Przejdź na stronę główną Interia.pl

Alicja Bachleda-Curuś dała mamie powód do radości! Szykują się spore zmiany?

Pani Lida Bachleda-Curuś nie traci nadziei, że zobaczy Alę w białej sukni, u boku ukochanego mężczyzny. Wszystko jest na dobrej drodze...

Kontaktuje się z Alicją codziennie, czasem nawet kilka razy. Choćby po to, by pomachać małemu Heniowi na Skype. Ala śmieje się, że wybiera numer aż do skutku. 

Reklama

Lidia Bachleda-Curuś bardzo tęskni za córką i wnukiem, nie ukrywa, że się o nich martwi. Czasami łapie się na myśli, że może byłoby lepiej, gdyby Alicja lata temu została w Polsce, skończyła iberystykę na UJ, a aktorstwo pozostało jej pasją. 

Takiego wyboru przed laty dokonała sama pani Lidia  – porzuciła taniec, wybrała solidny fach, poświęciła się rodzinie. Nigdy tego nie żałowała, no może tylko wtedy, gdy czuła dreszczyk emocji, prezentując układy choreograficzne podczas rodzinnych zjazdów. Ale gdy na szali kładzie dzisiaj udane małżeństwo oraz dwójkę utalentowanych dzieci, wie, że dobrze zdecydowała. 

Od najmłodszych lat kibicowała córce, woziła ją na zajęcia z baletu i śpiewu, zajmowała się jej karierą. Lecz gdy ta oznajmiła jej, że planuje wyjazd do Stanów, początkowo była przeciwna. 

Jak wyznała podczas rozmowy z Małgorzatą Ohme, gdyby się uparła, Ala zostałaby w Polsce. Po rodzinnych naradach i za namową męża uznała jednak, że nie może stawać na drodze dziecka do spełnienia marzeń. Czas pokazał, że Ala świetnie poradziła sobie za oceanem. 

Pani Lidia jest dumna z córki. Jednym tchem wymienia wszystkie jej osiągnięcia. Tyle, że bardziej niż kolejny zawodowy sukces ucieszyłaby ją wiadomość, że w życiu Ali jest jakiś wartościowy mężczyzna, a na jej palcu pojawił się pierścionek. Przyznała to sama Alicja. 

"U nas panuje opinia, że tradycyjne podejście do rodziny gwarantuje spokojne życie. A mnie to nigdy nie było dane" – zdradziła podczas rozmowy z „Galą”.

Może pani Lidii łatwiej byłoby zaakceptować ten stan rzeczy, gdyby jej syn się ustatkował, ale on – podobnie jak Ala – jeszcze nie znalazł drugiej połówki. 

"W związkach oboje dążymy do ideału, co... bywa złudne" – tłumaczy Alicja. 

Ma na koncie kilka dłuższych i krótszych związków. Owocem tego najbardziej medialnego, z irlandzkim aktorem Colinem Farrellem, jest mały Henry Tadeusz (8), oczko w głowie babci. 

Pani Lidia długo nie mogła się pogodzić z myślą, że chłopiec będzie się wychowywał w rozbitej rodzinie. Pękało jej serce, gdy widziała, jak po rozstaniu cierpi jej córka. Sama Alicja przyznała, że była zagubiona. 

"Kim jestem po rozstaniu z Colinem? Matką, kobietą, która wciąż się zmienia" – mówiła. 

Dzisiaj jej mama przepracowała to, choć w jej głosie nadal pobrzmiewa smutek, gdy mówi, że Henryk wynagradza jej wszystkie niedogodności związane z tym, że jej córka jest sławna. 

Pociesza ją to, że Ala jest naprawdę świetną mamą i wpaja chłopcu wartości, które sama wyniosła z domu. 

"Po polsku czytam mu bajki i wiersze. W tym języku też się modlimy. A to pozwala mojemu synkowi zabłysnąć w rodzinie. Kiedy przyjeżdżamy do Krakowa i przychodzą goście, recytuje: 'Aniele Boży, Stróżu mój'" - zdradziła.  

Henryk zna polskie wielkanocne tradycje. 

"Są fajne i zabawne, więc łatwo zachęcić do nich dziecko. Śmigus-dyngus uwielbia, malowanie pisanek również, choć przy tej pracy trzeba go zachęcić do skupienia" – opowiadała z dumą Alicja w „Twoim Stylu”. 

Stara się także przekonać małego do rodzimej kuchni, własnoręcznie pichci mu różne polskie przysmaki. I co bardzo ważne dla babci, pilnuje, by jej synek umiał się odpowiednio zachować. 

"W Stanach trudno wpoić dzieciom szacunek dla starszych. Do każdego mówi się „ty”, mama i tata są raczej kumplami niż autorytetem. U nas tak nie jest. Uczę więc syna, że musi odpowiednio zachowywać się w stosunku do dorosłych" - opowiadała.

"Chłopczyk ma dobry kontakt z tatą, ale pani Lidii marzy się, by na co dzień miał w domu męski wzorzec. Gdy Ala przyjechała do Zakopanego z Marcinem Gortatem, w sercu jej i jej męża pojawiła się nieśmiała nadzieja, że być może to ten jedyny. Przystojny koszykarz błyskawicznie zdobył jej uznanie, gdy zobaczyła jak świetnie dogaduje się z Henrykiem. Chłopak jest w sportowca wpatrzony jak w obrazek. Uwielbia chodzić na mecze, na których zawsze ma zapewnione honorowe miejsce. Alicja jednak jest bardzo ostrożna. I to nie tylko ze względu na synka, ale także na resztę rodziny" - czytamy w "Dobrym Tygodniu"

 "To smutne, że rodzice muszą ponosić konsekwencje mojego wyboru" – mówi. 

Ale jak każda zakochana kobieta czasami chwali się tym, że jest adorowana. W Dzień Kobiet na swoim profilu na Instagramie zamieściła wspaniały bukiet czerwonych róż. Możemy jedynie domyślać się, od kogo je otrzymała. Niedawno przyznała też, że coraz częściej myśli o stabilizacji. 

"Kiedyś nie wyobrażałam sobie siebie na ślubnym kobiercu, nie marzyłam o białej sukni ani nie zastanawiałam się, gdzie jest mój książę na białym koniu. Ale dzisiaj... Dopuszczam taką myśl" – wyznała. 

Jej życie zaczęło się układać, odnalazła swoją pasję. Zdradziła, że chce obronić w USA tytuł magistra historii sztuki. Jej mama cieszy się, ale jest ostrożna. Zapytana, czego życzy ukochanej córce, odparła: "Żeby osiągnęła wewnętrzne zadowolenie, spełnienie, bo ma ku temu podstawy. I na pewno, żeby sobie ułożyła spokojnie życie".

A Alicja odpowiedziała jej z tajemniczym uśmiechem: "Mamuś, wszystko będzie wyprostowane".  

***

Dowiedz się więcej na temat: Alicja Bachlda-Curuś

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje