej oddam. Tak też się stało. Była jedna sytuacja, gdy w naszym mieszkaniu zaczęła do mnie wyciągać ręce i wtedy ją po nich uderzyłem.

Nie wiem, dlaczego ona się tak zachowuje. Może rzeczywiście czuje się skrzywdzona. Z mojego punktu widzenia próbowaliśmy być razem. Nie wyszło nam i tyle, a teraz trzeba się zachować jak dorośli ludzie. Mamy razem dziecko i wypada podzielić się opieką nad nim. Po tym wszystkim, co już zrobiła pani Magda i jak mnie obsmarowała w prasie, nie ma mowy, bym do niej wrócił. Nawet gdyby mi z żoną nie wyszło.

Dziś żona zapewniła mnie, że nawet gdybyśmy się rozstali, to nie zabroniłaby mi kontaktu z synem. To pokazuje jej klasę i dojrzałość.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Diablo Włodarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje