Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Antoni Pawlicki i ksiądz Jan Kaczkowski: historia niezwykłej przyjaźni

To niezwykła przyjaźń. Połączyła popularnego aktora, Antoniego Pawlickiego (32 l.), i księdza Jana Kaczkowskiego (†38 l.), który niezłomnie walczył o każdy dzień życia.

Od przeszło trzech lat ksiądz Jan Kaczkowski zmagał się z nowotworem mózgu - glejakiem. 

Reklama

Antoni Pawlicki przeczytał jego książkę z 2013 roku pt. "Szału nie ma, jest rak" i zapragnął go poznać. 

Aktor razem ze swoim ojcem Tadeuszem Pawlickim, reżyserem i operatorem, postanowili nakręcić film dokumentalny o księdzu i stworzonym przez niego Puckim Hospicjum pw. św. Ojca Pio. 

Ksiądz Jan zgodził się i tak rozpoczęła się historia tej niezwykłej przyjaźni gwiazdy kina i umierającego duchownego, której efektem jest film "Śmiertelne życie". 

W ciągu dwóch lat aktor spotkał się z księdzem kilka razy. Wiele godzin spędzonych na rozmowach z duchownym zmieniło go, uwrażliwiło na problemy, o których do tej pory nie myślał. 

Jego życiem były plany zdjęciowe, premiery, pozowanie na ściankach, egzotyczne podróże. Teraz mógł z bliska przyjrzeć się funkcjonowaniu hospicjum. 

- Młodym ludziom wydaje się, że są nieśmiertelni. A tak wcale nie jest. Zaprosiłem księdza Jana na plan "Czasu honoru". Podczas wojny młodzi ludzie ginęli za ojczyznę, to była śmierć bohaterska. Zupełnie inaczej wygląda odchodzenie ludzi starych czy schorowanych, często samotnych, opuszczonych przez rodziny. A my nie potrafimy rozmawiać o umieraniu. Ksiądz Kaczkowski pokazał mi kompletnie nową dla mnie postawę wobec śmierci - mówi "Dobremu Tygodniowi" Pawlicki. 

Niektórzy zarzucali kapłanowi, że był onkocelebrytą.

- Ja nie mam parcia na szkło. Ewentualnie już tylko mogę mieć parcie na trumnę, ale póki mnie Pan Bóg na tej ziemi trzyma, będę starł się pracować tak, jak umiem najlepiej - mówił duchowny z właściwym sobie poczuciem humoru. 

Antoniemu zależy, by jak najwięcej osób dowiedziało się o księdzu Kaczkowskim.

Opowiedział o nim m.in. swojej ukochanej, Agnieszce.

- Kupiłam książkę księdza "Życie na pełnej petardzie" i mam jego autograf. To był dla mnie wzruszający moment. Podziwiam szczerość i mądrość księdza - mówi "Dobremu Tygodniowi" Więdłocha. 

W ostatnich tygodniach stan księdza Jana pogorszył się. Rodzina prosiła o modlitwę, a przyjaciele włączyli się w nią całym sercem.

28 marca 2016 roku ksiądz Jan Kaczkowski zmarł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje