Przejdź na stronę główną Interia.pl

Beata Tadla padła ofiarą oszustów! "To są obrzydliwe metody"

Ostatnie miesiące były dla niej wyjątkowo trudne. Beata Tadla (42 l.) miała w tym roku wyjść za mąż, tymczasem zamiast upragnionej ceremonii dostała bolesną lekcję od życia - Jarosław Kret (54 l.) rzucił ją, swoją decyzję oznajmiając w... wywiadzie! Teraz dziennikarka kolejny raz została boleśnie doświadczona przez los.

Kilka dni temu jej spokój zakłócił dźwięk telefonu. Nieznajoma osoba zapytała ją o... proszki na odchudzanie. Zdezorientowana dziennikarka szybko się rozłączyła. Ale telefon zadzwonił znowu. Tym razem usłyszała inny głos w słuchawce, ale pytanie było to samo. Co to miało znaczyć?

Reklama

Zaniepokojona włączyła komputer. W ciągu kilku sekund dotarło do niej, co się dzieje: ktoś w perfidny sposób wykorzystał w reklamie jej zdjęcia i wymyślony wywiad do promowania środków odchudzających!

Gdy pierwszy szok minął, z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Czemu los tak się na nią uwziął?! Wiedziała jednak, że musi wziąć się w garść. A w tej sytuacji pozostało jej tylko jedno: jak najszybciej obnażyć nieuczciwość producenta, publikując w internecie mocny komentarz.

"Nie reklamuję żadnego produktu na odchudzanie! Padłam ofiarą oszusta, który posłużył się moim wizerunkiem, wymyśloną historią, nieprawdziwymi cytatami. To są obrzydliwe metody! Informuję, że podjęłam odpowiednie kroki, bo próba zbicia kapitału czyimś kosztem bez jego wiedzy, woli i zgody to zwykłe chamstwo, a przede wszystkim działanie wbrew prawu!" - oświadczyła Beata Tadla.

Im dłużej wpatrywała się w reklamę, na której umieszczono jej zdjęcie w dopasowanej złotej kreacji, tym jej wściekłość rosła. Ona miałaby zachęcać do kupowania i stosowania takiego preparatu? Nigdy! Dlatego kolejne zdania oświadczenia formułowała jeszcze mocniej:

"Zostałam zalana prośbami o wysyłkę chemicznego środka, z którym nie mam nic wspólnego. Powtarzam: nie sprzedaję, nie polecam, nie stosuję żadnych produktów na odchudzanie! Proszę do mnie w tej sprawie więcej nie pisać!".

Wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się nie tylko po internecie. Na szczęście Beata Tadla ma wokół siebie życzliwe osoby. Nie tylko takie, które jej wysłuchają, ale również doradzą, co robić.

"Kiedy zadzwoniła do mnie, by powiedzieć o tym, co się stało, była bardzo zdenerwowana. Nie chce się wierzyć, że ludzie potrafią być tak bezczelni! Doradziłem jej, aby weszła na drogę prawną. Przecież nikt nie może bez zgody gwiazdy używać jej zdjęć do promowania swoich produktów" - mówi w rozmowie z "Rewią" lekarz medycyny estetycznej Krzysztof Gojdź.

"Beata wygląda świetnie i dużo się o niej ostatnio mówi, ale to nie powód, by ktoś to wykorzystywał do zrobienia pieniędzy" - podkreśla zbulwersowany.

Beata Tadla nie jest pierwszą polską gwiazdą, której wizerunek został bezprawnie wykorzystany. Kilka lat temu Natalia Siwiec (33 l.) przekonała się, jak łatwo stać się ofiarą nieuczciwych producentów kosmetyków - ktoś wykorzystał jej wizerunek, by zareklamować środek do wybielania... odbytu.

W podobną aferę została zamieszana również Katarzyna Cichopek (36 l.). W obu sytuacjach sprawa skończyła się w sądzie. Teraz wszystko wskazuje na to, że i Beata Tadla nie odpuści oszustom...

Na szczęście ma blisko siebie rodzinę i wypróbowanych przyjaciół. To oni byli przy niej, kiedy przeżywała pierwszy szok i bardzo jej pomogli. Ma też "Taniec z gwiazdami". Codzienne treningi z uroczym Janem Klimentem (43 l.) dają jej wiele radości i satysfakcji. I na przekór złym ludziom i przeciwnościom losu idzie w programie jak burza...

***

Zobacz więcej materiałów:

Reklama

Reklama

Reklama