Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Alicja Bachleda-Curuś ma problem. Syn nie chce uczyć się języka polskiego!

Alicja Bachleda-Curuś (33 l.) robi wszystko, by syn Henry Tadeusz (7 l.) nauczył się płynnie mówić w języku polskim. Niestety, maluch niechętnie garnie się do nauki. Na pytania najczęściej odpowiada w języku angielskim.

Aktorka znowu króluje na ekranach polskich kin. Po roli księżnej Eleonory Lotaryńskiej w filmie "Bitwa pod Wiedniem" aż cztery lata musiała czekać na kolejne propozycje zawodowe. Ale wreszcie zagrała w kontynuacji kinowego hitu "Pitbull. Niebezpieczne kobiety".

Reklama

Kilka dni temu przyjechała do Warszawy na uroczystą premierę filmu, w którym zagrała jedną z głównych ról. I natychmiast obległy ją tłumy wielbicieli. W skromnej białej sukience i złotych pantofelkach wyglądała olśniewająco. Nie pozostała jednak w stolicy dłużej, bo spieszyła do Krakowa. Do apartamentu, który kupiła kilka miesięcy temu w zabytkowej kamienicy tuż pod Wawelem.

Alicja nie kryje w rozmowach z dziennikarzami, że wykorzystuje każdą chwilę, by razem z synem Henrym Tadeuszem (7 l.) nacieszyć się rodzinnymi stronami. Udało się jej nawet ustalić z ojcem synka, Colinem Farrellem (40 l.), że pobyty w Polsce będą dłuższe niż zwykle.

- Na Podhalu staramy się być dłużej niż trzy tygodnie - mówi Alicja Bachleda-Curuś. - Tyle Heniowi zajmuje przestawienie się na nasz czas. Będzie jeszcze chętniej przyjeżdżał, gdy nauczy się języka.

Jest wielka szansa na to, że chłopiec, który urodził się w USA i znaczną część życia spędził właśnie tam, szybko przyswoi tajniki ojczystej mowy mamy. Od pół roku uczy się języka polskiego od niani, którą zatrudniła aktorka. Ogląda też polskie bajeczki. - Rozumiem, że nie jest to dla niego łatwe. Henio woli mi odpowiadać na pytania po angielsku - mówi aktorka.

Nie poddaje się jednak i do pomocy zaangażowała już całą rodzinę. Dziadkowie rozmawiają z wnukiem po polsku, zabierają go do sklepów i kupują, co mu się spodoba, pod warunkiem, że poprosi o to piękną polszczyzną. - Takie małe przekupstwa - uśmiecha się Lidia Bachleda-Curuś (68 l.), matka aktorki.

Jeżdżą też do Zakopanego, gdzie mieszka wielu kuzynów, z którymi Henio lubi się spotykać. Również Tatry szybko spodobały się chłopcu. Robi mnóstwo zdjęć i gdy wraca do Los Angeles, dumny pokazuje je kolegom w jednej z najlepszych szkół w Hollywood - słynnej Campbell Hall School, w której czesne wynosi równowartość 100 tys. złotych rocznie.

Dla Alicji na szczęście takie koszty nie są dotkliwe. Dzieli się nimi z ojcem chłopca, który, jak wiadomo, bardzo sumiennie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Colin Farrell też mieszka w Los Angeles. - Odkąd Henio poszedł do szkoły, jestem w otoczeniu innych mam. Cenię te nowe znajomości i rady Amerykanek - opowiada Alicja. Przyznaje, że ma tylko kilka koleżanek, ale nie czuje się szczególnie z nimi związana. Przyjaźnie zostały w kraju.

Dlatego doskonale zdaje sobie sprawę, że powinna w synku podtrzymywać zainteresowanie Polską. A z tym związane jest kultywowanie polskich tradycji. Cieszy się, że dziecku podoba się polska serdeczność i góralska gościnność jej rodziny. Tłumaczy też różnice, które zaskakują małego Tadeusza. - Pyta mnie, jak ma się zachować, gdy na przykład ktoś nieznajomy próbuje go pogłaskać po głowie - mówi Alicja. Aktorka nie ukrywa, że jest sentymentalna i mimo bajecznego życia w USA, przywiązana do swoich korzeni.

- Gdzie jest moje miejsce? Na razie i w Los Angeles, i w Polsce. Dobrze, że teraz nie muszę dokonywać wyboru.

A jednak rozłąka z rodziną czasem mocno daje się jej we znaki. Szczególnie gdy pojawiają się życiowe problemy. Tak było, gdy z trudem przekonywała syna, że jego tata nie będzie z nimi mieszkać. Brakowało wtedy spokojnego wsparcia ze strony dziadków chłopca, zwłaszcza Tadeusza Bachledy-Curusia (70 l.), którego wnuk uwielbia.

Również dla niej uwagi seniora rodu są bardzo cenne. Także gdy wypowiada się na temat życiowego partnera. Alicja podobno po dramatycznych sercowych doświadczeniach stała się ostrożna i wymagająca. Wdzięczna jest rodzicom, że rozumieją jej wybory i już nie powtarzają: Alu, pomyśl, przecież możesz wyjść za mąż i czuć się w tym bezpiecznie.

- Jestem i zawsze byłam otwarta na miłość. Ale teraz, gdy jestem matką, to uczucie musi sprostać o wiele większym oczekiwaniom.

Aktorce marzy się taki związek jak rodziców, którzy są razem od 40 lat, ale woli poczekać, niż znowu się sparzyć. Skupia się na realizacji zawodowych planów. I rozpaleniu u syna gorącej miłości do Polski. A wszystko z olbrzymim zaangażowaniem całej rodziny!

***

Zobacz więcej materiałów o gwiazdach:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje