Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Artur Żmijewski: Przed nim i żoną Pauliną kolejne trudne chwile?

Przez ćwierć wieku Artur (51 l.) i Paulina (49 l.) Żmijewscy byli wzorowym małżeństwem. Rok temu ich związek znalazł się na zakręcie. Mało kto wiedział, jaki dramat rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami. Dziś mozolnie odbudowują szczęście, choć przykre wspomnienia powracają. Żona aktora usłyszała niekorzystny dla siebie wyrok.

W ubiegłym roku rzadko można ich było spotkać na salonach, choć był to dla nich wyjątkowy czas, świętowali bowiem 25. rocznicę ślubu. Artur i Paulina Żmijewscy unikali bankietów, a jeśli już na którymś się pojawili, na twarzy żony aktora nietrudno było dostrzec napięcie. 

Reklama

Mało kto przypuszczał, że za drzwiami ich idyllicznego domu w Chotomowie rozgrywał się dramat. Żmijewski szczerze opowiedział o wszystkim późną jesienią w sądzie, do którego został wezwany w charakterze świadka. 

- Nasze życie rodzinne ucierpiało. Coraz częstsze były awantury. W domu panowała nerwowa atmosfera. Doszło nawet do tego, że żona brała silne leki uspokajające - wyznał Artur. 

Powodem kłótni w uchodzącym za najbardziej wzorowe w show-biznesie małżeństwo były artykuły w lokalnej prasie, które w złym świetle przedstawiały działalność zawodową żony aktora. Paulina Żmijewska jako współwłaścicielka działającej od prawie 20 lat w Legionowie spółki, posiada dwa prywatne przedszkola, dwie szkoły podstawowe oraz gimnazjum. 

To właśnie powstanie ostatniego wzbudziło podejrzenia dziennikarzy "Mazowieckiego To i Owo". Wątpliwości dotyczyły sposobu przekazania w 2015 roku, bez przetargu i na korzystnych warunkach, należącej do miasta działki na rzecz prywatnej spółki Żmijewskiej. W sprawie sprzedaży terenu, na którym stoi gimnazjum, prowadziła również śledztwo prokuratura Okręgowa Warszawa Praga. Umorzono je w 2016 roku. 

Cała sprawa, spowodowała, że żona aktora wycofała się z życia towarzyskiego. 

- Nie chciała narażać się na kolejne pytania ze strony znajomych i rodziny w zakresie zarzutów stawianych jej w inkryminowanych publikacjach. Także relacje z najbliższymi zmieniły charakter z uwagi na ciągły stres i zdenerwowanie - tłumaczył Artur. 

Kiedy prokuratura umorzyła śledztwo, Paulina poczuła, że sprawiedliwości stało się zadość. 

- Spodziewałam się tego. Od wielu lat działamy w oświacie w Legionowie, zawsze zgodnie z prawem i nie wyobrażałam sobie, żeby mogłoby to się inaczej zakończyć. Byliśmy niezmiernie zdziwieni całą tą sytuacją i obrotem sprawy. Zrobiono aferę z tego, że w mieście ma powstać kolejna placówka oświatowa - opowiadała Żmijewska na jednym z regionalnych portali. 

Jednak w czerwcu 2017 roku prokuratura wznowiła zamknięte dochodzenie. Nerwy zaczęły się na nowo. Paulina wraz ze wspólnikami postanowiła wytoczyć proces lokalnej gazecie, który zakończył się w grudniu wyrokiem dla niej niekorzystnym. 

Sąd oddalił 9 z 11 zarzutów Żmijewskiej oraz jej spółki, w tym roszczenia finansowe o 100 tys. zł zadośćuczynienia. Paulina żądała również usunięcia wszystkich dotyczących jej spółki artykułów z internetu, a także bezterminowego zakazu publikacji informacji związanych ze spółką i budzącą wątpliwości transakcją. 

- Jesteśmy zadowoleni z wyroku - powiedział w rozmowie z tygodnikiem "Dobry Tydzień" redaktor naczelny legionowskiego tygodnika, Maciej Lerman. - Pokazuje on, że byliśmy rzetelni i napisaliśmy prawdę. Pani Paulina Żmijewska, mimo starań z naszej strony, nie zdecydowała się rozmawiać z naszymi dziennikarzami - tłumaczył. 

Niestety, "Dobremu Tygodniowi" żona aktora również odmówiła komentarza. 

Mieszkańcy Legionowa znają państwa Żmijewskich i mają o nich dobrą opinię. Artur jest Honorowym Obywatelem miasta, bierze udział w wielu lokalnych wydarzeniach. Tutaj w liceum ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w 1984 roku przyszły aktor poznał Paulinę. 

Przypadkiem wpadli na siebie na szkolnym korytarzu. Kiedy rozpoczął naukę w PWST w stolicy, byli już parą. Żmijewski nie zdecydował się zamieszkać w akademiku, nie pociągało go życie studenckie. Co dzień wracał do domu, w którym mieszkał z mamą. Jego rodzice rozwiedli się, gdy miał 9 lat. Bezpieczny świat dziecka rozsypał się jednego dnia na drobne kawałki, musiał szybko dorosnąć. 

- Chciałbym, żeby moje dzieci nigdy nie przeżyły tego, co ja przeżywałem - mówił w jednym z wywiadów. 

Z Pauliną, absolwentką politechniki, ożenił się w 1992 roku. Zbudował rodzinę o jakiej zawsze marzył. Na świat przyszło troje dzieci: Ewa (25 l.), Karol (18 l.) i Wiktor (16 l.). 

Żonie jest wdzięczny, że stworzyła cudowne, ciepłe miejsce, do którego uwielbia wracać. - Ja pracuję na utrzymanie rodziny, ale to Paulina nadaje kształt domowi, tworzy jego klimat - podkreślał. 

Zawsze panował u nich spokój i miłość. Dla aktora przez całe życie bliscy byli na pierwszym miejscu. Potomstwo wychowywał w tradycyjnych wartościach. 

- Wszystko zostało jasno określone w dekalogu, niczego więcej nie trzeba tu kombinować. Jeśli dziecko tego się nauczy, cała reszta idzie jak z płatka - opowiadał. 

Kiedy w jego małżeństwie pojawiły się problemy i kłótnie, starał się łagodzić napięcia. Powtarzać żonie, żeby zachowała spokój. Bardzo wspierał Paulinę podczas rozpraw. 

Żmijewski wierzy, że wszystko wkrótce skończy się dla nich pomyślnie i żona ukoi skołatane nerwy. Stara się też w większym stopniu przejąć domowe obowiązki i zorganizować jej czasem uroczy wieczór, by zapomniała o kłopotach. 

- Droga do serca kobiety prowadzi przez... żołądek! Tak jak do mężczyzny. Tylko kobiecie trzeba jeszcze kupić kwiaty, biżuterię, albo piękną bieliznę. A potem zarezerwować miejsce na kolację - mówił. 

Przed nimi trudne dni. Żmijewska i gazeta planują odwołać się od wyroku. Żonę aktora znów czekają zeznania w sądzie. Na szczęście ma przy sobie Artura.

***
Zobacz więcej materiałów:

Dowiedz się więcej na temat: Artur Żmijewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje