Anna Wanda Głębocka, która przez prawie ćwierć wieku była wielką gwiazdą Telewizji Polskiej, od lat cieszy się życiem emerytki. Pracę w TVP wspomina jako wspaniałą przygodę, ale nie tęskni za kamerą... Żartuje, że odeszła, bo nie chciała starzeć się na oczach milionów ludzi!
"Nawet z najlepszego balu trzeba odejść we właściwym czasie. Wolę usłyszeć pytanie, dlaczego mnie już nie ma, niż po co tam ciągle jestem" - powiedziała 20 lat temu, żegnając się z telewidzami.
Wspominając pracę w TVP, Anna Wanda Głębocka zawsze przywołuje wydarzenia, które miały miejsce w gmachu na Woronicza w noc poprzedzającą wprowadzenie stanu wojennego w Polsce. Akurat miała wtedy dyżur spikerski w Jedynce...
12 grudnia 1981 roku o godzinie 19.00 weszła do studia, które chwilę wcześniej opuściła Edyta Wojtczak, otwiera się w nowym oknie, żeby zapowiedzieć "Dobranockę". Nic nie sygnalizowało wtedy, że wkrótce wydarzy się coś, czego nie zapomni do końca życia.

"Tuż po północy do budynku weszli panowie z karabinami. Nakazali przerwać program, a nam nie pozwolili wyjść na zewnątrz. Trzymali nas w hallu" - opowiadała wiele lat później w rozmowie z "Angorą".
"Byliśmy przerażeni, nikt nie wiedział, że to stan wojenny. Niektóre koleżanki wpadły w histerię... Kiedy w końcu wyszłam na ulicę, zobaczyłam czołgi, wojsko. Dopiero rano wszystko się wyjaśniło" - wspominała.
Kolejny dyżur Anna Wanda Głębocka miała zapisany w grafiku na poniedziałek 14 grudnia.
Gdy przyszła do pracy, odesłano ją do domu z poleceniem powrotu w środę. Powiedziano jej, że ma się ubrać na czarno i że będzie zapowiadać program, siedząc przy stole, który wyglądał jak trumna. Nie była w stanie - po raz pierwszy w życiu - patrzeć prosto w kamerę...
Anna Wanda Głębocka pracowała w TVP jeszcze przez 18 lat. Odeszła dopiero w 1999 roku.
"To była świadoma decyzja. Trzydzieści lat pracowałam i wystarczy. Trzeba dać szansę młodym" - tłumaczyła.

Po odejściu z TVP Anna Wanda Głębocka przez jakiś czas zajmowała się konferansjerką - prowadziła wielkie bale, koncerty i imprezy charytatywne, ale gdy tuż przed 60. urodzinami przypadkowo spotkała mężczyznę, w którym była kiedyś do szaleństwa zakochana, zdecydowała się na dobre zrezygnować z pracy i poświęcić swe życie miłości.
Choć jej ukochany mieszkał w Australii, nie chciała jednak przeprowadzić się do niego na stałe.
"Może za którymś razem, jak tam polecę, uznam, że jestem w domu i zostanę" - wyznała w 2009 roku po kolejnym z wielu powrotów z antypodów.
Anna Wanda Głębocka nigdy nie zdecydowała się opuścić Polski na dłużej niż kilka miesięcy. Mężowi tłumaczy, że musi wracać do domu w podwarszawskim Konstancinie, bo czeka na nią... pies.
"Mam co robić i co planować. Smakuję każdy dzień. Kiedy postanowiłam odejść z pracy, koledzy się dziwili, że wybrałam wcześniejszą emeryturę... Ale sądzę, że dobrze zrobiłam" - powiedziała w swym ostatnim wywiadzie.


***








