Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Andrzej Grabarczyk: I dom postawi, i kwiaty żonie kupi...

Od ponad 40 lat aktor dziękuje losowi, że na zoologii wpadł na dziewczynę, która zwaliła go z nóg. Chociaż ich związek wiele razy wystawiony był na ciężkie próby, udało im się pokonać największe kryzysy. Bo Andrzej (65 l.) i Zofia Grabarczykowie nigdy nie wątpili, że warto walczyć o miłość.

Swoją żonę poznał w Olsztynie podczas egzaminów na studia zootechniczne. Zosia od razu wpadła mu w oko, ale nie miał śmiałości, żeby do niej podejść. Swobodna, uśmiechnięta, prawdziwe żywe srebro. Potem spotkali się na ulicy i to ona pierwsza go zagadnęła. Okazało się, że praktyki odbywali w tym samym miejscu...

Reklama

Dzisiaj Andrzej Grabarczyk żartuje, że pojechał do Olsztyna tylko po to, żeby poznać kobietę, która była mu pisana. Bo zootechnikiem nie został. - Ojciec namówił mnie, żebym spróbował swoich sił na egzaminach do szkoły teatralnej. Przystąpiłem do nich i się udało - opowiadał kiedyś.

Zosia również zrezygnowała ze studiów w Olsztynie i przeniosła się na kulturoznawstwo do Gdańska. Przez kilka lat widywała narzeczonego tylko w weekendy. Ale potem zamieszkali w Warszawie i wszystko stało się prostsze. Choć nie od razu...

Kiedy zaczęli budować dom, okazało się, że nie poradzą sobie finansowo. Aktor rzucił wtedy w rozmowie luźną propozycję, żeby wyjechali do Norwegii na saksy. - Spakowaliśmy się i już! Zosia nie marudziła, jak inne kobiety w podobnej sytuacji, że trzeba się zastanowić, że się boi i takie tam - chwalił małżonkę aktor.

Na emigracji nie wytrzymali jednak długo. Kiedy urodził im się syn Bartosz, ustalili, że żona będzie zajmować się domem, a Andrzej będzie dbał o budżet. Ta zasada obowiązuje i rewelacyjnie się sprawdza do dzisiaj. - Ale zakupy robię ja. Kobieta nie powinna dźwigać - dodaje aktor, który dla milionów widzów od 22 lat jest Jerzym Chojnickim z serialu "Klan".

Ze swoim bohaterem nie ma jednak nic wspólnego. Jerzemu zdarzają się skoki w bok, a w życiu Andrzeja nie może być o tym mowy. - Jestem kompletnym przeciwieństwem Jurka. Mam tę samą żonę od 43 lat i wiele pasji. Lubię łowić ryby. W naszym domu tyle ich się przerabia, że mocno podnosimy statystykę ich spożywania. Pasjonuję się motoryzacją, zbieram łyżki do butów. Mam ich ponad 100! - chwali się.

To nie wszystko! Aktor kupuje żonie kwiaty bez okazji. Potrafi także fachowo doradzić przy typowo kobiecych zakupach. - Nie dosyć, że zarobi na dom, potrafi w nim zrobić dosłownie wszystko, to jeszcze mi doradzi, jakie perfumy mam kupić - chwali męża pani Zofia.

Aktor nie znosi leżeć bezczynnie. Zawsze wynajdzie sobie jakąś robótkę. Uwielbia majsterkować. Nie zatrudnia fachowców, bo sam wykonuje wszystkie prace remontowe.

W stanie wojennym wyjechał do Ameryki i tam nauczył się murować, tynkować, układać parkiet, glazurę, a nawet przywracać blask starym meblom! - Wolę być w domowym zaciszu, niż gadać o niczym na bankietach - przekonuje.

Potrafi także świetnie gotować, a jego prosiak z kaszą gryczaną, pieczony na ogniu, nie ma sobie równych!

Pani Zofia, mając taki skarb w domu, nie ma do męża żalu, że ten chce czasem pobyć w samotności, wyjechać na ryby z kolegami lub wyskoczyć na kwadrans na bęben, bo od lat pasjami gra na perkusji. Toleruje także jego bałaganiarstwo. Przez lata próbowała go tego oduczyć, ale w końcu się poddała.

Nie kłócą się o drobiazgi, bo wiedzą, że najważniejsza w związku jest tolerancja. Są domatorami, lubią spędzać czas z synem i wnuczkami. Aktor uważa, że dużo dostał od losu, choć nie zabrakło w jego życiu także łez.

Kiedy synowi urodziła się córeczka Lenka, cała rodzina przeszła trudne chwile. U dziewczynki stwierdzono zespół Downa. Lenka potrzebowała szczególnej opieki i cierpliwości.

Bez reszty zawładnęła sercem dziadka. - Wystarczy kochać i nie wstydzić się tego, że dziecko jest trochę inne niż reszta jego rówieśników - wyznaje.

Kiedy Lence urodziła się siostra Maja, Andrzej Grabarczyk podzielił swoje serce na pół. - Dziadostwo to bardzo ważna instytucja - śmieje się.

Oboje z żoną bardzo pomagają synowi. Nie narzekają, nie czują się zmęczeni. Są szczęśliwi, że stworzyli rodzinę, która się kocha, szanuje i zawsze może na siebie liczyć.

- Codziennie dziękuję losowi za Zosię - przekonuje i dodaje, że nie wyobraża sobie, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby ponad 40 lat temu nie poznał dziewczyny, która szturmem zdobyła jego serce...

***

Zobacz więcej materiałów z życia gwiazd:


Rewia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Grabarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »