Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Beata Kozidrak: Jestem spełniona i szczęśliwa

Podczas sopockiego Polsat SuperHit Festiwalu widzowie Polsatu i zgromadzona w Operze Leśnej publiczność będą mieli okazję zobaczyć wyjątkowy koncert Beaty Kozidrak i Bajmu. Artystka wraca na scenę po przerwie spowodowanej pandemią, ale wolny czas wykorzystała niezwykle twórczo. Napisała autobiografię, która już stała się bestsellerem, nagrała nowe utwory, teledysk. W rozmowie z nami Beata Kozidrak zdradza, skąd czerpie energię, by realizować wszystkie swoje pomysły i dlaczego nie warto bać się życiowych zmian. A także - co usłyszymy podczas sopockiego koncertu "Płynie w nas gorąca krew"!

Pomponik: Cieszy się Pani z powrotu na scenę?

Beata Kozidrak: Nie mogę się doczekać tego spotkania! Jak większość artystów stęskniłam się za koncertami i bardzo mi brakowało tej energii, która jest między publicznością a nami. Życie artysty bez publiczności nie ma sensu.

Pani ma niezwykły kontakt z publicznością. Podczas Pani koncertów dzieje się magia. Słyszałam, że godzą się ze sobą zwaśnione rodziny...

Zawsze powtarzam, że muzyka łączy. Tak właśnie się stało podczas mojego występu w Krakowie. Graliśmy wtedy akustycznie w mniejszej sali, publiczność była blisko artystów. Dobierając repertuar wpadłam na pomysł, żeby w trakcie koncertu rozmawiać z publicznością. Zadawałam pytania, ktoś z publiczności odpowiadał. W pewnym momencie podeszła do mnie młoda dziewczyna i powiedziała, że jej cała rodzina pokłóciła się przed koncertem, ale wcześniej kupili bilety, więc jednak przyszli razem. I podczas piosenki "Biały stół", którą zaśpiewałam, popłakali się ze wzruszenia i pogodzili. Byłam w szoku i też uroniłam łzę, a potem spotkaliśmy się i porozmawialiśmy. Ta trasa była naprawdę wyjątkowa, wiele wspaniałych rzeczy się wydarzyło dzięki tej bliskości. "Biały stół" to nie jest jakiś hit. To piękna piosenka o bezwarunkowej miłości. "Jeżeli kiedyś wrócisz nakryję biały stół/Uciszę w sobie smutek radosny będzie dom/Przepraszam Cię za wszystko co we mnie było złe/Dziś dobrze to rozumiem czym zraniłam Cię". Przysięgam, że łzy widziałam nie tylko u kobiet, mężczyźni też wycierali oczy. Cieszę się z takich głębokich emocji, bo muzyka musi być po coś.

Reklama

Pani życie ostatnio bardzo się zmieniło. Czy będzie to miało wpływ na Pani muzykę? Zobaczymy nową odsłonę Beaty? 

Moje życie od kilku lat zmienia się na korzyść. Wyszła moja książka, nagrałam nowe piosenki, nowy singiel "Gambit", teledysk. Jestem bardzo twórcza i myślę, że wciąż będę was zaskakiwać - siebie samą również.

Przebudowała Pani całe swoje życie. Skąd miała Pani tyle siły, żeby to zrobić? Co Panią napędza? 

Nie możemy się zamykać w stereotypowym myśleniu, że po 50. czy 60. kobieta ma się schować do skorupy i czekać nie wiadomo na co. Trzeba pracować, tworzyć, realizować swoją pasję. Moją pasją jest muzyka. Jestem pozytywnym przykładem kobiety dla której pesel nie jest ważny - ważne jest to, kim się jest i co się chce w życiu zrobić.

Cały czas czuję w sobie potencjał, pomysły mnie nie opuszczają i wciąż mam mnóstwo nowych. Właśnie to mnie napędza. Poza tym czuję się osobą spełnioną i szczęśliwą. Zarówno w życiu prywatnym jak i artystycznym. Mam coraz młodszych fanów, dla nich jestem po prostu Beatą, która nie boi się wyzwań artystycznych. To cudowne, że piosenki, które mają naprawdę wiele lat stają się dla nich drogowskazem, rodzajem hymnu, jak "Co mi Panie dasz" czy "Biała armia". Kiedy widzę jak mój dorobek jest odbierany przez naprawdę młodych ludzi, zapominam ile mam lat. Dla mnie ważne jest to, że mam takich słuchaczy. Oczywiście to jest wyzwanie, bo zawsze muszę wiedzieć w jakim kierunku idę muzycznie. Ale intuicja mnie nie zawodzi, więc będzie się działo! Obiecuję.

Beata Kozidrak: "Pytali mnie, o czym śpiewam. Odpowiedziałam, że o życiu prostytutki"

Powiedziała Pani, że "kobiety powinny celebrować swoją kobiecość w każdym wieku, w każdym wieku zasługujemy na miłość." Czym dla Pani jest kobiecość?

Kobiecość to seksapil, połączenie delikatności i zdecydowania, kiedy tego wymaga sytuacja. Jestem artystką na scenie i bizneswoman w swojej firmie. Zatrudniam wiele osób, więc czasem muszę być twarda w negocjacjach i nad wszystkim panować. To duża odpowiedzialność, ale przynosi mi wielką satysfakcję. Ostatnio w rankingu najlepszych kobiecych marek osobistych Forbesa zajęłam 16 miejsce. Ale jednocześnie w środku jestem delikatną kobietą, która uwielbia adorację mężczyzny. I w jego ramionach jestem po prostu kobietą, która potrzebuje opieki i miłości. Najważniejsze jednak, że wiem czego chcę i w którym kierunku podążam.

Sceniczne metamorfozy Beaty Kozidrak. Zawsze lubiła przykuwać uwagę!

Zdecydowała się Pani otwarcie opowiedzieć o swoim rozwodzie. To trudny moment dla każdego, Pani historia świadczy o tym, że można przez to przejść z klasą. 

To był proces, który postępował. Szczerze piszę o tym w mojej książce, ale nie robię z tego medialnego szumu, na którym miałabym zbić jakiś kapitał, czy wzbudzić sensację. Nigdy tego nie robiłam. Wiadomo jednak, że jestem osobą publiczną i wszystko co robię jest nagłaśnianie. Tak też było w tym przypadku, choć skala mnie zaskoczyła. Ale rozwiedliśmy się z klasą. Współpracuję z moim byłym mężem i nasze relacje są bardzo pozytywne.

Andrzej podczas Polsat SuperHit Festiwalu będzie obchodził 45 -lecie pracy w show-biznesie, bo pracował jeszcze zanim założyliśmy Bajm. Będziemy to razem celebrować w Sopocie. Mamy do siebie duży szacunek, choć nasze drogi się rozeszły. On jest szczęśliwy i ja jestem szczęśliwa, często ze sobą rozmawiamy. Każde z nas idzie do przodu i życzymy sobie naprawdę wszystkiego co najlepsze.

"Jestem zakochana. Muszę być zakochana, bo nie chcę być nieszczęśliwa". To Pani niedawna wypowiedź. Czyli jest ktoś w Pani życiu?

Tak. Jest fajna relacja i ciekawa historia, ale zostawię ją na następną książkę (śmiech). Wierzę, że wszystko co mnie spotyka w życiu jest po coś. Uczę się, wyciągam wnioski, lubię się otaczać ludźmi, którzy mi dodają energii, a nie ją odbierają. To jest naprawdę bardzo istotne - nie tylko w pracy, ale w ogóle w życiu. Musiałam się tego nauczyć i zajęło mi to wiele lat. Mam pozytywną energię - myślę, że zarażam nią ludzi. I różnych ludzi ta energia przyciąga - zwłaszcza w moim przypadku, bo jestem osobą publiczną. Jednak nauczyłam się eliminować tych, z którymi nie jest mi po drodze i którzy zatruwają moją przestrzeń osobistą.

Pani autobiografia jest bardzo szczera. W jakiś sposób odsłania się Pani. Jak fani to przyjęli? 

Odsłaniam się na tyle, na ile chciałam się odsłonić. A komentarze, które ukazują się od momentu premiery są cudowne. Nie tylko od ludzi, którzy kupili książkę, bo mnie kochają czy szanują. Mam bardzo dużo pochlebnych maili od ludzi, którzy zajmują się profesjonalnie literaturą, że jest ona świetnie napisana i gdy zaczęli czytać świat przestał dla nich istnieć. To dla mnie coś niesamowitego, bo do tej pory wydawałam płyty, a to zupełnie inny rodzaj twórczości. Pisząc o sobie nie miałam zamiaru dostarczać tematów na pierwszą stronę gazetom plotkarskim. Chciałam pokazać Beatę, kobietę, która jest taka a nie inna. I przeklnie, i tupnie, i napije się wina, ale też opowiadam w jakich momentach napisałam hity, które doskonale znacie, ale nie wiedzieliście dlaczego one powstały.

Bardzo mnie wzruszyła opowieść o piosence "Różowa kula". Znam ją na pamięć od lat, ale nie wiedziałam, że to prawdziwy opis Pani relacji z tatą. 

Właściwie wszystkie moje teksty powstały na postawie prawdziwych historii, choć nie zawsze moich. O wielu z nich jak choćby o "Różowej kuli" mogliście dowiedzieć się właśnie z książki. Dostaję mnóstwo zdjęć, ludzie fotografują się z moja książką przy sercu i piszą: “Beata, jadę z tobą na wakacje". Pokazałam w niej też, że zawsze można zmienić swoje życie, a zmiany, choć czasami trudne, wyzwalają nas, pokazują inną drogę. Zamykają się jedne drzwi, ale otwierają kolejne. Myślę, że dałam kobietom siłę, aby nie bały się podejmować trudnych, ale własnych decyzji.

Co usłyszymy w Sopocie?

Chcemy połączyć świeżość i legendarne hity. Będą więc moje nowe piosenki i oczywiście przeboje zespołu Bajm. Mam nadzieję, że publiczność będzie się dobrze bawić, już nie mogę się doczekać tego spotkania.

Miliony fanów włączą Polsat i zasiądą przed telewizorami. 

Tak! Oglądajcie i śpiewajcie razem z nami! Ja zapraszam na koncert Beaty i Bajmu "Płynie w nas gorąca krew".

Koncert Beaty Kozidrak i Bajmu widzowie, którzy nie mogą dojechać do Sopotu, zobaczą już w piątek, o 20 na antenie Polsatu, wprost z Opery Leśnej. Zapraszamy!

Kayah: Zmieniam kryzysy w siłę!

Michał Szpak przed występem w Sopocie: Rozpoczynam nową podróż

Karolina Gilon i Maciej Dowbor przyłapani!


pomponik.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje