Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Bohdan Smoleń: Szczęśliwy pomimo choroby

Bohdan Smoleń (69 l.), który jeszcze niedawno był w bardzo ciężkim stanie, powoli wychodzi na prostą. Czy to koniec jego problemów ze zdrowiem?

Chory Bohdan Smoleń od kwietnia, gdy koledzy zakończyli zbierać na jego leczenie pieniądze, ponownie kilka razy trafiał do szpitala na leczenie. "Ostatni raz było to podczas tegorocznych wakacji w sierpniu - mówi "Życiu na Gorąco" Joanna Kubisa z Fundacji Stworzenia Pana Smolenia i dodaje, że artysta ma problem z przełykaniem, co zagraża jego życiu i może skutkować zachłystowym zapaleniem płuc.

"Kilka pobytów w szpitalu pana Bohdana nadszarpnęło naszą kupkę pieniędzy, którą udało się zebrać. A jak jest teraz? Skoro jeszcze ich wystarcza, to nie narzekam" - uważa Joanna.

Reklama

Było bardzo źle, ale na szczęście jest lepiej

Wiosną do artysty, dzięki koncertom charytatywnym i aukcjom, trafiło ponad 100 tysięcy złotych, za które Bohdan Smoleń rehabilituje się i pracuje z logopedą (w tym 20 tys. zebrali czytelnicy "Retro"). Wszystko po to, żeby jak najbardziej zniwelować skutki ostatniego wylewu, jakiego doznał w ubiegłym roku.

W ciągu kilku lat satyryk miał trzy udary i to one poczyniły największe spustoszenie w jego organizmie. Artysta ma teraz poważne problemy z poruszaniem się i komunikatywną mową. W przeszłości chorował też na gruźlicę, raka. Wszczepiono mu rozrusznik serca. Satyryk nigdy nie ukrywał swojej słabości do papierosów, które również zrujnowały organizm.

Największe jednak nieszczęścia zdarzyły się w życiu rodzinnym. W 1989 roku 15-letni syn Piotr odebrał sobie życie. Rok później tragedii nie udźwignęła żona satyryka, Teresa, która również popełniła samobójstwo. Bohdan Smoleń, który został sam z dwójką synów, popadał w depresję. Na kilka lat wycofał się z życia publicznego i zawodowego. W końcu jednak odnalazł sens życia.

W 2007 roku założył Fundację Stworzenia Pana Smolenia, która poprzez hipoterapię pomaga chorym dzieciom. Jednak w 2011 roku fundacja zaczęła podupadać, zaczęło brakować funduszy na pomoc dzieciom. Dlatego satyryk, gdzie tylko mógł, apelował o pomoc oraz pieniądze na siano dla koni, remont boksów i wolontariat. Niestety odzew dobrych ludzi nie był wystarczający. To wszystko sprawiło, że znowu się załamał.  Dwa lata temu znalazł się na wózku inwalidzkim. Zupełnie stracił ochotę do życia.


Dziś wydaje się, że to przeszłość. Coraz bardziej widoczne są efekty leczenia. Z mową czyni postępy. "Mówi, choć czasem musi coś powtórzyć kilka razy, bym go zrozumiała. Jeśli chodzi o chodzenie, to efekty są mniej zadowalające. Niestety, nie rehabilitujemy go codziennie, bo nie można go przemęczać. To rehabilitant uznaje, ile i kiedy, a my go słuchamy. Ale w porównaniu z zeszłym rokiem jest naprawdę lepiej" - mówi w rozmowie z tygodnikiem Joanna i dodaje, że zebrane fundusze, na chwilę obecną, pozwalają na zatrudnienie wykwalifikowanych opiekunów medycznych.


Znacznie poprawiło się także samopoczucie satyryka. Dlatego wychodzi już do ludzi i do zwierząt! "Niedawno zaprosiłam kolegów Bohdana, którzy tak pięknie pomogli. Nie wszyscy mogli przyjechać. Rozumiem, to ludzie zajęci, ale byli na przykład koledzy z pierwszego składu zespołu Pod Budą. Było to piękne spotkanie" - opowiada Joanna.

"Jeśli jest dobry dzień, a Bohdan lepiej się czuje, to czasami spotka się z pacjentami, ich rodzinami, ludźmi, których zna. Posiedzi z nami na werandzie czy przy ognisku. Albo podkarmia konie. Zawsze pamięta o koniu Czekanie, policyjnym emerycie".

Zbawienny wpływ dogoterapii

O tym, że ze zdrowiem i samopoczuciem Bohdana Smolenia jest coraz lepiej, może świadczyć fakt, że ostatnio poprosił o psa. Dla siebie. "To border collie. Prezent od państwa, którzy wsparliście pana Bohdana, bo kupiłam go za pieniądze, które tak hojnie ofiarowaliście jemu" - wyjaśnia Joanna, która już widzi znakomity wpływ psa na artystę.

"Gdy go pierwszy raz zobaczył, to powiedział, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Dlatego nie było innego wyjścia i pies dostał imię Lucky (szczęśliwy - red.). Teraz to jego oczko w głowie. Zresztą obaj uwielbiają się. Pies siedzi mu cały czas koło nogi albo wyciąga na spacer na podwórko. Dogoterapia działa" - cieszy się Joanna.

***

Zobacz więcej z życia celebrytów:

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bohdan Smoleń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy