Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Anna Wendzikowska ofiarą fryzjera? Zniszczył jej włosy?!

Anna Wendzikowska (34 l.) nie jest skora do wielkich zmian w swoim wyglądzie. Niestety, ostatnia "mała" metamorfoza nie skończyła się dla niej najlepiej...

Ania Wendzikowska, ekspertka w dziedzinie twórczości Grotowskiego, nie lubi raczej eksperymentować ze swoim wyglądem. Celebrytka przyzwyczaiła nas do swojego spójnego, grzecznego wizerunku. Gwiazdka TVN-u nosi raczej stonowane ubrania, a jej fryzura zawsze jest nienaganna.

Ostatnio Wendzikowska postanowiła wprowadził małą zmianę w swoim wyglądzie. W tym celu wybrała się do Łukasza Urbańskiego, fryzjera, który czesał już takie sławy jak prezesowa Szulim-Woźniak-Starak czy też Maryla Rodowicz.

Reklama

Niestety, metamorfoza, jaką przeprowadził na włosach Wendzikowskiej, nie do końca spodobała się nie tylko fanom dziennikarki, ale i jej samej. Gdy Anna opublikowała na Instagramie zdjęcie po wizycie u Łukasza, internauci nie zostawili na niej suchej nitki. Choć na początku nikt do końca nie wiedział, co tak naprawdę zmieniło się w wyglądzie Ani, to i tak pod zdjęciem pojawiały się głosy krytyki.

W końcu Wendzikowska przyznała w komentarzach, że "skrzywdził ją" Łukasz Urbański! Ten sam, który śpiewa w zespole wraz z Karoliną Gilon, wytatuowaną uczestniczką 5. edycji "Top Model".

"Nie mogę wymyć tego koloru, a próbowałam już wszystkiego!" - napisała zmartwiona celebrytka.

To chyba nie jest najlepsza rekomendacja, jaką może dostać fryzjer od znanej osoby...

Czy Wendzikowska faktycznie wygląda aż tak źle?

pomponik.pl
Dowiedz się więcej na temat: Anna Wendzikowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »