Przejdź na stronę główną Interia.pl

Reklama

Reklama

Przejdź na stronę główną Interia.pl

Alicja Bachleda-Curuś i jej syn Henio nie lubią Polski za pogodę!

Alicja Bachleda-Curuś (32 l.) przyznaje, że do rodzinnego Krakowa przyjeżdża rzadko z jednego powodu: nie znosi szarugi, która panuje tu niemal przez cały rok!

32-latka za oceanem, w słonecznym Los Angeles, zadomowiła się już na dobre. Mieszka tam od 11 lat, tworząc dom ze swoim 6-letnim synem Henrym Tadeuszem, owocem związku z irlandzkim aktorem Colinem Farrellem (39 l.).

Reklama

Chłopiec we wrześniu poszedł do elitarnej szkoły Campbell Hall w północnym Hollywood, gdzie kształci się na artystę. W Stanach ma kolegów, regularnie widuje się ze swoim znanym ojcem oraz, co najważniejsze, doskonale odnajduje się w tamtejszej rzeczywistości. Nie musi również zmagać się z barierą językową, na jaką natrafia na każdym kroku w ojczyźnie swojej mamy i dziadków.

"Po polsku mówi troszeczkę. Będzie posługiwał się polszczyzną, ale jeszcze nie teraz. Na razie musi porozumiewać się z kolegami i koleżankami" - tłumaczy Ala.

Innym powodem, dla którego aktorka Polskę odwiedza tak rzadko, jest pogoda. Ze zgrozą wspomina pewną krakowską zimę, kiedy całymi dniami leżała w łóżku, tęskniąc za słońcem i kalifornijską zielenią.

"Kiedyś przebywaliśmy w Polsce aż przez sześć tygodni, a była to zima, w dodatku bez słońca i śniegu. Henio budził się o drugiej po południu, kiedy już się robiło szaro. Pod koniec już bardzo chciał wracać do słonecznego, ciepłego Los Angeles. Zresztą ja również!" - opowiada Bachleda.

Do ojczyzny ściągają ją jednak obowiązki zawodowe: w Krakowie od kilku sezonów jest twarzą supermarketu - intratny kontrakt wymaga więc od niej kilku wizyt w sklepie na krakowskich Grzegórzkach. Od czasu do czasu grywa także w polskich komediach romantycznych.

Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachleda-Curuś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje