Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Alicja Bachleda-Curuś: Na ratunek dawnej miłości!

Alicja Bachleda-Curuś (36 l.) podjęła niedawno ważną i przełomową decyzję, która zmieni życie jej i synka. Zrobiła to, by ruszyć naprzód, ale przede wszystkim, by pomóc Colinowi, który znalazł się w fatalnej sytuacji finansowej...

Niedawno pakowała do pudełek dekadę swojego życia. Porządkowała zabawki, którymi Henry już od dawna się nie bawi, oglądała rodzinne fotografie uśmiechniętego od ucha do ucha malucha w ramionach taty… Alicja Bachleda- Curuś (36) poczuła zalewającą ją falę nostalgii. 

Wraz z synkiem opuszczają jedyny dom, jaki chłopiec zna, i zaczynają nowe życie. Okazałą rezydencję w Hollywood wybierała wraz tatą Henia, Colinem Farrellem. 

Wciąż pamięta, jacy byli wtedy szczęśliwi. Poznali się na planie filmu „Ondine”. Irlandzki gwiazdor kompletnie stracił głowę dla utalentowanej Polki. 

Reklama

"Koniec z alkoholem, narkotykami i durnym życiem. Zakochałem się w prymusce, która mówi pięcioma językami i pisze wiersze" – mówił. 

Był zachwycony, gdy dowiedział się, że spodziewają się dziecka. Szczerze wierzył, że u boku Alicji zapomni o pokusach. I przez dłuższy czas mu się udawało. Zapewniał:

"Życie jest piękne, a ja jestem wielkim szczęściarzem. Jestem ojcem, mam pracę, którą lubię. Rezygnacja z upijania się i tych wszystkich kłopotów to było coś najważniejszego, co sam dla siebie zrobiłem. Był szczery, z czasem jednak pojawiły się problemy.

Dziewczyna wychowana w tradycyjnych wartościach i „niegrzeczny chłopiec” Hollywood, pomimo łączącego ich uczucia, za bardzo się różnili.

Gdy się rozstawali, Colin zachował się z klasą. Zostawił ukochanej willę, w której wychowywali Henia, zobowiązał się też do płacenia 100 tysięcy dolarów miesięcznie na potrzeby chłopca. 

Alicja nigdy nie powiedziała o nim złego słowa, uważa go za świetnego tatę. 

"Mamy bardzo dobre relacje. Mimo że nie jesteśmy razem, wychowujemy Henia wspólnie, w miłości i przyjaźni" – podkreśla.

Czas od rozstania minął w mgnieniu oka. Do Ali dociera to w pełni dopiero, kiedy patrzy na jedynaka. To już duży chłopiec, niedawno obchodził 10. urodziny.

Świętował z kolegami, dumną mamą i tatą. Ale na przyjęciu we włoskiej restauracji pojawił się też ktoś nowy. I wygląda na to, że zagości w życiu Henia na stałe. 

Alicja zakochała się i wreszcie jest gotowa na radykalne zmiany. Pokazała się z przystojnym brunetem podczas niedawnej wizyty w Polsce. Na jej palcu lśni pierścionek. Jest pewna, że znalazła tego jedynego. 

To najważniejszy powód, dlaczego opuszcza dom pełen wspomnień. Zdecydowała tak po szczerej rozmowie z Colinem. 

O fatalnej sytuacji Farrella przeczytasz na kolejnej stronie...


Na pomoc dawnej miłości

Uzgodnili, że sprzedadzą rezydencję, a zysk podzielą na połowę. Dom wystawiono za 1,5 miliona dolarów. 

Konto Ali zasili niezła sumka, ale to Farrell bardziej potrzebuje gotówki.

Jego notowania w Hollywood spadły. Jeszcze 13 lat temu mógł zarobić nawet 10 milionów dolarów rocznie, dzisiaj ucieszyłby się z 1/3 tej kwoty. A gra niewiele. 

Przez gwałtowny temperament i kłopoty z używkami stał się „aktorem wysokiego ryzyka”. Oznacza to, że każdy producent, który go zatrudni, musi zapłacić ogromną kwotę ubezpieczycielowi.

Gdy dochodził do siebie w klinice odwykowej, nie pracował wcale, a pobyt tam też nie należy do tanich. Do tego niefortunnie zainwestował.

Kupił sześć luksusowych mieszkań w Spencer Dock Apartments w Dublinie. Nie tylko na nich nie zarabia, ale wydaje krocie, procesując się z deweloperem. 

Okazało się, że budynek ma poważne wady konstrukcyjne. Aktorowi bardzo przyda się zastrzyk gotówki.

Życie dało mu ostatnio w kość i skłoniło do refleksji.

"Potrzebowałem tej lekcji pokory. Czułem, że ściągam wszystkich na dno. Wszystko brałem do siebie. Prowadziłem wspaniałe życie, miałem ogromną fortunę, cudowne dzieci, świetną rodzinę, prawdziwych przyjaciół i pracę, która była moją pasją" – wyliczał, co przeszło mu koło nosa. 

W ciężkich chwilach może liczyć na Alicję. Chociaż zaczyna nowy rozdział, traktuje Colina jak członka familii i nie zamierza tego zmieniać.

"Nigdy nie powiedziałam, że przeżyłam zawiedzioną miłość! Przeżycie tej niezwykłej miłości – bo była niezwykła – absolutnie jest darem" – mówiła z mocą, dodając: "Nadal jestem przekonana, że jeśli spotka nas prawdziwa miłość, to ma szansę istnieć do końca. I nawet kiedy się z kimś rozstajemy, ona w nas pozostanie".

***



Dobry Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachlda-Curuś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Nie przegap
najgorętszych
plotek!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie. Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj Pomponik.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »