Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Beata Kawka: Stworzyłam sobie swój teatr

Bywa, że zawód aktora i osoby związanej z teatrem rodzi duże problemy. Beata Kawka (52 l.) sama się o tym przekonała. Przez dwa sezony pracowała w Teatrze Miejskim w Lesznie jako dyrektor artystyczny. W 2018 roku została zwolniona z powodu „utraty zaufania” przez prezydenta miasta. Aktorka skierowała pozew do sądu. W październiku sąd zarządził odszkodowanie dla niej za nieuzasadnione zwolnienie.

Mówi pani, że teatr to ludzie, czyli zespół artystyczny. Pani współpracownicy jednomyślnie odeszli razem z panią z Teatru Miejskiego w Lesznie.

Reklama

Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego ludzie zawsze za mną idą. Jeśli chodzi o moje studio dźwiękowe, to stworzyłam je z ludźmi, z którymi pracowałam w poprzednich studiach. Teraz działamy jako Film Factory Studio. Wiem, że nawet jak mnie tam nie ma, to wszystko działa. Mój tata zawsze mówił, że warto być przyzwoitym. Myślę, że moja przyzwoitość, to jest to, że przez trzydzieści lat stworzyłam markę, która się nazywa "Beata Kawka". Wiem, że jeśli poproszę kogoś o pomoc, to ją otrzymam, dlatego że sama dawałam przez całe życie dużo, także dobrej energii. Poza tym jestem znana z uczciwości. Tak samo jest w moim domu, który tworzy grupa przyjaciół, potem ta grupa rozrasta się w zespół artystyczny FETY. To wszystko pięknie się łączy.

A co łączy pani zespół?

Pokora. Sama mam w sobie bardzo dużo pokory wobec świata, wobec ludzi, wobec tego, co mnie spotyka i z takimi ludźmi jest mi łatwiej iść po drodze.

To spora odpowiedzialność, bo w pani zespole jest wielu młodych aktorów, którzy dopiero wchodzą w zawód. Czy czuje się pani ich mentorem?

Kiedy tworzyłam zespół artystyczny w Lesznie, to zaprosiłam przede wszystkim ludzi młodych. Młodym ludziom będzie też służyć fundacja. Młodzi ludzie to jest podstawa naszej działalności. Zaczynając ten rozdział w swoim życiu, oprócz poczucia misji, miałam poczucie odpowiedzialności za tę grupę, która cechuje się bardzo wysoką kulturą aktorską i artystyczną, grupa, która się zaprzyjaźniła, grupa, która odeszła z teatru na znak solidarności ze mną. Chociaż tego nie oczekiwałam. Uważałam, że powinni zostać, grać i zarabiać pieniądze. A oni odeszli, wiedząc jak mnie potraktowano. Stąd narodził się pomysł fundacji.

Pani teatr nie ma jednak własnej sceny?

Wymyśliłam, że każde przedstawienie będziemy realizować w innym teatrze. Pierwszym gospodarzem, który okazał nam wielkie serce i zaprosił nas na swoją scenę jest Tadeusz Słobodzianek, dyrektor warszawskiego Teatru Dramatycznego, któremu bardzo spodobała się idea spektaklu "Projekt Laramie" w reż. Michała Gielety. Premiera odbyła się 20 września - na Scenie na Woli. Dostajemy już zaproszenia z różnych miejsc Polski. Tak będzie także z "Jaskółeczką", która jest moim ukochanym spektaklem. A potem ruszymy w Polskę i będziemy pokazywać nasze sztuki publiczności.

Pani córka postanowiła pójść podobną ścieżką. Od trzech lat mierzy się z zawodem aktorki. Obserwuje ją pani i doradza jej?

Tak, ale dopiero teraz dotarło do niej, że musi czekać na ten telefon od pracodawcy, więc zaczęła staż w fundacji, w studiu dźwiękowym i myślę, że będzie też producentką. Dobrze jej idzie. Prowadzi sekretariat, jest kierownikiem produkcji, zajmuje się PR-em fundacji, a od października rozpoczyna kolejne studia, żeby mieć odpowiednie narzędzia marketingowe. Poza tym gra w spektaklach, filmach, serialach. Cieszę się, że mam następczynię, która wreszcie zrozumiała, że to małe imperium, które zbudowałam, jest także częścią jej życia. Będąc aktorem warto mieć drugi zawód.

Zuzanna kształciła się w Krakowie. Potem był Madryt i Poznań. Jest pani z niej dumna?

Jestem! Od czasu, kiedy Zuzka zaczęła kojarzyć świat, namawiałam ją do opuszczenia bezpiecznego gniazda tak szybko, jak się da. Tłumaczyłam, że wyjeżdża się po to, aby zobaczyć swój dom, swój kraj z dystansu, bo tylko tak będzie mogła docenić też naszą relację. Wróciła z Madrytu w moje 50. urodziny i dostałam od niej szkatułkę z napisem "50 powodów, dla których jesteś dla mnie autorytetem", a w niej pięćdziesiąt karteczek z uzasadnieniem. To mnie wzruszyło.

Za co córka panią ceni?

Napisała, że za bezkompromisowość, uczciwość i, że nie ulegam wpływom. Że jestem dobrym człowiekiem. Za to, że jestem najlepszą matką na świecie.

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:

Dowiedz się więcej na temat: Beata Kawka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje